Wiatr nióśl ze sobą zapach świeżo palonego drewna. Dochodziła aż na odległypagórek skąd palącą sioe wioske obserwowała okryta płąszczem postać.
- MIstrzu khkk, nie stawiają oporu khkt , nie mają szans próba sie powiodła khhhhhh.... - wycedził łamiącą się mową żywiołak.
-doskonale , powróć z nimi do kuźni , niechaj tam odpoczną, niezapomnij dawkować im dobrej porcji martegu - zakapturzony rozmył sie w kuli szybko obracających się wiązek teleportacyjnych
{daleko dalej w jednej z "kuźni"}
- czas wkroczyć w kolejną faze planu ... Edwinie , wyślij "pojedyńczych" do miast , niech tam sprawdzą swoje możliwości.
- tak mistrzu , coś podać mistrzu ? - sługa łypiąc jednym okiem a drugim krąąc całkowicie niezależnie po sali stał nieruchomo w miejscu.
- nie , wynoś się nie mam ochoty na CIebie patrzeć.
Jest poranek pierwszego dnia po przesileniu letnim. Wszyscy mieszkańcy karczmy schodzą na spokojne śniadanie, kolejnego nudnegosłonecznego dnia. NIebawem do karczmy wpada posłaniec ubrany w dublet z kolorami cesarza Imperium :
- Wszyscy wojownicy pd bronią zgłoście się gdy pragniecie chwały do najbliższych koszar , Imperium idzie z pomoca bretonii, w lasach giną zwierzęta strumienie spływają czarnym mułem a ludzie we wsiach umeiraja na choroby , z gór szarych spływają lawiny goblinów , trzeba wyruszyć na granice aby wspólnie odeprzeć ten atak , każdy kto kocha cesarza i złoto niech stawi się jak najszybciej, bronmy imperium i wspomorzmy na granicy sasiada !
///
Witam
Świat to warhammer , prosiłbym o niepodawanie statsow postaci ( sam dolosuje w razie potrzeby ) profesje dowolne , prosiłbym o poziom doświadczenia nie wychodzący ponad średniozaawansowany ( naprzykład mag który niedługo przejdzie na drugi poziom , lub banita który ma szanse stać się hersztem ). ZOstawiam również dowolnośc charakterów. Oczekuje ładnie rozrysowanej historii i rysu psychologicznego ( prosiłbym zawrzec slabe i mocne strony postaci ) oraz preferencje sprzetowe ( rozpisze dokladnie ekwipunek kazdej postaci i podam przed sesja ). Bądźcie pozdrowieni szlachenti gracze
Gorin-no Sho ... moją drogą jest pokonywanie innych bez szansy na przegraną. Jam jest wasalem samego siebie, me imie Hagen.
Faldo,Faldo FALDO!!!Gdzie sie podzial ten cholerny gnom czekam na niego juz dwie godziny BUUUUM!!Na wszystkich bogow tego przekletego swiata co sie dzieje?Ten halas dobiega z piwnicy!Z piwnicy?Przeciez ten maly smierdziel ma tam swoje male laboratorium.Czemu nagle wszystko ucichlo?Niemam pojecia chodzmy sprawdzic.Cicho,slyszysz cos cyka.Tak i to coraz glosniej.Nagle drzwi od piwniczki otwieraja sie gwaltownie,z klebow pary wybiega mala postac zakrywajaca sobie usta rekawemSzybko uciekac to zaraz WYBUCHNIE!!!
Faldo Fokus urodzony w malej gnomiej osadzie Blackhorn położonej w Gorach Szarych.Mala wioska była wspaniałym punktem dla karawan i wedrowcow podruzujacych z Gor Szarych do Imperium i odwrotnie.Mozna w sumie powiedziec ze Blackhorn to jedna wielka karczma.Wszyscy mieszkancy bowiem pracowali w tym interesie, Faldo tez.Jego ojcem jest Boron,właściciel karczmy a matka Elena,gospodynia i glowna kucharka.Cale Zycie maly Foldo wysłuchiwał najdziwniejszych historii o smokach,rycerzach i demonach od krasnoludow i ludzi,Marzyl żeby opuścić rodzinna osade i zobaczyc wielki swiat na wlasne oczy.Duzo czasu spędzał w bibliotece jego dziadza Bruna czytając stare zwoje i ksiegi. Kiedy osiągnął pelnoletnosc,spakowal manatki i z błogosławieństwem ojca wyjechal z Gor Szarych.Dziadzio polecil mu odnalezienie swojego dawnego przyjaciela Bodego w Nuln.”Bode to wielki mistrz magii,najlepszy wśród gnomow,powiedz mu ze ja cie przysłałem a cie uczyc będzie”powiedział dziadek.Dwa miesiące zajęło mu dotarcie do Nuln.Zostal przyjęty do Akademii Magii,jego mentorem zostal sam Bode.Szybko się uczyl,chlonal wiedze jak ziemia wode.Skonczyl akademie z wyroznieniem.”Mistrzu Bode niewiem jak mam ci dziękować,wszystko co zdobyłem zawdzięczam tobie,Gdybys kiedykolwiek mnie potrzebowal wezwij mnie a ja się stawie u twojego boku”powiedział Faldo gdy otrzymywal dyplom ukończenia uczelni.”Swiat otwieranie wlasnie dla mnie swoje drzwi, trzeba tylko teraz przekroczyc ich prog”pomyslal sobie Faldo.
Faldo jest wyjatkowo maly,nawet jak na gnoma-120 cm.Jego zielone głębokie oczy i dlugi zakrzywiony nos nadaja mu troche ptasi wyglad.Czarne, bardzo zadbane wlosy ma zawiązane z tylu w krotka kitke.Kozia brodka troche go postarza ale jest mlody-25 lat.Na szyi ma tatuaż,maly tribal.Mocno opalona skora doskonale komponuje się z czarnymi szatami którymi zawsze nosi.Na rece nosi mala branzoletke wykonana przez matke z koralikow,pamiatka po domu.
Faldo jest dobrodusznym gnomem,zawsze stara się uniknąć walki jeśli jest to możliwe.Nielubi krzywdzic innych,rozlewu krwi,kłamstwa i taniego wina.Latwo się przywiazuje do ludzi,potrafi zaufac nawet nieznanej osobie.Jest wiecznym optymista (co nas niezabije to nas wzmocni mawial dziadzio),ma wlasna wizje swiata doskonałego,bez wojny,kłamstw i mordercow.Koledzy często nazywali go pomocna dlon.Potrafi doskonale gotowac i ladnie śpiewać.Oprocz tego ze jest dobrym czarodziejem niezle strzela z malej kuszy.
prosilem bez statsow co do druzyny to zalezy od tego kto jak napisze wezme najlepsze druzyna bedzie 3 ospobowa , jesli 4 osoba napisze bardzo i dobrze postac o targne sie na statut t beda 4 osoby
Gorin-no Sho ... moją drogą jest pokonywanie innych bez szansy na przegraną. Jam jest wasalem samego siebie, me imie Hagen.
Slowo głosi o wybuchu wulkanu na górze Gerin na granicy imperium i bretoni w góreach szarych. Geologowie objaśniają to ruchami tektonicznymi lecz , ktoś stwierdził że stare księgi noszą w sobie wzmianki o umiejscowiueniu właśnie w górach przed wiekami jednego z więzadeł magii zapewniających równe rozchodzenie się fal i spokój na morzu magicznej mocy któym spowity jest cały świat, ale to tylko stare zapisy.
<...>
Robi się coraz ciekawiej a jeszcze nie ma postaci
Gorin-no Sho ... moją drogą jest pokonywanie innych bez szansy na przegraną. Jam jest wasalem samego siebie, me imie Hagen.
Kap, kap, kap deszcz miarowo uderzał o płaszcz zakapturzonej postaci, która stała nie wiedzieć czemu wpatrzony w drewniane drzwi karczmy.
- A jednak były z Dębu … - wymamrotał cos pod nosem poczym moknąc nadal stał dalej jak gdyby w zamyśleniu.
Jakiś przechodzień którego długi biały płaszcz przykrywał niemal całego potracił stojącą postać w wyniku czego zderzyli się barkami.
- ach łachudro co tak stoisz jak kłoda!- Postać stała nadal patrząc nadal w drzwi , nie zwracajac uwagi na zaczepkę, a gdy jegomość w białym płaszczu machnął już ręka na cała sytuacje i udał się w swoją stronę Postać znów wymamrotała cos pod nosem
- Jednak dębowe …
Mężczyzna w czarnym ciężkim płaszczu uniósł lekko głowę poczym spojrzał w lewo następnie w prawo i znów przed siebie, aż w końcu ruszył przed siebie stawiając ciężko krok. Stanął tuż przed Drzwiami karczmy gdy te nagle otworzyły się i o mało nie taranując go wyleciał z nich jakiś pijany Mieszczanin.
Gdy drzwi otworzyły się do uszu jego dotarły przyjemne dźwięki muzyki oraz mniej już przyjemne podśpiewywania biesiadników. Karczma była zadymiona i panował w niej specyficzny półmrok jakieś niziołki skakały po stole wyśpiewując jakieś swojskie piosenki, a inne zapijaczone mordy zabawiały się z tutejszymi kurtyzanami. W końcu wszedł do środka a Duże Dębowe drzwi zamknęły się za nim. Ściekając deszczówką począł Przeciskać się pomiędzy stolikami wypełnionymi po brzegi tutejszymi stałymi bywalcami. Już gdy otworzył drzwi jego oczom rzucił się spokojny stolik może na dwie osoby tuż przy ścianie niemal przy oknie który był nieco w zacienionym miejscu nawet jak na tą półmroczną poświatę. Tam też się udał i zajął miejsce Nie ściągając kaptura wyjął z pod płaszcza jakiąś bron skrzętnie zapatulona w szmaty związane rzemieniem co miało służyć jako pokrowiec i oparł ją o ścianę. Obok połorzył kołczan ze strzałami który odpiął od pasa i również wyjął z pod pasa. Gdy wyjmował kołczan zauważyć można było że ma pod płaszczem jeszcze miecz.
Siedział tak wpatrując się w towarzystwo bawiące się dzisiejszego wieczoru w Karczmie pod złotą podkową. I do niego podszedł w końcu kelner pytając kulturalnie
-Podać coś?
- Wino tylko dobre – kelner machnął głową poczym poszedł do następnego stolika.
Był już nieco zmęczony ludzie rozmywali mu się przed oczami gdy kelner przyniósł wino zapytał
- macie wolne pokoje?
-tak kazać przygotować?
- jeśli można na dzisiejszą noc
- dobrze płatne u gospodarza . Tam otrzyma pan klucz. – Postać kiwnęła głową poczym nalał sobie wina i powoli zaczęła się delektować jego smakiem.
W jego głowie robił się coraz większy mętlik słyszał coraz więcej głosów a tło z karczmy jak gdyby przestało dla niego istnieć. Spojrzał na swoje dłonie które drżały w końcu gdzieś ztyłu usłyszał swoje imię obrócił się gwałtownie, ale nikogo nie zauważył. Później słyszał jeszcze że woła go coraz więcej osób, w głowie poczęło mu się kręcić, a wokół słyszał już tylko same pytania na które musiał odpowiedzieć gdyż wiedział że inaczej nie dadzą mu spokoju.
- co? Kim ja jestem... ? - a czy to ważne?,
Kim ja byłem... ?- a cóż to zmieni... Świat się zmienił dziesiątki razy, wiele czynów, faktów stało się wspomnieniem, wspomnienie stało się historią, historia stała się mitem.... Wiele z tego co było.... minęło, wiele z tego co jest minie wiele z tego co będzie już rzuciliśmy na stracenie. Patrząc w dal aż za horyzont , wciąż żyje we mnie wspomnienie zarysów widzianych przez pryzmat wczesnych lat dzieciństwa, gdzieś tam za morzem czasu i przestrzeni jest moja rodzina, przyjaciele, ci którzy odeszli dawno temu, chodź jeden rok mija jak jedna noc to z każdym rokiem wspomnienia drążą coraz silniejszą otchłań cierpienia.
Co robiłem...? -to co każdy, walczyłem o to o co teraz tak naprawdę w ogóle nie dbam warze istot które zabiłem oczy błagające o śmierć, o to jedyne wybawienie...
Czemu...?- a po co walczymy?, po co od wieków wszyscy walczą? o władze, wpływy, kobiety .... robiono to tysiące lat temu robi się teraz i będzie to nadal robione,
Co czułem ? - jak czułem ? po tylu latach samotności w tłumie, jak można odnaleźć się w potoku ludzkich żywotów trwając w nadzieii i oczekiwaniu na koniec lub szczęście. Szczęście jakim było zapomnienie. Trwać... Trwać ... w pustce wypełnionej życiem, które przemija ale nie mi. Trwać.. i patrzeć na następną śmierć na następne narodziny na Koniec początku i początek końca.
Czy kochałem? -Tak kochałem, szczerze ... Czy żałuję?- Tak żałuję że kochałem żałuję że się pomyliłem żałuję że .... najgorszym dniem w życiu jest dzień w którym musisz pochować swych bliskich, przyjaciół ale jeszcze gorsze dni są wtedy gdy musisz patrzeć jak odpływają z wolna w krainę zapomnienia. Pamiętam gdy musiałem patrzeć jak ona odchodzi pamiętam jak musiałem ją chować pamiętam jak wszystko co później zostało zamieniało się w wspomnienia, historie, mit. Wtedy gdy umarła przysiągłem sobie że nigdy już nie pokocham że nigdy nie spojrzę na kobietę pod kątem miłości nawet bym chyba nie potrafił, nie umiał bym..
Czy się bałem...? - Strach, strach to najprostsza droga do zatracenia , najłatwiejsza do przejścia na stronę Mroku nie mogłem się bać, by nie być wykluczonym ze społeczeństwa musiałem zapomnieć o strachu o sumieniu zachować jedynie instynkt zabójcy, honor i odwagę. Nasza rasa wcale nie jest i nie była mordercami rządnymi krwi to nas zawsze chciano zgładzić za wiedze, kulturę, obyczaje, ale przede wszystkim zazdroszczono nam naszego balastu który oddali byśmy im z przyjemnością- gdybyśmy tylko mogli, zazdroszczono nam nieśmiertelności, idioci! Ich zazdrość o najgorsze przekleństwo Sprawiała że strach gościł w sercach naszych ze gościł tam smutek, ból a śmierć nadeszła w innej formie, wiecznej udręki, wspomnień i tęsknoty przeocz każdy Elf wyniszcza się po kilkuset latach.
Gdzie ona jest pochowana...? -gdzie można pochować największą miłość jak nie w sercu tu jest tu bije wraz ze mną żyje tu, wspomnienie, duch.... nienawidzę jej ...
Co mną kierowało...?- To samo co kieruje mną dziś wiatr, taki jak ten nad morzem silny podnoszący piasek w górę toczący go zawile w powietrzu i jak z bicza uderzający mnie w twarz to on to ta siła, natura nasza część nasza matka, córka, siostra nasz płomień, płonący w sercu którego niszczenie przez kolejną ludzka zazdrość jest dla nas jak batem ścięcie liści.
Czy jeszcze wierzę? -Tak wierzę w to co widziały moje oczy wierze w to co czuły moje ręce wierzę w to co smakowały moje usta wierzę w to co posłyszały me uszy wierze w to co poczułem w powietrzu wierzę w myśli które czytałem.
Miłość? -Znów wracamy do wątku... a jak ją mam interpretować chcecie bym wam powiedział chcecie usłyszeć o nim? - tak kochałem go tak czy to coś zmienia? czy zmienia to fakt że popełniłem błąd ? że nie byłem świadomy że miłość i życie mogą być tak okrutnie kierowane przez los . wiem, wiem że chcecie usłyszeć to słowo ale nie, nie usłyszycie bo to była przyjaźń, Czym jest przyjaźń? To słowo należy ważyć szczególnie, to wspaniały związek dwóch osób często tej samej płci to łańcuchy wiążące nas trwale jest ona tak samo trwała i ,mocna jak najsłabsze ogniwo ów łańcucha więc czym jest Miłość? To po prostu Przyjaźń jedynie w natężonym stopniu zarówno jak i ona to łańcuch emocji kruchy w najsłabszym ogniwie, można naprężyć łańcuch tak mocno że jedno z ogniw pęknie i pryśnie przyjaźń łącząca dwie osoby ale możliwe też jest że wytrzyma on naprężenie i przejdzie w stan Miłości tak właśnie było zemną. Umiałem pielęgnować łańcuch wiedziałem jak bo me życie nauczyło mnie tego ale to ktoś inny zaśmiał się zemnie po raz w tury i to ktoś inny kierując rękoma i przeznaczeniem zerwał łańcuch. A może nie? A może nie zerwał łańcucha przyjaźni, a jedynie nić życia. Nie jestem winny wobec was jestem winny wobec swego sumienia.
Walka ? - a co mam o niej powiedzieć? każdy walczy to instynktownie to kierowany jakimś celem ideologia, zasadami. Jedyna słuszna walka to walka o wolność, wiem to bezsensowna walka gdyż zawsze będziemy niewolnikami gdyż nikt nigdy nie będzie tak do końca wolny gdyż zawsze będzie nas spętywał łańcuch z duża kulą u nogi, zawsze uzależnieni od czegoś, czy to od złota czy od uczuć czy od życia a może zwyczajnych używek... jednak warto walczyć o Wolność decyzji zawsze możemy wyrażać swą wole , to ona jest naszą jedyna wolnością bo zawsze mamy wybór... prawie zawsze niektóre kwestie są nie do rozwiązania, a może nie potrafimy ich dostrzec...a czy ja potrafię ? jak bym potrafił pewnie nie siedział bym tu teraz. Ale Walka o Wole wolności ma sens dlatego walczyłem, walczyłem w imię zasad mych zasad nie tylko z wami ale przez lata z różnymi ludźmi, istotami, sytuacjami. Zawsze starałem się żyć tak by swą obecnością zmienić chodź nieco świat który dążył do autodestrukcji, ale byłem naiwny nie da się zmienić niczego jedno życie nawet bardzo długie nie jest wstanie zmienić nic, a może się mylę ... nie wiem, ale uważam iż zawsze ktoś zakpi sobie z nas i z skrzyżuje nasze losy, plany, nadzieje niwecząc je i odwracając o 180 stopni.
Wspomnienia znów wspomnienia one nie dają spać nie pozwalają zapomnieć. Pamiętaj mówiąc zapamiętaj jest trudno zapomnieć. Wspomnij o pamięci nie pamięci a przypomnisz sobie o czym miałeś pamiętać tylko że nie zawsze tego chcesz bo pamięć budzi żal, a żal nas niszczy, niszczy od środka powoduje iż szybciej się wypalamy stajemy się jedynie cieniem życia, ale niestety nadal życia nadal zmuszeni do trwania i wydawać by się mogło ze po wielu złych wspomnieniach nic już na nas nie żuci większego cienia, ale to nic bardziej mylnego, zawsze może być ciemniej ... zawsze mimo snucia się i pustego trwania, mimo chęci dążenia do rozjaśnienia, zawsze może być ciemniej tak samo jak zawsze może być jaśniej. Po dniu przeważnie zapada Noc po nocy znów budzi się dzień, tak samo jest z uczuciem i bytem niczym różnica ciemności i światła niczym zło i dobro, te lepsze i te gorsze chwile.
Zło ? Dobro ? czy je rozróżniam? - Oczywiście czym że jest zło jak nie konsekwencją dobra ? gdyby dobro nie rozpełzło się po świecie dziś mieli byśmy spokój... ale jedno nie może istnieć bez drugiego jedno pragnie drugiego bo czy poznali byście jak smakuje słodycz gdybyście nigdy nie skosztowali goryczy? Czy wiedzieli byście czym jest chłód jak byście się nigdy nie sparzyli? Czy wiedzieli byście czym jest śmierć jak byście nigdy się nie narodzili ? Czy wiedzieli byście co jest złe jak byście nigdy nie poznali dobra? .
Tak myślę że nieraz trzeba umrzeć by muc się narodzić nieraz trzeba być złym by muc stać się lepszym nieraz trzeba nienawidzieć by muc kochać. Ale zawsze trzeba pragnąc by mieć nadzieję.
Dlaczego? Dlaczego to wszystko ?- mówiłem nie wiem kto zakpił sobie.. ale udało mu się i może się cieszyć. Wiem że, muszę nadal żyć bo hmm, tu nie mam wyboru a może właśnie nie potrafię go dostrzec, dostrzec innej sposobności uzyskania mej wolności, by wyrazić swą wolę
Kto ? gdzie..?, nie wiem już nic, Szepty, sny głosy, i niekończące się wizje…
- Obudził się w wygodnym łóżku, nie bardzo wiedział z początku gdzie jest ale z razu przypomniał sobie, że gdy tylko zaczął słyszeć znów liczne wołania udał się do Pokoju. Pamiętał że już z wielkim trudem zrzucił ciężki płaszcz i koszulę później widział tylko tych co ciągle pytają.
Wstał i rozejrzał się po pokoju. Ciężki płaszcz oraz koszula leżały na środku, jego ekwipunek był wsparty o ścianę, pieniądze miał przy sobie a miecz leżał obok na jego łóżku.
Na przeciwległej ścianie do łóżka była szafeczka na której stałą miska nad którą z kolei wisiało lustro, obok stał dzban z wodą i mały ręczniczek. Podszedł do szafeczki chwycił dzbanek i nalał wody do miski. Spojrzał w spokojną niczym nie wzburzoną wodę poczym zanurzył w niej swe nieco blade dłonie, chwycił nieco wody pochylił się nad miską i trzykroć powtarzając czynność obmył swoja twarz, następnie klatkę piersiową i barki oraz ręce. W końcu spojrzał w lustro w którym zobaczył swoje odbicie, Odbicie Elfa jeszcze chyba młodego może 155 letniego, ale w jego brązowych oczach widać było jakąś dziwną powagę, twarz miał bladą jak dłonie, nos proporcjonalny do reszty twarzy który był łagodnie zakończony, usta miał wydatne lecz także proporcjonalne, na czoło i barki jego opadały białe włosy które zaczesywał z reguły za swe Elfie szpiczaste uszy. Na niemal całym ciele miał jakieś mniejsze bądź większe blizny o ile niewidoczne były one na twarzy czy rękach na klatce, plecach i brzuchu widać było że jegomość ów stoczył już gdzieś kilka potyczek czy to chuligańskich czy może gdzieś z bandziorami. Patrząc tak w swe odbicie znów cos wymamrotał
- Kim ja jestem... ? Kim chciałbym być…? - a po chwili w elfim języku po cichutku wyśpiewał –
Patrzę w lustro widzę mgłę
Bo z zza łez nie widzę nic
Rozmazana czyjaś twarz
Bez wyrazu jakoś tak
Nieszczęśliwa, smutna, zła
Czyha może być to twarz ?
Gdy otarłem więcej łez
Zobaczyłem czyją jest
Niby własna lecz nie moja
Bo przez życie doświadczona
Rozszarpana emocjami
Rozmazana znów za łzami
Bez wyrazu znowu trwa
W tym odbiciu czyjaś twarz.
Ledwo skończył gdy do pokoju wszedł, ciemno włosy Elf i spożył na postać stojąca i tępo patrzącą się w lustro
- Eglarest ! tu jesteś! – powiedział ciemnowłosy elf- szukałem cię w całym mieście
- Och Kilian witaj, a ty co tu..- powiedział Eglarest odrywając wzrok od lustra
- ech co z tobą? Znów ich słyszałeś? – spytał Kilian
- ech tak , tak znów…
- to źle, musisz być skoncentrowany, nie możesz tak jak miesiąc temu w Midlechaim zawalić ! oczyść umysł dziś zaczyna się turniej i już jesteś spóźniony!
- jak to dziś? … ech Do stu tysięcy Pijanych Krasnoludów ! znowu turniej ! jeździmy już tak ponad rok z miasta do miasta,
- z czegos trzeba żyć bierz Łuk strzały – wskazał na ekwipunek Eglaresta – i Ubierz się na bogów !
- tak, tak a spieszy się gdzieś ?
- Turniej zaczął się klepsydrę temu ! dawaj, dawaj! zaraz twoja kolej ! na początku zmierzysz się z łucznikiem Baelarem znam go powinieneś dać mu radę.
Po chwili Eglarest i Killina wyszli z Pokoju, Eglarest rzucił jeszcze monetę gospodarzowi poczym udali sie w Prost na Turniej.
Imię: Marina Lilia Stellini
Rasa: pol-elf (lesny)
Wiek: 20 lat
Wzrost: 174 cm
Waga: 58 kg
Marina urodzila sie i wychowala w obozie cyrkowym. Jej ojcem jest wysoki i przystojny Tileanczyk, Carlos Stellini, mataką zas mloda lesna elfka, Aliana. Rodzice Mariny, swiadomi duzych roznic pomiedzy obiema rasami traktowali swoj zwiazek czysto romansowo. Jak zwykle bywa w takich przypadkach, narodziny dziecka zaskoczyly zarowno Carlosa jak i Aliane. Mloda Aliana bojąa sie odpowiedzialnosci zwiazanej z nieprzewidzianym dzieckiem zostawila niemajaca jeszcze roku Marine pod opieka ojca. Wkrotce Carlos poslubil, zajmujaca sie akrobatyka, kobiete z obozu. Chcac zapewnic Marinie jak najbardziej normalne i szczesliwe dziecinstwo oboje postanowili utrzymywac, ze sa rodzicami dziewczyny. Oczywiscie wszyscy, nawet ci ktorzy dolaczyli do trupy wiele lat pozniej, zdaja sobie sprawe iz jest to tylko farsa... Poniewaz zarowno Carlos, Marina jak i jej przybrana matka byli bardzo lubiani przez reszte ekipy, nikt nie mial serca jej powiedziee o jej mieszanym pochodzeniu. Poniewaz juz odwczesnego dziecinstwa Marina byla bardzo zreczna i zwinna, przybrana matka postanowila uczyc ja akrobatyki. Dziewczyna jednak nie
przykladala serca do nauki. Pomimo niewatpliwego talentu, to nie bylo to co chciala robic w zyciu. Kilka lat pozniej zrezygnowana macocha wpadla na pomysl, ze moze ojciec powinien uczyc swa corke wlasnego fachu. I tak Marina zaczela sie uczyc zonglowac i z wielka precyzja rzucac nozami oraz innymi ostrymi rzeczmi. Takze w tych cwiczeniach wykazala sie duzymi uzdolnieniami.Pomimo niewatpliwych wysilkow Carlosa, wedlug Mariny to tez nie bylo to... Pewnego dnia, dopiero co przyjety do trupy, stary bard
uslyszal jak Marina spiewa podczas kolejnych, nudnych (przynajmniej dla niej) cwiczen w rzucaniu nozami. Wiedzac oczywiscie o jej mieszanym pochodzeniu ciekawy byl czy oprocz pieknego glosu odziedziczyla po swojej biologicznej matce takze talent muzyczny. Postanowil ja uczyc. I w koncu Marina odkryla zajecie ktoremu chciala sie poswiecic... Ze wszystkich instrumentow na ktorych uczyla sie grac, do gustu najbardziej przypadła jej lutnia. Na swoje siedemnaste urodziny dostala w prezencie od rodzicow mala, zgrabna lutnie, z ktorej potrafila wydobywac piekne dzwieki. Stary bard rozwinal takze w Marinie jej talent do spiewu. W wieku lat osiemnastu, gdy stary bard umarl, nauka Mariny sie skonczyla. Pozegnala sie z rodzicami i postanowila zostac wedrownym minstrelem. W tej chwili podrozuje po calym imperium, rozwijajac talent oraz poszukujac nowych tematow na piesni. Pomimo kilkuletniej wedrowki po swiecie Marina ciagle nie zdaje sobie sprawy ze swojego mieszanego pochodzenia...
Marina jest niezwyklym polaczeniem dwoch roznych typow urody. Ma sniada cere, ciemne orzechowe oczy, prawie czarne, lekko falujace wlosy siegajace jej niemal do pasa. Gdy jeszcze cwiczyla z rodzicami zwykla je jakos upinac badz zaplatac, teraz jednak pozwala im swobodnie opadac na swe plecy... Jest wysoka jak na kobiete, pomimo mlodego wieku posiada juz wszelkie ponetne ksztalty wysportowanej kobiety. Swym czarujacym usmiechem zjednala sobie nie jedna osobe, a niezwykla uroda wprawia inne kobiety w szalencza zazdrosc. To dziewczyna o goracej krwi i wybuchowym temperamencie, lecz niewielu mialo okazje sie o tym przekonac, gdyz jest raczej skryta i stara sie kontrolowac w towarzystwie innych osob. Zazwyczaj ze starcia z jej zloscia nikt nie wychodzil o wlasnych silach...
Ubiera sie dobrze i kazdy zarobiony grosz przeznacza na poprawienie swego wizerunku. Nosi opinajace cialo spodnie, luzna niekrepujaca ruchow koszule i kamizelke o pieknym, misternym hafcie oraz pas z piecioma nozami, ktore ojciec kazal jej wziac "tak na wszelki wypadek". Noze ma przy prawym biodrze, natomiast przy lewym sztylet.
Z ostatnich wiadomości wynika iż powstała grupa magów pragnąca bezpośrednio zająć się konfliktem w górach szarych. Śmiałego czynu dopuścił się jeden z magów rady imperium, jego uczniowie i paru magów z bretonii. Zajmują oni w tym momencie jedną z opuszczonych twierdz na szlaku Altdorf -parravon.
W środowisko magów głośno ostatnio o nieznanych do tej pory ogniskach mocy magicznej , tak jakby splot ( byt stworzony i niezależny od bogów , stanowiący źródło magi na ziemii i rozłożony po niej równomiernie - ustabilizowany ) wymknął sie spod wiekuistej kontroli pewnych ukrytych ośrodków i stał się niespokoiy i burzliwy. Wielu magów odczu ła nagły wzrost mocy i pojmowania natury i istoty magii , pozostali wręcz przeciwnie.
Jedna ze wsi w okolicach gór szarych została totalnie spalona. w okolicy nie znależiono żadnych śladów pochodu wojsk które byłyby w stanie dokonać takich zniszczeń a fala ognia dotarła równiez do lasu który obecnie stoi w lomieniach. O pomoc w akcji poproszono lokalnych elementalistów Ci jednak ośłabieni brakiem mocy nie są w stanie nic zdziałać ... Imperium z każdym dniem w porzarze traci hektary lasów z dobrą zwierzyną.
< czekam na ostatniego gracza ... kazdy dzien zwloki to kolejne wydazenia ktore was moga minac >
Gorin-no Sho ... moją drogą jest pokonywanie innych bez szansy na przegraną. Jam jest wasalem samego siebie, me imie Hagen.