[WarHammer] * * * REKRUTACJA ZAMKNIĘTA! komentarze i pytania

Stare i nieaktywne wątki z Rekrutacji.
Ouzaru

Re: [WarHammer] * * * REKRUTACJA ZAMKNIĘTA! komentarze i pytania

Post autor: Ouzaru »

Udało mi się 'przebrnąć' przez postacie (nie żeby nudne czy coś, ale długie :P), posty też już mam za sobą i czekam jeszcze tylko na odpowiedź Yacka - i mogę odpisywać.
I taka mała, tycia prośba... Ja dziękuję, że się staracie i w ogóle, ale czy następne posty mogą być choć ciut krótsze? Piszecie super, ale mnie siedzenie przy lapie i czytanie z monitora nieco męczy :( I proszę, dzielcie swoje wypowiedzi na takie akapity jak we wstępie, łatwiej się czyta :)
Trupik, Ty wiesz, o czym mówię, jak u Setha ;)
Acid
Marynarz
Marynarz
Posty: 320
Rejestracja: sobota, 10 listopada 2007, 17:57
Numer GG: 20329440
Lokalizacja: Dundee (UK)

Re: [WarHammer] * * * REKRUTACJA ZAMKNIĘTA! komentarze i pytania

Post autor: Acid »

OK, Ouzaru, postaram się pisać nieco krócej (choć i tak jeśli chodzi o długość postów to daleko mi do wyczynów Ninerl czy Deadmoon'a hehe ;)), poza tym z chęcią bym już poczytał coś nowego od Ciebie bo "spragniony" jestem gry :P
Seks jest jednym z dziewięciu powodów do reinkarnacji. Pozostałych osiem się nie liczy.

Obrazek
Ouzaru

Re: [WarHammer] * * * REKRUTACJA ZAMKNIĘTA! komentarze i pytania

Post autor: Ouzaru »

Hehehe, już się dogadałam z fds'em i Yackiem, najpierw Wam odpiszę, a potem się pojawią :) Tak więc biorę się za posta.
Ninerl
Bombardier
Bombardier
Posty: 891
Rejestracja: środa, 3 stycznia 2007, 02:07
Numer GG: 6110498
Lokalizacja: Mineth-in-Giliath

Re: [WarHammer] * * * REKRUTACJA ZAMKNIĘTA! komentarze i pytania

Post autor: Ninerl »

Ouz, mozesz opisać tego naszego poszukiwanego? Jak wygląda na portrecie, rzecz jasna...
Jam jest Łaskawą Boginią, która daje Dar Radości sercom ludzkim; na Ziemi daję Wiedzę Wiecznego Ducha, a po śmierci daję pokój i wolność . Ani nie żądam ofiary, gdyż oto ja jestem Matką Życia, i Moja Miłość spływa na Ziemię.
Ouzaru

Re: [WarHammer] * * * REKRUTACJA ZAMKNIĘTA! komentarze i pytania

Post autor: Ouzaru »

Ależ oczywiście że mogę :) w następnym odpisie, jeśli nie masz nic przeciwko :)
Ouzaru

Re: [WarHammer] * * * REKRUTACJA ZAMKNIĘTA! komentarze i pytania

Post autor: Ouzaru »

No, pyszczki, przez święta chyba niewiele osób będzie miało czas i chęć pisać, więc na odpowiedzi czekam, aż ten cały szał minie :) Jeśli ktoś chce zrezygnować z sesji, niech da znać. Maiv i Nin, dajcie swoje karty do rekrutacji :P To tyle, Wesołych Świąt i innych takich.
Ninerl
Bombardier
Bombardier
Posty: 891
Rejestracja: środa, 3 stycznia 2007, 02:07
Numer GG: 6110498
Lokalizacja: Mineth-in-Giliath

Re: [WarHammer] * * * REKRUTACJA ZAMKNIĘTA! komentarze i pytania

Post autor: Ninerl »

No, nie wiem czy to dobry pomysł Ouz, ale sama chciałaś :D ...
Imię: Ninherel Ehendarith
Rasa: elf wysoki
Profesja: ochroniarz
Wiek:65 lat
Kolor oczu: szaroniebieskie
Kolor włosów: ciemny blond (długie do połowy pleców, lekko kręcone)
Płeć: kobieta
Waga: 58 kg
Wzrost:165 cm
Rodzeństwo:----
Rodzice: ojciec- Raethion Ehendarith, matka- ----
Miejsce urodzenia:---- (wychowania: Marienburg)
Znaki szczególne: leworęczność, długa, wąska biała blizna na lewym rameniu, tatuaż na prawym ramieniu.
Religia: Lileath, Asuryan

Statystyki:
Cechy główne:
Sz WW US S Wt Żyw I A Zr CP Int Op SW Ogd Mag PP
4 58 47 3 4 10 42 2 45 32 44 56 55 45 - 3

Broń:
Elficki miecz jednoręczny (czyli taki jak zwykły, tylko inne zdobienia ma i jest doskonałej jakości)
Sztylet
Strzelecka:
Lekka kusza
21 bełtów
Pancerz:
Tarcza średnia 1pp
Kaftan kolczy (tylko do kolan) 1 pp/tułów
Karwasze skórzane
Skórznia 0,5 pp/tułów
Kolcze rękawice 1 pp/ręce

Umiejętności:
bystry wzrok
zmysł magii(lub wyczucie, to jest chyba to samo)
widzenie w ciemnościach
czytanie i pisanie
uniki
opanowanie
bijatyka
jeździectwo
pływanie
rozbrojenie
silny cios
opieka nad zwierzętami
sztuka
targowanie się

Znane języki:
staroświatowy
tar-eltharin

Ekwipunek:
50 zk
2 koce
mały kociołek
2 bukłaki z wodą
„apteczka”(bandaże, trochę ziółek środek dezynfekujący, igły i nici)
mydło
metalowy grzebień
racje żywności na parę dni
ostrzałka, smary i inne akcesoria do konserwacji broni
nóż
lina (10 m)+kotwiczka
śpiwór
hubka i krzesiwo
zapasowe ubranie
2 zwoje czystego pergaminu/papieru, pióro, atrament w buteleczce
ciemnoczerwona suknia,sandały i malutki flakon perfum (kwiatowe i piżmo)
kasztanowaty koń z uprzężą, jukami i siodłem
juczny koń (gniadosz)

Ubranie:
Skórzane spodnie
Ciepły, czarny płaszcz z kapturem
Błękitna tunika
Koszula
Wysokie buty z czarnej skóry
Skórzane rękawice
„watowana” kamizela (ciemna czerwień, pod pancerz)
onuce/skarpety
pas (wszyta skrytka na pieniądze)
sakiewka
srebrny wisiorek

Tu króciutki opis tatusia mojej postaci, a później jej historia.

Raethion Ehendarith
Rasa: elf wysoki
Obecna profesja: czarodziej
Wiek:165 lat
Kolor oczu: szaroniebieskie
Kolor włosów: czarny
Płeć: mężczyzna
Waga: 93 kg
Wzrost:187 cm
Rodzeństwo: dwóch braci
Znaki szczególne: blizny po kajdanach, uszkodzone palce lewej dłoni (nieco krzywe, źle zrośnięte), kolczyk w jednym uchu, blizny i szramy na całym ciele.
Religia: Hoeth, Asuryan

Ojciec Ninherel. Bardzo kocha swoje dziecko, a mimo, że zawsze dawał jej dużo luzu, czasami bywał nadopiekuńczy. Poniżej jest hmm, częściowa historia postaci (Ninherel)- w konwencji rozmowy jej ojca.
Raethion na skutek wypadku kuleje na prawą nogę. Sprawia, to że nie będzie skutecznym wojownikiem, ale chodzić i próbować biegać może. Dodatkowo, on i jego córka są przybyszami z zewnątrz. Nie należą do żadnej rodziny/klanu.




Emarien, posłuchaj. Poradź mi, co mam zrobić. Znamy się już tyle lat, odkąd przybyłem tutaj, wygnany i okaleczony. Co się stało? Moja córka domaga się odpowiedzi. Jej matka. Chce dowiedzieć się wszystkiego. Emarien, ja przecież nie mogę... nie może poznać prawdy.
Jeszcze nie dziś, a zwłaszcza teraz... Niech bogowie strzegą... to będzie dla niej koszmar.
Usiądź, czy opowiedziałem ci wszystko? Nie? Zresztą nieważne. Nie, zostaw ten dzban z winem.
Za dużo wypiłem? Wypiję jeszcze więcej. By zapomnieć... ale to nic nie da. Tak, przyznaję, złapałaś mnie na chwili słabości. To poniżające, tak bym powiedział kiedyś, ale teraz... po tym wszystkim, co się zdarzyło, już nie. Zgadzasz się? Wysłuchasz mnie? Jesteś jedną z osób, której mogę zaufać.
Ninherel tyle ci zawdzięcza. Stara zielarka? Ale mądra.
No, dobrze zaczynam tą żałosna historię.
Pochodzę z Cothique. Tak, z jednego z tamtejszych rodów. Miałem być oddany na naukę do Wieży Hoeth'a. Dziwisz się? Czemu tam nie jestem? Mój ojciec... to był prawdziwy tyran. Nienawidziłem go- może i byłem jego dzieckiem, ale on decydował o wszystkim. Co będę robił, z kim się widywał, kogo nienawidził lub darzył niechęcią , a nawet co będą myślał.. Moje zdanie? Nigdy się nie liczyło. Zresztą nawet nie zauważał mojego sprzeciwu. Młody i zapalczywy... głupi... taki byłem, gdy uciekłem z domu. Ale nareszcie czułem się wolny. Ojciec pewnie szalał z wściekłości. Wspaniały dowódca i wielki wojownik przechytrzony przez smarkacza.
Przewędrowałem pół Ulthuanu, w końcu trafiając do Lothern. Byłem młody i silny. Szybko zaciągnąłem się na statek. Wtedy to wydawało mi się takie wspaniałe... Gdybym wiedział, co będzie później, nie postawiłbym stopy na pokładzie.
Pływałem przez kilka lat. Raz było lepiej, raz gorzej. Jednak nigdy przez chwilę, nie myślałem o powrocie do domu. Pewnie mnie wyklęli. Zbeszcześciłem tradycję rodu.
Wtedy, gdy żeglowaliśmy do ziemi ludzi, miasta zwanego Marienburgiem, tam na samym środku oceanu, zaskoczył nas sztorm. Gdy wreszcie ucichł, okazało się, że znaleźliśmy się daleko na północy. Tam, gdzie poluję przeklęci. My też staliśmy się ich zwierzyną.
Spokojnie... Emarien nie przejmuj się tak. To było... minęło, a ja żyję.
Arka, to była olbrzymia Czarna Arka. Dziwne, że zainteresowali się nami. Pewnie potrzebowali trochę rozrywki. Och, tak... walczyłem... na śmierć i życie. Zabijali wszystkich. Mnie w pewnym momencie rzuciło na burtę i straciłem przytomność.
To? To ślady po kajdanach. Obudziłem się w nich. Jako niewolnik, śmieć, żer dla Druchii.
Byłem pewien, że umrę w jakiejś kopalni lub będę ofiarą na ołtarzu. Niestety... nie było mi to dane...
Wtedy zjawiła się ona... Drżę? Tak, rzeczywiście, masz rację. Piękna, była cudowna. Idealna.
I wybrała mnie jako swoją nową zabawkę. Wiedźma. Służka Pana Rozkoszy.
Uśmiechasz się? Nie, nie uległem jej od razu. Więc zaczęli mnie głodzić. Głód to straszliwy wróg.
Zdychałem w śmierdzącej ładowni. Złamali mnie... byłem żałosny, błagając o resztki. Wstyd ... nadal jest mi wstyd. Ale, gdy żołądek przysycha ci do kości, stajesz się zwierzęciem... Liczy się tylko pożywienie... Postawili przede mną misy pełne najlepszego jedzenia. Ach, ona też tam była. Cokolwiek mówiła, ja przytakiwałem, niemal krztusząc się śliną. Zgodziłem się na wszystko.
Ale mieli zabawę. Doskonałą. Ale ja nie słyszałem wyzwisk i kpin, wpatrzony w to, co stało przede mną. Pamiętam dobrze smak tych potraw. To było najlepsze, co w życiu jadłem- ambrozja bogów. Tak to jest- chociaż nie było to nic nadzwyczajnego. Zakuła mnie w swoje srebrne łańcuszki.
Byłem cieniem, pozbawionym czci i honoru. Płaszczyłem się przed nią, jak pies. Ale zrozum, nie mogłem inaczej- była tak piękna i godna pożądania. Bawiła się mną, moją żądzą, moimi pragnieniami. Nadal pamiętam doskonały kształt jej piersi, burzę jaskraworudych, jak płynne złoto włosów i piękne, szare oczy. Mistrzyni w dawaniu bólu i rozkoszy. Szybko się uzależniłem- błagałem każdego dnia o jeszcze więcej... Żałosne, nieprawdaż?
Ale, nie, nie powinienem tego mówić... ale przez pewien czas byłem szczęśliwy, w ten dziwny destrukcyjny sposób. Spalałem się z pożądania. Moja pani uwielbiała tortury. To co mi zostało, to te blizny na całym ciele. Oplotła mnie zaklęciami na jakiś czas. Do dziś nie wiem po co. I nie chcę wiedzieć. Minęło tak kilkanaście miesięcy. Potem rozplotła swoja magię, a ja wróciłem z powrotem do ładowni. Byłem zwierzęciem, uzależnionym od niej całkowicie. Ale w końcu przyszło otrzeźwienie. Odwiedzała mnie do czasu do czasu, ale chyba się jej znudziłem. Wracałem do zdrowych zmysłów. I tam, w tej ciemnej norze, codziennie po całym dniu ciężkiej pracy, myślałem... myślałem, kim jestem? Czy w ogóle warto było dalej żyć? Byłem śmieciem, resztką dawnego Raethiona.
Ale nadal żyłem. Żyłem i tylko to się liczyło. Zachowywali mnie przy życiu na jej polecenie.
Dni, miesiące mijały. Ona nie pojawiała się w ogóle. Z pogłosek słyszałem, że od iluś miesięcy nie rzuciła żadnego czaru ani nie odprawiła obrzędu. Dziwiło mnie to, ale powód miałem wkrótce poznać. I wtedy, pewnego dnia przynieśli mi zawiniątko. Niemowlę owinięte w kocyki. Malutka dziewczynka.
Tak, Emarien... Już się domyślasz, prawda? Już wiesz? To było moje zadanie- opieka nad tym maleństwem. Nad moim dzieckiem. Tak, słusznie. Masz rację- dlatego wiedźma nie czarowała.
Nie wiem, czemu akurat ja zostałem... zostałem wybrany. Może to był jakiś kaprys? Czemu jej dziecko... powiem ci później.
Do dzisiaj pamiętam, jak siedziałem, wstrząśnięty, z dzieckiem w ramionach. Tak, mogło nie być moje, oczywiście... Wtedy malutka otworzyła oczy i spojrzała na mnie moimi oczyma. Wiedźma zresztą potwierdziła moje ojcostwo. Wiedziałem, że zrobiła to specjalnie. Nie miałem wątpliwości. Następnego dnia przywlekli jakąś zapłakaną ludzką kobietę. Wieśniaczka, dla mnie do pomocy. Gdy udało mi się z nią porozumieć, zgodziła się mnie nauczyć wszystkiego, co wie o wychowaniu dzieci. Tak właściwie, mała mogła umrzeć- ale ja nie mogłem... nie mogłem zabić tej niewinnej istotki. Nigdy żaden Ehendarith nie zabił swojego dziecka, jakiegokolwiek dziecka. Resztki mojego honoru i zasad wyraźnie wskazały mi drogę. Tak, to była nauka mojego ojca. I jestem mu za to wdzięczny. Tylko dzięki nim, nie pogrążyłem się całkowicie w mroku.
Liseanne, bo tak się nazywała ta kobieta, szybko pokochała małą. Przyznaję, że momentami czułem zazdrość, że tak potrafi okazać swoją miłość zupełnie obcemu dziecku. Biedna Liseanne... jestem jej wdzięczny za wszystko, co zrobiła.
Tak, lepiej nas karmili. Nawet mogliśmy wychodzić na pokład. Mała miała byc zdrowa i dobrze wyrośnięta. Bałem się wiedzieć, po co.
Powoli sam zacząłem się opiekować córeczką. Tak, sam nadałem jej imię... śpiewałem jej do snu, usypiałem, bawiłem. Liseanne udzielała mi wskazówek i porad. Była dzielną kobietą. W głębi ducha, byłem pełen podziwu dla jej odwagi . A przecież nie miała nadziei, domyślała się, co będzie, gdy przestanie być potrzebna.
Nie wiem, kiedy to się stało... ale... ale pokochałem malutką. Uśmiechasz się? Tak, moja chwila słabości. Wiedziałem, że nie pozwolę jej skrzywdzić. Cokolwiek miałoby się dziać...
Wkrótce Ninherel skończyła rok. I wtedy przyszli po Liseanne. Zdążyłem się z nią pożegnać.
Potem przez kilka dni zamknęli nas w tej klitce. Karmili dobrze. Wiedziałem, że coś się kroi. Wreszcie związali mnie. I wyprowadzili na pokład.
I tam... tam już był nakreślony krąg i przygotowany ołtarz. Musieliśmy przejść po zakrwawionej skórze zdartej z Liseanne. To było straszne...Wtedy dowiedziałem się, do czego było potrzebne moje dziecko...Strasznie zbladłaś Emarien, napij się...Przywiązali mnie do masztu, a ona wyjaśniła mi większość. Oto dziecko z jej krwi, niewinne i czyste jest zapłatą i ofiarą... dla tego, co zamierzała przyzwać. Błagałem, poniżałem się jak tylko mogłem, by tylko malutka mogła żyć. Oczywiście, wyśmiała mnie. Moją płaczącą córkę posadzili w kręgu, a ja mogłem tylko na to patrzeć. To była najgorsza tortura ze wszystkich. Myślałem, że oszaleję z wściekłości i rozpaczy. Nie mogłem nic zrobić, nic, nic... Tak, masz rację, muszę się uspokoić... Już, jest dobrze. Rzecz jasna, rozpoczęli swoje plugawe obrzędy. Orgie, kilka ofiar, narkotykowe opary, mącące w głowie.
Błagałem wszystkich bogów, by powstrzymali to szaleństwo. Wiedźma tymczasem zaczęła splatać swoją magię. Pokład lśnił od krwi. I wtedy... bogowie wysłuchali moich próśb. Może to był łut szczęścia... Ale w burtę uderzyła ognista kula. Wytropiło nas kilka ulthuańskich potężnych okrętów.
Zaatakowały... w pewnym momencie kula niemal otarła się o mnie. Poparzyła dość mocno, ale więzy osłabły. Z całą determinacją, na jaką było mnie stać, udało się mi je zerwać. Wyrwałem strażnikowi miecz i zabiłem go jednym ciosem. Na pokładzie panował chaos, kłęby dymu i iskry zaklęć tworzyły zasłonę, wszyscy skoncentrowali się całkowicie na napastnikach. Dostałem się do kręgu, chwyciłem Ninherel i stanąłem przy burcie. Zamierzałem wyskoczyć tak, by trafić w morze. Nie w potwora. To była moja szansa. Być może moi rodacy wyłowiliby mnie dla zdobycia informacji. Ale nie miałem takiego szczęścia. Ciężki kawał drewna spadł na moją nogę. Niemal zemdlałem z bólu. Nie byłem w stanie się spod niego wydostać. Tak, Emarien. Dlatego kuleję. Potrzaskane kości nie zrosły się dobrze...
W końcu zniszczyli statek całkowicie. My dryfowaliśmy na kilku, ledwie się trzymających razem deskach.
Była noc, byliśmy niewidoczni. Tamci w końcu odpłynęli. Zostaliśmy sami. Bez wody i zapasów... niczego... To było jak złośliwy żart...To... to była jedna z niewielu chwil w moim życiu, gdy ... łkałem z bezsilności.
Ale następnego dnia, gdy pogodziłem sie ze śmiercią, wyłowił nas statek handlowy.
Kapitan zatroszczył się o nas, niech go Asuryan strzeże i błogosławi. Uzdrowiciel nastawił moje kości, wyleczył rany.
Statek płynął do miasta ludzi, Marienburga, pierwotnego celu mojej podróży.
Dotarliśmy tam, kilka miesięcy później. Po drodze zahaczając o Bretonię, krainę ludzi.
Postanowiłem zamieszkać w tym Wolnym Mieście. Nasz liczna kolonia gwarantowała, że nie zginę z głodu. Teraz miałem pod opieką córkę- musiałem jej zapewnić jakieś utrzymanie.
Od rodaków dostałem nowe ubranie i pełna sakiewkę. Nadal z trudem chodząc, pożegnałem się z nimi i zszedłem z Ninherel na ląd . Kapitan polecił mi kilka osób, które według niego powinny mi pomóc. Miałem szczęście- wpadłem na rogu ulicy na mojego starego przyjaciela, jeszcze z czasów mojego żeglowania. Opowiedziałem mu tyle, ile mogłem i zgodził się mi pomóc. Przekonał swój klan, by dał mi dom.
Ech, Emarien.. wiesz, co było dalej...Ninherel rosła... dostarczając mi radości i zmartwień .. śmiejesz się... słusznie...lata mijały. Śliczna z niej dziewczyna, prawda? Mój Kwiatuszek. Jestem z niej dumny...
Tylko czasami jest taka cicha, za rzadko się uśmiecha. Może to moja wina...
Dzban jest pusty? Trudno. I co teraz? Co mam jej powiedzieć?... Tak? Jesteś pewna? Spróbuję...
Prawda pozna później, a być może nigdy. Nie wspominaj jej nic, proszę...
Ma jechać do Altdorfu, tak? Tak, z tym młodzikiem. Co? Martwię się? No, wiesz, powinnaś wiedzieć czemu... Mam dla niej prezent od kalekiego ojca, który już nigdy nie będzie wojownikiem.
Tak, Emarien... taka jest prawda. Jestem kaleką. Nie, nie pocieszaj mnie. Bez przesady.
Jedyne, co mi zostało to magia. Tak, moje szkolenie idzie dobrze.
Dziekuję, Emarien... że zniosłaś moje gadanie i roztkliwianie się nad sobą. No, tak masz rację. Od tego są przyjaciele.
Czasami chciałbym, żeby mój ojciec poznał swoją wnuczkę. Ale to nierealne... chociaż może kiedyś wrócę na Ulthuan? Będę jej musiał tyle pokazać, to wszystko, o czym jej opowiadałem...



Ninherel:

Odkąd pamiętam, mieszkam z ojcem w Marienburgu. Matki nie znam. Dziwne nie, Isatris?
Ale mój ojciec miał nadzieję, że nie odczuję jej braku, ale wiesz, chciałabym czasami porozmawiać albo... ech, nieważne. Niby jest Emarien, ale to raczej ktoś w rodzaju mojej cioci czy babci.
Tata, ostatnio jakiś jest niespokojny. Coś nawet wspominał o naszych skromnych środkach i takich tam. Ale jestem tego pewna, że pomimo swojego kalectwa i naszej jak gdyby, samotności, stara się zapewnić mi wszystko, co najlepsze... Naprawdę, Isatris. Tak jest.
Zawsze dziwiły mnie blizny pokrywające prawie całe jego ciało. Szczególnie na nadgarstkach...
Ale nie chce mi powiedzieć, czemu je ma... Może kiedyś to zrobi. Ja.. ja się trochę boję się tego dowiadywać. Tak jakoś... nie wiem, czemu.
Nie rozumiem też, czemu nic nie mówi na temat mojej matki... Może jestem jakimś nie do końca legalnym dzieckiem? No, nie wiem. Naprawdę mnie to intryguje.
Mówił mi o Cothique. Podobno mam tam rodzinę. Ale wiem, że on jakoś się z nią skłócił. Czyli i tak jej nie mam. Nalej jeszcze... nie bierz pod uwagę, tego co mówię... Jestem trochę podcięta. No, jestem, naprawdę. Nie zauważyłeś?
Ja czasami czuję się samotna. A co będzie, gdy mój ojciec zginie albo umrze? Będę sama, całkowicie sama. No, wiem, są znajomi, ale wiesz, że to nie to samo. Boję się... znaczy bałam się, jak byłam mała... nie lubiłam, jak gdzieś wyjeżdżał...Dziękuję, Isatris. No, uśmiecham się już. Ja nie płaczę... No, dobrze mam łzy w oczach? A co, jest to zabronione? Alkohol źle na mnie wpływa. Nie, nie chcę już więcej...
Cieszę się, że tata wreszcie zajął się sztuką. Widzę, że jest zadowolony, to jego pasja.
Ech, i ten cały Herschel. Co mnie podkusiło, by iść tam w sukience? Aa, wiem... ha, to byłeś ty.
Fujj, on przyprawia mnie o mdłości. Dobrze, że nie będzie mnie przez pewien czas, to może ochłonie.
Zobacz, co mam. <szczęk stali> Prawda, że piękny? Co? Dziwisz się, czemu lubię miecze?Bo lubię i już. Kosztował sporo. A ten smok i feniks? Aa, to chyba herb rodu mojego ojca. Coś napomykał na ten temat. To najwspanialszy prezent, jaki mógł mi dać. Wiem, że musiał oszczędzać i to długo.
Muszę mu dać coś w zamian. Tylko co... Może w tym Altdofie będzie coś ciekawego? Ee, wątpię. To w końcu miasto ludzi.


Ninherel przez całe życie mieszkała w Marienburgu wraz z ojcem. Obydwoje przybyli do niego, gdy była malutkim dzieckiem. Nie należą do żadnej rodziny ani klanu.
Dziewczyna nie zna okolic dotyczących swoich narodzin, nie zna swojej matki. Jej ojciec unika odpowiedzi na ten temat. Raethion woli jej to przekazać, wtedy, gdy uzna, że będzie gotowa.
Przez cały czas miała wrażenie, że jakiś cień zawisł nad jej dzieciństwem.
W zamian za pomoc i opiekę klanu Tenavir'ell, Ninherel pracuje dla nich. Najpierw jako ochrona magazynów, a teraz rzecznika rodu.
Jest młoda i ciekawa świata, jednak czasami chciałaby mieć rodzinę i dom, jako taki. Jest oczywiście ukochany ojciec, ale przecież on sam nie może jej dać tego, co klan lub krewni. Ninherel wie, że ich ma- mieszkają w Ulthuanie, w prowincji Cothique, jednak ojciec skłócił się z rodziną- przynajmniej tak wynikało z jego słów. O ich istnieniu przypomina rodowy symbol na jej mieczu. Dziewczyna jest samotnikiem i w dodatku milczkiem. Często albo wygląda na smutną albo na zamyśloną albo po prostu ponuro. Czuje sie nieco wyobcowana, czasami bywa nieśmiała. Niewątpliwie jest inteligentna, czasami nieco cyniczna. I nieufna. Zawsze nieufna.
Czasami okazuje swoje nieco dziwaczne poczucie humoru. Głównie dzięki Isatrisowi. Jeśli Ninherel chce, to potrafi być czarująca i słodka oraz pełna energii i entuzjazmu.
Isatris to jej podopieczny i dobry znajomy. Jedna z niewielu osób, jaką Ninherel obdarzyła mianem przyjaciela.

Imię: Isatris Tenavir'ell
Rasa: elf wysoki
Profesja: rzecznik rodu
Wiek: 60 lat
Kolor oczu: błękitne
Kolor włosów: kasztanowe
Płeć: mężczyzna
Waga: 79 kg
Wzrost:185 cm
Rodzeństwo: starsza siostra Ysellyne
Rodzice: ojciec- Aerion Tenavir'ell, matka- Syniriel Tenavir'ell
Miejsce urodzenia: Marienburg
Znaki szczególne: pasmo włosów ufarbowane na niebiesko, tatuaż na łydce.
Religia: Asuryan, Mathlann.

Statystyki:
Cechy główne:
Sz WW US S Wt Żyw I A Zr CP Int Op SW Ogd Mag PP
5 33 35 3 3 9 50 1 39 59 45 53 56 59 - 2

Broń:
Sztylet
Strzelecka:
Lekka kusza
21 bełtów
Pancerz:
Koszulka kolcza 1 pp/tułów

Umiejętności:
bystry wzrok
wyczucie kierunku
widzenie w ciemnościach
czytanie i pisanie
gadanina
błyskotliwość
wycena
jeździectwo
pływanie
heraldyka
prawo
targowanie się
dyplomacja
mocna głowa
śpiew

Znane języki:
staroświatowy
tar-eltharin
staroświatowy bretoński

Ekwipunek:
150 zk
2 koce
1 bukłak z winem
mydło
metalowy grzebień
racje żywności na parę dni
nóż
śpiwór
brzytwa (opcjonalnie)
zapasowe odświętne ubranie
4 zwoje czystego pergaminu/papieru, pióro, atrament w buteleczce
flakon perfum
siwy koń z uprzężą, jukami i siodłem
sygnet na palcu
dwa pierścienie(srebrno, jeden z małym szafirem, drugi granatem).

Ubranie:
Skórzane spodnie
Ciepły, ciemnoczerwony, obszyty futrem płaszcz z kapturem
Błękitna tunika
jedwabna, biała koszula (hafty przy rękawach)
Wysokie buty z czarnej skóry
Skórzane czarne rękawice
aksamitna kamizela (niebieska, srebrne obszycia i lamówki)
onuce/skarpety
pas (wszyta skrytka na pieniądze, srebrne okucia)
sakiewka


„Ninherel?Pytasz się o Ninherel? Ach, to moja obstawa, jeśli tak to mogę ująć. Nie zliczę, ile razy wyciągnęła mnie z kłopotów. Lubię ją, naprawdę... czasami przypomina mi moją siostrę. Przepraszam źle to ująłem- ona niemal jest moją siostrą.
Co prawda, nie rozumiem, czemu bywa taka ponura. Powinna cieszyć się życiem, jak ja to robię. No, dobrze czasami za bardzo...hmm, go używam.
Powtórzę, powinna się więcej uśmiechać. Jest naprawdę ładna. Apetyczny kąsek. Nie, nie dla mnie... mówiłem już, to moja niemal siostra. Nie dziwię się, że wpadła w oko von Herschelowi.
Ale to paskudna sprawa. W tym być może jest trochę mojej winy. No, mniejsza z tym...
Tak, jak już zauważyłeś lubię rozmawiać. Szczególnie, jeśli rozmówca jest uroczą kobietą o kształtnej figurze, nie, nie ... nie mówię o tobie... <śmiech> To jest właśnie dobre w negocjacjach, zawsze się znajdzie jakaś ładna i znudzona. Niektórzy uważają, że jakby to ująć w waszym, niezgrabnym języku... kalam się obcowaniem z nimi... śmieszne doprawdy, mam być takim zniechęconym do życia starszym? O, nie. Również wśród młodszej rasy zdarzają się prawdziwe perły... Tak, jestem estetą. Jak najbardziej. Piękna szukam wszędzie. W harmonijnych strofach pieśni, słodkim uśmiechu, połyskliwych morskich falach, grze światła i koloru na płótnie, a nawet w lśniącej rubinem butelce zacnego wina. Tak, tak, pełen odcieni i niuansów smak trunku, to też przejaw piękna, jakim obdarza nas życie.
Co, bardem?Miałbym zostać bardem? Nie, to nie dla mnie. Tak, wiem, że mam dobry głos. Ale sam głos nie wystarczy... a nie potrafiłbym żebrać o łaskę możnych. Nic z tego. To bardzo niepewne życie. Poza tym kocham Marienburg. I morze. Nie wyobrażam sobie opuszczenia mojego pięknego miasta na dłużej. To intrygująca mieszanka- Asurowie i ludzie... jest barwnie i ciekawie...
Może jeszcze tylko Lothern można do niego porównać...
Że pachnę? A miałbym śmierdzieć? Potem i brudem? Nie rozumiem tego waszego umiłowania brudu... można się umyć od czasu do czasu. To naprawdę nie szkodzi zdrowiu. To smutne, gdy brudas ubiera się w kosztowne stroje i pryska perfumami w nadmiarze. Żałosne, doprawdy... może ktoś powinien mu objaśnić, że mydło już od dawna istnieje na świecie.
Nie,nie, gdy spotykam wędrowców, nie dziwią mnie pokryte kurzem i ich wybłocone ubrania...
Życie na szlaku jest jakie jest. Tym się nie przejmuj... Śmierdzisz koniem, przyjechałeś niedawno, prawda? Tak myślałem...
Fircyk? Nie, takich nie lubię. Wysoko urodzeni prostacy, bez wdzięku i wyczucia.Bez gustu... w co oni potrafią się ubrać... Zestawienie kolorów może cię oślepić. A drażliwi są jak niedźwiedzica z młodymi. I tchórzliwi... Może nie jestem uosobieniem odwagi, ale gdy muszę walczyć, walczę. I nie mdleję na widok krwi lub ran. O, nie.
Zakazne przyjemności? Wybacz, jestem prostym i nieuczonym elfem <chichot> Moje prymitywne przyjemnostki mi wystarczą. Całkowicie, zapewniam cię.
Wesoły? Zgadza się, uważam, że powody do radości należy znajdować wszędzie, gdzie tylko się da.
Uwielbiam zwłaszcza uśmiech rozkwitający na kobiecej twarzy.W życiu nie uderzyłem kobiety.
To hańba tak je traktować. Popatrz na Ninherel.. Myślisz, że ona pozwoliłaby, byś ją tylko dotknął?
Jest dumna i wie, kim jest. Nie pozwoli sobą pomiatać.
Dziwię się, że wasze niewiasty pozwalają na coś takiego...Mówisz o sile? To objaw waszego prymitywizmu. Jednym słowem-barbarzyństwo.
Tak, bywam arogancki. Wyniosły, drażliwy. Czasami zbyt rozmowny... nie wszyscy lubią słuchać jednostronnego dialogu. Dobrze kłamię, naprawdę <uśmiech> Nawet kobiety mają problem ze zdemaskowaniem mnie...Ale to tylko dyplomacja. W rzeczach naprawdę istotnych, jestem szczery. Aż do bólu...Może nie powinienem. Ech, mniejsza o to...
Że co? Ale jestem jeszcze młody. Nawet bardzo... Muszę skorzystać z niektórych... możliwości teraz. Zanim zmądrzeję<śmiech> Zanim jakaś piękna usidli mnie całkowicie. Ej, mówię poważnie. Przynajmniej w tej chwili.
Dzieci? Nie, nic mi nie wiadomo o żadnych. Słucham? To mnie obraża człowieku, plugawe mieszańce nie istnieją. Za dużo się nasłuchałeś pieśni bardów. Przecież oni kłamią i koloryzują... „ubarwianie”, tak to sie zwie...
Kochanie? Ninherel, chodź na chwilę... Kotku... Nie dąsaj się. Skoro mam cię tak nie nazywać, to nie będą tego robił. Co powiesz na łowczynię? Lepsze? Zaraz, zaraz przecież jestem grzeczny. Nieprawdaż?
Siadaj i napij się z nami. Po co masz tam sterczeć jak kołek... Oj, wiem, wiem, ale zobacz, jaka jest pogoda. Jak będą chcieli, to nas znajdą.
No, panie łowco przygód... Teraz twoja kolej na opowieści.. Napomknij coś o sobie. Ja juz mówiłem dosyć...


Isatris to najmłodsze dziecko w swojej rodzinie.Od dzieciństwa był rozpieszczany i kochany. O, dziwo nie jest egoistą, lubi się dzielić z innymi.
Uważa, że na razie musi poużywać życia, zanim będzie musiał spoważnieć. Profesja rzecznika rodu nadaje się do tego w sam raz. Isatris kocha piękno, które rozumie wielorako. Wlicza się w to piękno kobiet, muzyki, dzieł sztuki, przyrody i wiele innych.
W odróżnieniu od swoich pobratymców nie ma nic przeciwko romansom z ludzkimi kobietami. Jest towarzyski, gadatliwy, jednak to dobry manipulator i kłamca. Jednak bywa szczery aż do bólu, ale tylko w sprawach dla niego ważnych. Bywa arogancki i wyniosły, ale częściej kieruje nim zwykła ciekawość. Potrafi wykorzystać swój urok, gdy tylko tego potrzebuje.
Pięknie śpiewa, ale wyłącznie dla własnej przyjemności. Posiada wyczucie gustu, ale nie znosi fircyków. Nie mdleje na widok krwi, umie walczyć. Jest zawsze grzeczny w stosunku do kobiet- używanie siły tzn. bicie i itp. uważa za barbarzyństwo.
Optymista, ale nie ślepy. Ninherel jest dla niego jak siostra, czasami jego głosem rozsądku . Chciałby, by częściej się uśmiechała i wreszcie zaczęła wykorzystywać swoją urodę w kontaktach z mężczyznami.
Jam jest Łaskawą Boginią, która daje Dar Radości sercom ludzkim; na Ziemi daję Wiedzę Wiecznego Ducha, a po śmierci daję pokój i wolność . Ani nie żądam ofiary, gdyż oto ja jestem Matką Życia, i Moja Miłość spływa na Ziemię.
Yacek
Marynarz
Marynarz
Posty: 343
Rejestracja: wtorek, 10 stycznia 2006, 17:54
Numer GG: 6299855
Lokalizacja: Kraków

Re: [WarHammer] * * * REKRUTACJA ZAMKNIĘTA! komentarze i pytania

Post autor: Yacek »

Niestety będę uchwytny dopiero parę dni po NR. Tak więc decyzję co do mojej postaci, czy idzie na autopilota, czy też jakąkolwiek inną pozostawiam MG.

Pozdrowienia
Jest właśnie ta złowroga pora nocy,
gdy poziewają cmentarze i piekło
Zarazę rozpościera. Oto mógłbym
Chłeptać dymiącą krew i spełnić czyny,
Których dzień nie zniósłby...
Maiv
Szczur Lądowy
Posty: 6
Rejestracja: czwartek, 13 grudnia 2007, 02:33
Numer GG: 1948456
Lokalizacja: Gdańsk

Re: [WarHammer] * * * REKRUTACJA ZAMKNIĘTA! komentarze i pytania

Post autor: Maiv »

Sidgor Czarny Bóbr

Zapytani współplemieńcy z klanu "Czarnego Bobra" o Sidgora oznajmiają zgodnie, że znają go jeszcze jak był berbeciem, co to pałętał się pod nogami i kury ganiał odważnie. Mówią, że jego rodzicami byli łowca o imieniu "Czujny" i zacna niewiasta o kruchym sercu zwana Adeą. A że był to klan mocno trzymający się tradycji, mógłby opowiedzieć legendę o Sidgorze równie nudną, co ciekawą, a trwało by to tak długo, że za pewne już dawno zasnęli byście posapując przez sen słodko. Dlatego też przejdę do najważniejszego.

Sidgor był malcem zdrowym i wesołym. Niewiele zaznał trosk i smutków na łonie swej kochanej matki. Rósł szybko i krzepy mu nie brak było. Że klan ów zamieszkiwał góry i zajmował się wypasem owiec oraz polowaniem, młody Sidgor nabrał wnet siły i wyrósł na młodzieńca zdolnego ponieść niewiastę jakby jeno piórkiem była. Jedynie bogowie mu urody poskąpili, co więc nie było niewiasty, którą mógłby ponieść i kwiatem okrasić maleńką główkę.
Nie brak było niebezpieczeństw zewsząd, jak to bywa w świecie, dlatego też Sidgor równie dobrze nauczył się władać swym tępym mieczem, podarowanym przez chciwego kupca, co ojcowską maczugą. Gdyby nie jego krzepa ów miecz na nic by się zdał, a Sidgor skończyłby marnie gdzieś w leżu dzikiego zwierza.
Ale zaganiam się w tej opowieści, przecież nie mam zamiaru Ciebie zanudzić.

Tak więc młody jeszcze, a mający szesnaście wiosen Sidgor mężniał w oczach i stawał się dumą swych rodziców. Nie był głupi, chociaż nie szybko pojmował pewne sprawy, ale dobry był i czyste serce miał, jak to na Czarnego Bobra przystało. Był za to porywczy i nie raz go emocje ponosiły wtedy, gdy myśleć trzeba było. Łatwo się złościł, ale nigdy nie uczynił krzywdę naumyślnie. Odważny, pracowity imał się każdego zadania. Pomagał rodzicom jak umiał.
Jeśli zapytasz "Czarne bobry" to każdy odpowie Ci, że jedyne nieszczęście to niedźwiedź, czy też zbłąkany piorun albo i niepogoda, co odbija się na zdrowiu staruszków. Nie było więc takiego powodu, co by pchnął Sidgora na drogę ku nieznanemu. Młodzian ten po prostu pewnego dnia oznajmił, że wybiera się w świat... i nikt go nie zatrzymywał.

Przypasał swój miecz, a trzeba powiedzieć, że ciężkie żeliwo było, a roboty jak najbardziej lichej, jednak w dłoni Sidgora sprawiał wrażenie o wiele groźniejszego. Może to przez krzepę właśnie każdy przedmiot w dłoniach Sidgora wyglądał groźnie. Odzienie tylko jedne miał, to na sobie, z owczej skóry, ściągniętej mocnymi rzemieniami. W sakwie miał chleb i trochę grosiwa, co niby do handlu służyło, ale kto go tam wie? Sidgor sam sobie jadło mógł upolować, zaś spać mógł pod gołym niebem. Miał jeszcze worek z cielęcej skóry, gdzie skarby swe chował - dary zarówno od rodziców jak i od współplemieńców. Po tym jak podzielono sie z nim radami oraz ostatni raz jadłem, pożegnano go godnie i namawiano by wrócił jak najszybciej, bo dziewki najgorętsze tylko w domu rzecz jasna były.

Tako też Sidgor ruszył na przód i nie myślał wiele o tym gdzie sie wybiera i co go spotka.
Może mogę zamknąć wszystkie słowa w jednym,
mogę jednym tym słowem wyrażać wszystko,
mogę wszystko pojąć jedną myślą,
a w myśli tej budować wszystkie słowa z jednego,
i nadawać im kształt wszystkich kształtów.
Ouzaru

Re: [WarHammer] * * * REKRUTACJA ZAMKNIĘTA! komentarze i pytania

Post autor: Ouzaru »

Na posty fds'a, Yacka, Acida i reszty poczekam do następnego piątku, przy okazji niech się każdy wypowie, czy gra czy nie. Albo dobiorę nieco... hmm... solidniejszych graczy, albo zamknę sesję :) Tak czy inaczej czekam na deklaracje chęci dalszej gry.
Deadmoon
Mat
Mat
Posty: 517
Rejestracja: czwartek, 2 listopada 2006, 00:43
Numer GG: 8174525
Lokalizacja: Świat, w którym baśń ta dzieje się

Re: [WarHammer] * * * REKRUTACJA WZNOWIONA? komentarze i pytania

Post autor: Deadmoon »

Ja jak najbardziej jestem zainteresowany dalszą grą. Trzeba by było odświeżyć skład albo pchnąć fabułę do przodu, coby zachęcić niezdecydowanych.
Bóg mi wybaczy. To jego zawód. - Heinrich Heine

Autystyczne Przymierze Mandarynek i Klementynek
Ninerl
Bombardier
Bombardier
Posty: 891
Rejestracja: środa, 3 stycznia 2007, 02:07
Numer GG: 6110498
Lokalizacja: Mineth-in-Giliath

Re: [WarHammer] * * * REKRUTACJA WZNOWIONA? komentarze i pytania

Post autor: Ninerl »

Ja chcę grać dalej,... tylko czekałam na posty graczy...
Kurcze, najwyżej trzeba zrobić odsiew i tyle...
Jam jest Łaskawą Boginią, która daje Dar Radości sercom ludzkim; na Ziemi daję Wiedzę Wiecznego Ducha, a po śmierci daję pokój i wolność . Ani nie żądam ofiary, gdyż oto ja jestem Matką Życia, i Moja Miłość spływa na Ziemię.
fds
Tawerniany Che Wiewióra
Tawerniany Che Wiewióra
Posty: 1529
Rejestracja: niedziela, 13 listopada 2005, 16:55
Numer GG: 0
Lokalizacja: Warszawa

Re: [WarHammer] * * * REKRUTACJA WZNOWIONA? komentarze i pytania

Post autor: fds »

A ja mam sklerozę i jestem leniwa menda. Mnie trzeba codziennie poganiać, żebym odpisał, ale tak poza tym to chcę grać :)
Obrazek
Podręczniki za darmo:
Shadowrun 2ed
DnD v3.5
Maiv
Szczur Lądowy
Posty: 6
Rejestracja: czwartek, 13 grudnia 2007, 02:33
Numer GG: 1948456
Lokalizacja: Gdańsk

Re: [WarHammer] * * * REKRUTACJA WZNOWIONA? komentarze i pytania

Post autor: Maiv »

Że tak napiszę, ździebełko spóźniony, iż wciąż czekam na kontynuację. Zapowiadało się ciekawie...
Może mogę zamknąć wszystkie słowa w jednym,
mogę jednym tym słowem wyrażać wszystko,
mogę wszystko pojąć jedną myślą,
a w myśli tej budować wszystkie słowa z jednego,
i nadawać im kształt wszystkich kształtów.
Ninerl
Bombardier
Bombardier
Posty: 891
Rejestracja: środa, 3 stycznia 2007, 02:07
Numer GG: 6110498
Lokalizacja: Mineth-in-Giliath

Re: [WarHammer] * * * REKRUTACJA WZNOWIONA? komentarze i pytania

Post autor: Ninerl »

Dobra, ja się jeszcze raz powtórzę... chcę grać i wzorem Maiva czekam.... czekam i będę czekać (póki Ouz nie zamknie sesji, rzecz jasna :wink: )...
Jam jest Łaskawą Boginią, która daje Dar Radości sercom ludzkim; na Ziemi daję Wiedzę Wiecznego Ducha, a po śmierci daję pokój i wolność . Ani nie żądam ofiary, gdyż oto ja jestem Matką Życia, i Moja Miłość spływa na Ziemię.
Serge
Kok
Kok
Posty: 1275
Rejestracja: poniedziałek, 10 lipca 2006, 09:55
Numer GG: 9181340
Lokalizacja: tam, gdzie diabeł mówi dobranoc

Re: [WarHammer] * * * REKRUTACJA WZNOWIONA? komentarze i pytania

Post autor: Serge »

Ja również zacieram łapska na samą myśl o kontynuacji. Córka Castinyy i Luci czeka na wprowadzenie do gry, Droga MG ;). Będzie się działo, oj, będzie :D
Niebo i piekło są w nas, wraz ze wszelkimi ich bogami...

- Pussy Warhammer? - spytała Ouzi.
- Tak, to taki, gdzie drużynę tworzą same elfy. - odparł Serge.
Ouzaru

Re: [WarHammer] * * * REKRUTACJA WZNOWIONA? komentarze i pytania

Post autor: Ouzaru »

Vestella jakoś przejdzie, ale Vestela bym nie prowadziła :) Nie mogłabym się skupić na upkach, jakbyś wrzucał jego podobiznę na początku posta :P
Zablokowany