
INTRO
Zgrabna, rudowłosa kobieta po trzydziestce wysiadła z czerwonego Mercedesa i z lekkim trzaskiem otworzyła parasolkę, by ochronić się choć trochę od deszczu i szybkim krokiem ruszyła przed siebie. Było przed południem, pogoda nie napawała optymizmem – od rana padało i wiał zimny, północny wiatr. Nic dziwnego, w końcu była połowa listopada.
Cmentarz Archdale, Nowy Jork.
U stojących przed cmentarzem kobiet z kwiatami kupiła dwa bukieciki herbacianych róż.
Cmentarz robił wrażenia zupełnie pustego, nikt chyba poza nią, i pracownikami nekropolii nie miał ochoty w taki dzień jak dziś jej odwiedzać.
Osłonięty murem i szpalerami drzew ocieniającymi prawie każdą alejkę cmentarz był osłonięty od wiatru, długie pasma mgły przepływały pomiędzy gałęziami jak jedwabne wstęgi. Rudowłosa przeszła przez bramę i skierowała się w główną alejkę. Po kilku chwilach rozejrzała się i ruszyła w kierunku mogiły znajdującej się nieopodal rozłożystego dębu, który płakał teraz tak samo jak i niebo obmywając czarną płytę nagrobną i wykute na niej litery.
Podeszła bliżej i położyła kwiaty przy grobie. Przyglądając się wyrytym na płycie słowom, serce rudowłosej przepełniało się bólem. Scott Summers, jej ukochany mąż i ojciec małej Medelyne, leżał od dwóch miesięcy sześć stóp pod ziemią. Zginął za swoje przekonania, za sprawę której od tak dawna się poświęcał. Wróciła myślami do czasów, kiedy wszystko było prostsze, kiedy razem z Bobbym, Hankiem i Warrenem uczyli się kontrolować swoje moce pod nadzorem Profesora X. Pamiętała dzień, kiedy spotkała w szkole Scotta, a kilka godzin później stoczyli pierwszy pojedynek z Magneto. Ich chrzest ognia był bajką, pokonali Magnusa szybko i bez żadnego zadrapania. Dopiero ich drugi pojedynek, z Vanisherem uświadomił im, że muszą długo nad sobą pracować. Gdyby nie moce Profesora X, nie daliby mu rady. Gdy podczas szesnastych urodzin Icemana Angel przedstawił im swoją dziewczynę Candy Southern, wtedy wyznali sobie miłość i rozpoczęli swój związek. Tak odległe czasy, a jakby to stało się wczoraj... Kobieta wciąż nie mogła pogodzić się ze śmiercią ukochanego mężczyzny, zwłaszcza, że to nie była jedyna strata jaką ostatnio poniosła. Profesor Xavier, jej wieloletni mentor i przyjaciel zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach... Już nic nie będzie takie samo...
Odwróciła instynktownie głowę, gdy usłyszała za sobą kroki. Białowłosa, piękna kobieta odziana od stóp do głów w biel patrzyła zamyślona na rudowłosą. Poprawiła swój parasol uśmiechając się smutno.
- Co ty tu robisz, Emma?
- Miło cię widzieć, Jean... szkoda że w takich okolicznościach... - powiedziała kobieta w bieli.
- Nie da się ukryć, bywały lepsze. - Jean Grey przetarła chusteczką płytę nagrobną męża, wstała i podeszła do białowłosej, którą ona i jej przyjaciele znali jako White Queen. - Nie byłaś na pogrzebie, postanowiłaś się zrewanżować i wpaść dzisiaj, ot tak? Dwa miesiące za późno, Emma...
Deszcz zacinał, gdy hardo patrzyły sobie w oczy. Ciszę zakłócał tylko zimny opad i szczekający gdzieś pies.
- Nie wiedziałam, że Scott zginął w walce z Onslaughtem. Dowiedziałam się kilka tygodni później, gdy wracałam z Tajlandii z X-Force. Przykro mi Jeanny... - w głosie kobiety czuć było smutek. - Kilka dni temu dostałam list. Nieznany nadawca nalegał, bym się z tobą jak najszybciej spotkała i pomogła dalej prowadzić szkołę dla uzdolnionej młodzieży. Nalegał by zwerbować nowych, zdolnych mutantów. Myślisz, że to mógł być Xavier?
- A więc już wiesz, że zniknął?
- Trudno nie wiedzieć, gdy mówimy o Profesorze... Poza tym taka informacja nie przejdzie niezauważona i bez echa... Myślę, że mamy przed sobą dużo pracy. Słyszałam, że wszyscy 'starzy' rozjechali się po świecie...
- Co do jednego... Logan nawet zmienił drużynę...dołączył do New Avengers... - mruknęła Jean.
- Ale jestem ja. - uśmiechnęła się delikatnie. - A X-Men nadal potrzebni są światu.
Jean Grey spojrzała raz jeszcze na grób męża, obrączkę na palcu, po czym skinęła Emmie głową.
- Zróbmy to...
Deszcz przybrał na sile, gdy obie wsiadały do czerwonego Mercedesa...
* * *
Witamy!
Tym oto wstępem zapraszamy Was wspólnie z zero do naszej rekrutacji osadzonej w uniwersum Marvela. Jak pewnie zdążyliście wywnioskować ze wstępu, sesja toczyć się będzie w alternatywnej rzeczywistości Marvela, gdzie Cyclops poległ w walce z Onslaughtem, oryginalni X-Men po tym wydarzeniu poszli w rozsypkę a profesor Xavier zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach i nikt nie wie, gdzie może się znajdować. Do czasu jego powrotu (bądź nie


Co do samej sesji, będzie to storytelling, czyli im lepiej i ciekawiej piszecie, tym lepiej wiedzie się Waszym młodym herosom. Nie wymagamy esejów na pięć stron, ważne by posty obrazowały poczynania młodych X-Man'ów i dobrze się je czytało


Uczestników sesji wybierzemy na podstawie konkursu kart, więc nie ma co się spieszyć i warto się przyłożyć, zwłaszcza, że deadline rekrutacji ustalamy na 21.05.2009 do godziny 23.59

I to chyba tyle na teraz. Wszelkie pytania w temacie, karty na PW do mnie, bądź do zero[AVATAR]
Imię i nazwisko:
Pseudonim: <jeśli nie wymyślicie, zrobimy to za Was>
Wzrost:
Waga:
Wiek: <przedział 15-20>
Kolor włosów:
Kolor oczu:
Status prawny: <notowany(a)/nienotowany(a), jeśli tak to za co>
Narodowość: <preferowana Amerykańska, choć nie jest to regułą>
Miejsce narodzin:
Znani krewni:
Wygląd: <budowa, ubiór, charakterystyczne cechy itd.>
Charakter i światopogląd: <opisać wszystko co najważniejsze – zachowanie, przyzwyczajenia, słabe punkty, fobie itd..>
Hobby: <chyba wiadomo o co chodzi>
Umiejętności: <np. walka wręcz (chodzi na treningi taekwondo), prowadzenie samochodu, mechanika (potrafi naprawiać samochody etc.) itd. - w granicach rozsądku>
Moc: <im dokładniejszy opis 'działania', tym lepiej dla Gracza i dla nas>
Biografia: <minimum 1A4, ważne by ciekawa, nie lubimy lania wody przez dwanaście stron xD>
Uwagi: <coś co nie mieści się w karcie, a warte jest odnotowania>

Zapraszamy!
