[Neuroshima] Coś.

Stare i nieaktywne wątki z Rekrutacji.
Tori
Bosman
Bosman
Posty: 1759
Rejestracja: piątek, 17 lutego 2006, 15:05
Numer GG: 7524209
Lokalizacja: Gliwice

[Neuroshima] Coś.

Post autor: Tori »

Właśnie. Dużo niedomówień z zadań, niebezpieczeństwo, pokręcona fabuła, a wszystko składające się w jedną całość... Samochody, bunkry, pustynie, lasy... I trochę... A, nie będę psuł Wam zabawy.

Wymaganie mam jedno- w drużynie musi być conajmniej jeden kierowca, z takim wozem, aby się wszyscy pomieścili (ew, jak ktoś chce, niech ma motor na własną rękę). Jeden chemik-biolog. Jeden cwaniaczek-elektronik, spec od komputerów, co najmniej jeden koleś do walki. UWAGA: jak ktoś chce, niech sobie zrobi kierowcę-elektronika-komputerowca-mózgowca, jednak wtedy będzie mniej zabawy.

Więc co najmniej czterech graczy.
Karta standart:
Imię, ksywa, nazwisko
Pochodzenie->cecha
Profesja->cecha
Współczynniki (65pkt do rozdania)
Specjalizacja
Umiejętności(75 pkt)
Choroba (losujcie- liczę na uczciwość, możecie także brać choroby z neta)
Sztuczka (lub brak=+50 gambli)
Ekwipunek (150 gambli do wydania, kierowca ma wóz gratis (standart, udziwnienia/ulepszenia na Wasz koszt)
Wygląd
Charakter
Historia
Krótka akcja z bohaterem(takie mini-opowiadanko- dosłownie jedna akcja, lecz barwnie opisana- trening, zamawianie żarcia, pobudka, ucieczka przed gangiem- cokolwiek)

Jeszcze raz przypominam kto MUSI się znaleść w drużynie
Kierowca z odpowiednim wozem
Chemik(-biolog)
Elektronik-komputerowiec
Fighter.

Zaczynam, jak tylko wpadną odpowiednie osoby, będzie można dołączyć później.
Od dziś płacę Eurogąbkami.
Szasza
Bombardier
Bombardier
Posty: 639
Rejestracja: niedziela, 1 października 2006, 17:54
Numer GG: 10499479
Lokalizacja: Stalowa Wola

Re: [Neuroshima] Coś.

Post autor: Szasza »

Chętnie bym się przyłączył tyle że jestem zaznajomiony z neuroshimą tylko jako gracz {czyt. nie mam podręcznika.}
i nie wiem co ile kosztuje.
Obrazek
Wilczy Głód
Mat
Mat
Posty: 416
Rejestracja: czwartek, 13 lipca 2006, 13:03
Numer GG: 818926
Lokalizacja: Katowice

Re: [Neuroshima] Coś.

Post autor: Wilczy Głód »

Ja bym się na to pisał... karty mam rozumiec tutaj? Czy na PW?

EDIT:
I jeszcze jedno, bo nie do końca rozumiem: w karcie ma byc ta krótka historyjka ZAMIAST historii?
Co jest gorsze? Niewiedza, czy obojętnośc?
Nie wiem... nie obchodzi mnie to.

"Najchętniej zaraz oddałbym się diabłu gdybym, do krocset, sam diabłem nie był!"
Deep
Chorąży
Chorąży
Posty: 3712
Rejestracja: niedziela, 10 września 2006, 10:31
Lokalizacja: Wro

Re: [Neuroshima] Coś.

Post autor: Deep »

Zamawiam sobie byczka wlalczącego.
Tori, jakie masz dodatki? Masz może Bohatera^3? Przyzwyczaiłem się do Gladiatora z Rosji :D Jak nie to mogę ci wysłać opis Rosji i cechę.

@Wilczy Głód: Ma być i to i to.
.
Wilczy Głód
Mat
Mat
Posty: 416
Rejestracja: czwartek, 13 lipca 2006, 13:03
Numer GG: 818926
Lokalizacja: Katowice

Re: [Neuroshima] Coś.

Post autor: Wilczy Głód »

Dzięki Deep... teraz wiem już wszystko.

No więc, ja będę w takim razie kierowcą.
Co jest gorsze? Niewiedza, czy obojętnośc?
Nie wiem... nie obchodzi mnie to.

"Najchętniej zaraz oddałbym się diabłu gdybym, do krocset, sam diabłem nie był!"
Tori
Bosman
Bosman
Posty: 1759
Rejestracja: piątek, 17 lutego 2006, 15:05
Numer GG: 7524209
Lokalizacja: Gliwice

Re: [Neuroshima] Coś.

Post autor: Tori »

Nie, mam tylko Bohater^2. Przyślij jak możesz.
Karty tutaj.
Szasza- daj sobie co chcesz, jak co to powiem że musisz coś zabrać/dodać/zamienić.
Od dziś płacę Eurogąbkami.
Deep
Chorąży
Chorąży
Posty: 3712
Rejestracja: niedziela, 10 września 2006, 10:31
Lokalizacja: Wro

Re: [Neuroshima] Coś.

Post autor: Deep »

Ok, to razem z kartą podeślę jutro. Dziś już mi się czas kończy ;).
.
Wilczy Głód
Mat
Mat
Posty: 416
Rejestracja: czwartek, 13 lipca 2006, 13:03
Numer GG: 818926
Lokalizacja: Katowice

Re: [Neuroshima] Coś.

Post autor: Wilczy Głód »

No... oto karta. Mam nadzieję, że wszystko jest w porządku...

Imię i nazwisko: Louis Tennet, albo po prostu Lou (czyt. Lu)
Pochodzenie: Człowiek z… nie twój zasrany interes – Wszechstronność do kwadratu – Siódme poty
Profesja: Treser Bestii – Bestia (nieduża, chuda, całkiem czarna kotka imieniem Lisa – mam nadzieję, że może być)
Współczynniki:
-Budowa 12 (14 – 2 za chorobę)
-Percepcja 15
-Charakter 11
-Spryt 7
-Zręczność 18
Specjalizacja: Ranger
Umiejętności:
Pierwsza pomoc 1
Odporność na ból 1
Prowadzenie samochodu 3
Pistolety 1
Karabiny 1
Kusza 1
Sztuki walki 3
Kondycja 1
Pływanie 1
Wspinaczka 1
Wyczucie kierunku 2
Przygotowanie pułapek 1
Tropienie 3
Nasłuchiwanie 1
Wypatrywanie 1
Czujność 1
Skradanie się 1
Ukrywanie się 2
Łowiectwo 2
Znajomość terenu 1
Zdobywanie wody 3
Choroba:
Zwapnienie płuc
Sztuczka:
Profesjonalne oczyszczanie wody
Ekwipunek:
-Pickup (wszystkie cztery (chyba :) ) wypełnione opony, 10% podkręcone obroty, dopalacz)
-nóż
-trochę mięsa
-namiot + koc + śpiwór (średniej jakości)
-kilka powojennych papierosów
-Beretta z pełnym magazynkiem (zapasowych nabojów niestety brak…)
-plecak
-zapałki
-trochę leków (starczy jeszcze na mniej więcej tydzień…)
Wygląd:
Lou to taki dziwny koleś… Nieduży (ok. 165cm wzrostu), chudy trzydziestoparolatek. Wydaje się, że silny podmuch wiatru go przewróci. Na szczęście tylko się tak wydaje… Włosy jasnobrązowe, długości mniej więcej poniżej uszu. Zawsze w nieładzie, bo po co się nimi przejmować? Oczy piwne, twarz… taka „przeciętna.” Tylko wiecznie papieros w ustach. Żadnych innych szczegółów, jakby Bogu chwilowo brakło inwencji, akurat kiedy Lou się rodził… Zazwyczaj nosi swoje stare, zniszczone podróżami ubranie – wytarte, całe dziurawe dżinsy, brudny T-shirt… jak jest chłodniej zakłada zielony sweter, który dostał dawno temu. Żaden tam garnitur, czy coś… po co to komu?
Charakter:
Lou jest raczej bezkonfliktowy. Nie pcha się tam gdzie go nie chcą. Nie przeszkadza mu towarzystwo innych ludzi, ale też nic by się nie stało gdyby sobie po prostu poszli. Woli być sam… nie dotyczy to czerwonoskórych, bo oni są w porządku. No i oczywiście jest jeszcze Lisa! Czasem chyba tylko ona naprawdę rozumie Lou… szkoda tylko, że nie mówi za dużo, ale czego się można spodziewać po kocie? Jest mądra, ale bez przesady. Ogólnie rzecz biorąc Lou jest raczej obserwatorem świata niż jego częścią. Patrzy, patrzy, myśli, patrzy… i idzie dalej, albo działa. Nie miesza się do spraw innych, chyba że ma naprawdę dobry powód... I niestety – albo raczej na szczęście, bo to zależy od punktu widzenia – podczas pobytu w Detroit nasiąkł trochę ich trybem życia… dobra draka nie jest zła! I jeszcze jedna ważna sprawa: Lou lubi mutantów. Tzn. „lubi” to trochę za dużo powiedziane… szanuje ich, bo na Pustyni natknął się kilka razy na ich nieagresywne plemiona. Traktuje ich prawie jak ludzi… oczywiście tylko kiedy nikt nie widzi! Nie odważyłby się bronić mutanta przed człowiekiem! A Moloch? Moloch jest kilkaset kilometrów stąd! Słyszał o nim i chętnie by mu dokopał jeśli by tylko mógł, ale – co tu kryć – nie chce mu się. Lepiej zając się zdobyciem żarcia na dziś…
Historia:
Louis pochodzi z…a co kogo obchodzi skąd jest?! Wystarczy powiedzieć, że jest Amerykaninem. Urodził się już po wojnie. Pochodził z „rodziny idealistów,” jak sam czasem ich określa. Miał to szczęście, że jego rodzina przed wojną mieszkała na wsi więc nie dostali tak bardzo podczas wojny. „Kiedy Moloch zaatakował, ludzie się załamali. Poddali się wszyscy… ale nie tata. Mimo że mama umarła, on zawsze wierzył, że wojnę da się wygrać. Karmił mnie i moich dwóch starszych braci – Johna i Franka - opowieściami o Lincolnie i Kapitanie Ameryce. Na początku nawet w nie wierzyłem. Możecie to sobie wyobrazić?! Wierzyłem w te bzdury! Nic więc dziwnego, że jak tylko trochę podrośliśmy, razem z ojcem wyruszyliśmy na front. Po prostu spakowaliśmy wszystko i poszliśmy. Ja miałem wtedy 17 lat a moi bracia 19 i 20. Byliśmy jeszcze dziećmi. Ale słowo się rzekło – wyruszyliśmy. Niestety nigdy nie dotarliśmy na front – a przynajmniej ja. Podróż przez pustynię okazała się za trudna dla starszego człowieka. Bez taty to już nie było to samo… ja i moi bracia nie odzywaliśmy się do siebie. Po prostu – jakby z rozpędu – szliśmy dalej. Dużo wtedy myślałem i w końcu nie wytrzymałem. Powiedziałem im (delikatnie mówiąc) gdzie sobie mogą wsadzić Kapitana Amerykę! No i cóż… rozdzieliliśmy zapasy jedzenia na nas trzech i ja po prostu poszedłem w inną stronę… a że akurat Detroit było blisko… Co tam robiłem? Heh… a co można robić w Detroit?! Po długich miesiącach ciężkiej pracy w końcu uzbierałem na własny wóz i ścigałem się. Żeby nie myśleć o wojnie. Adrenalina pomagała mi zapomnieć o Franku i Johnie, zapewne walczących na froncie... albo już martwych. No ale nic nie trwa wiecznie. Niestety ludzie w Detroit bywają drażliwi… więc kiedy nieopatrznie ukradłem brykę jakiejś grubej rybie, nie było zbyt miło. Szybko zebrałem cały swój dobytek (hmm… niewiele tego trochę) i uciekłem na pustynię. Okazało się, że życie tam nie jest takie złe! Indianie pędzą świetny bimber… szkoda tylko, że palą fajki a nie zwykłe papierosy… Jakimś sposobem przyjęli mnie (przynajmniej w pewnym stopniu) do swej społeczności. Można powiedzieć, że po niemal 5 latach życia z nimi jestem pół-indianinem! Mam tam nawet kilku kumpli: Pędzący Lis to świetny koleś! Trochę za dużo pije, ale nikt nie jest przecież idealny. Ale mój kochany samochodzik ciągle stoi w wiosce… stoi i coraz bardziej kusi… Chyba najwyższa pora spakować manatki i ruszyć w drogę… może do Vegas?”
Krótka akcja z bohaterem:
-Zieeeeew – Louis przeciągnął się. Cholera, czemu na pustyni słońce zawsze świeci w oczy…Nawet jak leżysz na brzuchu… Sprawnie wygramolił się ze śpiwora a potem z namiotu. Jeszcze raz przeciągnął się wdychając „orzeźwiające” powietrze pustyni. Poszedł sprawdzić, czy coś wpadło w pułapki, które wczoraj zastawił. No „coś” wpadło pomyślał przyglądając się martwej jaszczurce. Za dużo z tego nie będzie, ale zawsze coś. Zebrał pułapki i poszedł w kierunku namiotu. Tam przyrządził i odkaził (na tyle na ile to możliwe w dzisiejszych czasach…) „zwierzynę,” przysiadł na ziemi i zabrał się za jedzenie. Usłyszał przeciągłe miauknięcie.
-Ooooo… drań ze mnie! Nie nakarmiłem mojej kici! Spokojnie moja mała… śniadanie jest już gotowe.- powiedział z czułością i dał Lisie trochę jedzenia. Dobrze, że zostało mu jeszcze to suszone mięso od Indian… Mili ludzie swoją drogą. Muszę kiedyś z jakimś wybrać się w podróż – tak najlepiej poznaje się ludzi…No, ale nie czas na pseudo-filozoficzne pierdoły. Louis wziął butelkę z wodą i szybko popił gorzkie tabletki. Wstał i chciał zabrać się za składanie namiotu, ale przypomniał sobie coś. Wyjął z plecaka małą miseczkę, nalał do niej trochę wody i podsunął czekającej kotce. Potem szybko złożył namiot, zebrał resztę drobiazgów i zapakował wszystko do plecaka. Plecak rzucił na tylne siedzenie swojego stojącego nieopodal pickupa. Był gotowy do podróży, ale czegoś brakowało… tylko czego? Aaaa… No tak. Wyciągnął z kieszeni spodni paczkę papierosów i pudełko zapałek. Martwiło go to, że zostało tylko 5 fajek… Trzeba będzie skołować skądś zapas… paliwo zresztą też by się przydało. Rozmyślając o takich właśnie prozaicznych sprawach wypalił papierosa i wsiadł do samochodu. Otworzył drzwi od strony pasażera i zaraz wskoczyła tam Lisa. Lou uśmiechnął się i pogłaskał ją delikatnie. Wsadził kluczyki do stacyjki i ruszył.
Co jest gorsze? Niewiedza, czy obojętnośc?
Nie wiem... nie obchodzi mnie to.

"Najchętniej zaraz oddałbym się diabłu gdybym, do krocset, sam diabłem nie był!"
Ravandil
Tawerniany Leśny Duch
Tawerniany Leśny Duch
Posty: 2555
Rejestracja: poniedziałek, 13 listopada 2006, 19:14
Numer GG: 1034954
Lokalizacja: Las Laurelorn/Dąbrowa Górnicza/Warszawa

Re: [Neuroshima] Coś.

Post autor: Ravandil »

Hmm... Tak sobie myślę - może być karta z ostatniej sesji Neuro na forum? I tak padła na gębę po kilku postach, więc myślę, że mogła by się nadać po paru przeróbkach... Na nową raczej nie mam czasu i podręcznika (choć akurat to można załatwić). Bo jeśli mogę tak zrobić, to jestem chętny.
Nordycka Zielona Lewica


Obrazek
http://www.lastfm.pl/user/Ravandil/

Obrazek
Tori
Bosman
Bosman
Posty: 1759
Rejestracja: piątek, 17 lutego 2006, 15:05
Numer GG: 7524209
Lokalizacja: Gliwice

Re: [Neuroshima] Coś.

Post autor: Tori »

Mamy więc kierowcę, elektronika-mechanika-zapasowego kierowcę (dostałem na PW), Deep zaklepał sobie wojownika...

Ravandil- kogo miałeś?

Przemyślałem sprawę, bez chemika sobie też poradzicie (mała zmiana w fabule i wszystko gra). Ale jak chemik będzie, to sesja będzie miała dwa wątki ;) No i przydałby się ktoś z czymś cięższym niż pistolet...
Od dziś płacę Eurogąbkami.
Obelix
Bombardier
Bombardier
Posty: 775
Rejestracja: środa, 7 czerwca 2006, 15:18
Numer GG: 6330570
Lokalizacja: Twoja świadomość
Kontakt:

Re: [Neuroshima] Coś.

Post autor: Obelix »

to ja zaklepuje chemika-strzelca, karte podeśle później
Psychodeliczny Łowca Żelaznych Motyli Z Planety Mars
Malutkus
Marynarz
Marynarz
Posty: 314
Rejestracja: poniedziałek, 12 grudnia 2005, 16:58
Numer GG: 9627608
Lokalizacja: prawie Gliwice

Re: [Neuroshima] Coś.

Post autor: Malutkus »

Tak tylko powiem dla porządku, oraz żeby nikt nie mówił, że się ukrywam i nie przyznaję, że to ja tego mechanika-elektryka-cotamjeszczechcecie wysłałem.
Obrazek
Ravandil
Tawerniany Leśny Duch
Tawerniany Leśny Duch
Posty: 2555
Rejestracja: poniedziałek, 13 listopada 2006, 19:14
Numer GG: 1034954
Lokalizacja: Las Laurelorn/Dąbrowa Górnicza/Warszawa

Re: [Neuroshima] Coś.

Post autor: Ravandil »

Tori pisze: Ravandil- kogo miałeś?
Łowca/myśliwy/taki mieszkaniec pustyni. Nada się? Poszukaj w rekukrutacji do sesji PrQ ;] Wymaga paru przeróbek, ale zobacz sam.
Nordycka Zielona Lewica


Obrazek
http://www.lastfm.pl/user/Ravandil/

Obrazek
Tori
Bosman
Bosman
Posty: 1759
Rejestracja: piątek, 17 lutego 2006, 15:05
Numer GG: 7524209
Lokalizacja: Gliwice

Re: [Neuroshima] Coś.

Post autor: Tori »

Dobre będzie, tylko będzie już pięciu (razem z Deepem i Obelixem), na tym chyba poprzestanę. No jakoś nie zazdroszczę podróżowania w 40 stopniowym upale w pięciu chłopa i kot w pickupie :P
Od dziś płacę Eurogąbkami.
Ravandil
Tawerniany Leśny Duch
Tawerniany Leśny Duch
Posty: 2555
Rejestracja: poniedziałek, 13 listopada 2006, 19:14
Numer GG: 1034954
Lokalizacja: Las Laurelorn/Dąbrowa Górnicza/Warszawa

Re: [Neuroshima] Coś.

Post autor: Ravandil »

Tori pisze:Dobre będzie, tylko będzie już pięciu (razem z Deepem i Obelixem), na tym chyba poprzestanę. No jakoś nie zazdroszczę podróżowania w 40 stopniowym upale w pięciu chłopa i kot w pickupie :P
Nikt nie mówił, że w świecie Neuroshimy będzie łatwo ;] Najwyżej kota zjemy i będzie więcej miejsca :D A serio - przerobię nieco kartę i wrzucę w tym poście za jakąś godzinę lub wcześniej. Dużo roboty nie ma ;)



EDIT: Idzie karta. Mam nadzieję, że nic nie pomyliłem:

Imię: Martin
Nazwisko: Stevens
Ksywa: "Szperacz", „Wąż”
Pochodzenie: Miami/ cecha: "Ja już swoje odchorowałem"
Profesja: Łowca /cecha: Nieugięty
Specjalizacja: Ranger
Sztuczka: Wytrych
Współczynniki:

Budowa: 15
Zręczność: 14
Percepcja: 16
Charakter: 8
Spryt : 13

Umiejętności:
Kondycja 3
Pływanie 2
Wspinaczka 1
Leczenie chorób 1
Leczenie ran 3
Pierwsza pomoc 1
Łowiectwo 2
Znajomość terenu 3
Zdobywanie wody 2
Pistolety 3
Karabiny 4
Kusza 1
Odporność na ból 2
Otwieranie zamków 2
Skradanie się 2
Ukrywanie się 2
Maskowanie 1


Wygląd: Martin prezentuje się dość imponująco – 185 cm wzrostu i 90 kg wagi sprawiają, że nie często ktoś chce mu sprawiać problemy. Jest dobrze zbudowany (ale bez przesady), widać jego sprawność fizyczną, a jego ciało nie zostało zbytnio wyniszczone przez choroby. Czasem łapią go tylko paskudne skurcze, jeśli nie weźmie lekarstw. Ale w końcu życie z Mount Rushmore łatwe nie jest. Twarz? Widać, że to człowiek doświadczony przez los. Ciemnozielone oczy, otoczone nieznacznymi zmarszczkami, nieco sfatygowana cera, widoczna opalenizna i lekko posiwiałe czarne włosy dopełniają wizerunku Martina. Misterem World to on nie jest.

Historia: Martin wychowywał się w jednej z najpaskudniejszych dzielnic Miami. Nieodłącznym elementem dnia codziennego była śmierć, choroby, bieda. O takich jak on mówiło się "dzieci bez przyszłości". Jednak Martin nie poddał się. Nie miał żadnej edukacji, za to wspólne polowanie z ojcem nauczyły go kilku myśliwskich sztuczek i dobrej orientacji. Często przebywał w plenerze i wie, jak sobie poradzić w lasach, na bagnach i innych mało sprzyjających ludziom miejscach. Bardzo dużo pracował nad zręcznością, miał nawet pewne zadatki na złodzieja. Dorabiał, wykonując drobne robótki dla lokalnych gangów. Ukraść coś, włamać się gdzieś i tego typu robota. Teraz już wiecie skąd ksywa "Szperacz"? Dzięki temu jego rodzinie udawało się wiązać koniec z końcem. A było ciężko. Jego matka zmarła przy porodzie, więc musiał wraz z ojcem utrzymywać starszą siostrę i dwójkę małych dzieci w drugiego małżeństwa ojca. Gdy jego ojciec padł ofiarą jednej z epidemii (zresztą tak samo jak młodsze rodzeństwo i macocha), nie mając nikogo (siostra uciekła z jakimś podejrzanym gościem) ruszył w świat. Następne 25 lat spędził na pustyni. Jego życie to polowanie, mozolne robienie prowizorycznych obozów i nieustanna walka o przetrwanie. Martin jest silny i sprawny, inaczej by nie przeżył. Potrafi przechytrzyć każdą zwierzynę. Ludzi zresztą też, gdy ci myślą, że pilnowany przez nich skład rupieci jest bezpieczny. Martin udowadnia, że nie jest.


Zachowanie: W kontaktach z innymi osobami jest szorstki i małomówny. Pewnie dlatego, że 25 lat spędzonych w dzikich krainach nie sprzyja nawiązywaniu kontaktów. Dość cyniczny i podchodzi do życia z dystansem. Życie sprawiło, że stał się dosyć zgryźliwy, ale potrafi trzymać nerwy na wodzy. Ale jak się zdenerwuje, to lepiej, żeby nikt nie stał na jego drodze

Historyjka z bohaterem
Powoli nastawał dzień. Pierwsze promienie słońca wpadły przez okno, a chłodny wiatr obudził Martina. Wstał z miękkiego łóżka i wziął zimny prysznic... Bullshit. Dzień był gorący jak cholera, słońce nie musiało nawet wschodzić. Martin leżał pod namiotem w cieniu zmarnowanej palmy. Działała ona jak budzik. Kiedy słońce było na tyle wysoko, że cień drzewa nie osłaniał namiotu, to tylko największy twardziel by się nie obudził. Martin wstał i wyległ leniwie z namiotu. Rozciągnął nieco obolałe mięśnie, rozpalił ogień, by usmażyć trochę mięsa, choć równie dobrze mógł je położyć na kamieniu. Efekt ten sam. Potem to, co zwykle – zwijanie obozu, Garand na plecy i szukanie oazy. W końcu znajduje trochę zacienione miejsce, rzuca rzeczy w kąt i pora na polowanie. Najpierw wypatrywanie zwierzyny. Tak, ta hiena będzie w sam raz... Podchody. Krok za krokiem, centymetr po centymetrze zbliża się do zwierzyny. Karabin dobrze leży w rękach. Zwierzę jest nieświadome zagrożenia, właśnie konsumuje napotkaną ofiarę upału. Jeszcze chwila... Podnosi karabin do oka. Muszka, szczerbinka, łeb zwierzęcia... Chwila wstrzymanego oddechu i strzał. Wie, że ma tylko jedną szansę, a nie można marnować naboi. Ale i tym razem udaje mu się zdobyć mięso. Jeszcze tylko je oprawi i jest szansa, że nie umrze z głodu przez następne dwa dni.




Ekwipunek:
Miernik promieniowania
Kilka wytrychów
Kompas
Karabin M1 Garand + 2 magazynki zapasu (po 8 naboi)
Lornetka
Namiot, Koc & Śpiwór
Garść rozmaitych bandaży i plastrów
Leki rozkurczające, zapas na jakieś dwa tygodnie.
Nordycka Zielona Lewica


Obrazek
http://www.lastfm.pl/user/Ravandil/

Obrazek
Tori
Bosman
Bosman
Posty: 1759
Rejestracja: piątek, 17 lutego 2006, 15:05
Numer GG: 7524209
Lokalizacja: Gliwice

Re: [Neuroshima] Coś.

Post autor: Tori »

Wchodzą wszysc, którzy dali karty tu lub na priva. Czekam tylko na karty Oblelixa i Deepa (od Deepa dostanę w środę lub czwartek, bo dziś i jutro jest na wycieczce)

WIĘCEJ OSÓB NIE PRZYJMUJĘ.

No, chyba że postac będzie wybitna, ciekawa, et cetera, et cetera. (więc Szasza i ew. ktoś jeszcze ma szanse)
Od dziś płacę Eurogąbkami.
Wilczy Głód
Mat
Mat
Posty: 416
Rejestracja: czwartek, 13 lipca 2006, 13:03
Numer GG: 818926
Lokalizacja: Katowice

Re: [Neuroshima] Coś.

Post autor: Wilczy Głód »

No to wszystko ustalone... rozumiem, że zaczynamy około piątku?

Aha... a spróbujcie tylko bez pytania dotknąc mojego kota! :D
Co jest gorsze? Niewiedza, czy obojętnośc?
Nie wiem... nie obchodzi mnie to.

"Najchętniej zaraz oddałbym się diabłu gdybym, do krocset, sam diabłem nie był!"
Zablokowany