Chędożona Kompania - Komentarze do sesji

-
- Mat
- Posty: 440
- Rejestracja: piątek, 2 lutego 2007, 10:58
- Numer GG: 0
Chędożona Kompania - Komentarze do sesji
Tak więc... Wystawiam tę rekrutację. Po pierwsze, wymagam od graczy ZNAJOMOŚCI PROZY SAPKOWSKIEGO. Przynajmniej dwóch z jego książek o wiedźminie. Wymaganie zalecane to 6 książek a jak bedzie 7 lub więcej to już ekstra. Może nawet za ekstra bo jak dotąd sam nie miałem czasu przeczytac wszystkich jego książek i mógłbym czuc się zdominowany przez graczy. Ale do sedna przechodząc.
Pozostałe wymogi to:
-Umiejętnosc grania odpowiednią rasą, klasą. tzn:
Człowiek ma byc jak człowiek, elf jak elf, krasnal jak krasnal, gnom jak gnom, niziołek jak niziołek, półelf jak półelf, czarodziej jak czarodziej, zabójca jak zabójca... Chodzi o pierwowzór z książek A.S. -a i oczywiście nie musicie byc ortodoksyjni. Możecie jako elf lubic ludzi. Nie musicie odrazu należec do Scoia'tael. Chodzi mi o to żeby zachowac klimat.
-Kolejny kardynalny wymóg... nie istnieje. Czyli ma byc spontanicznie i liberalnie.
Dostepne Rasy (nie opisuje bo znając prozę ASa nie powinniście tego potrzebowac)
-Człowiek
-Krasnolud
-Elf
-Półelf
-Niziołek (tu wypadałoby nadmienic, że Gnom i Niziołek to nie to samo. Gnomy są
krewnymi Niziołków, tyle że Niziołki poszły się kumplowac z ludźmi a Gnomy zostały przy krasnalach w Mahakamie. Oczywiście o tym Sapkowski nie pisał ale taką sobie urządziłem teorię a jak wiadomo na każdej sesji "MG ma zawsze rację")
-Gnom
Klasy/profesje - jak mówiłem, jestem zwolennikiem szeroko rozumianych liberałów (za wyjątkiem małżeństw homoseksualnych) i chcę abyście samy wymyślili profesję do sesji. Może byc to Czarodziej, wiedźmin, Wojownik, najemnik, Szlachetny rycerz, czy nikczemny zbój. Jak wam wpadnie do głowy co lepszego, to śmiało dajcie to tutaj. Ale nie można byc: Driadą, druidem, Wiedzącym
Co jeszcze... Aha. To będzie storrytelling. Bedzie opierał się na fabule i chyba nie będzie tu zbyt wiele walki... chociaż... nie wiadomo... ;>
Przyjmę... góra pięciu graczy. A i sie poważnie zastanowię zanim przyjmę. Więc lepiej postarajcie się z kartami bo najchętniej przyjmę tylko 3. Jeśli o czyms zapomniałem dodac, to proszę mi przypomniec. Karty tutaj.
Pozostałe wymogi to:
-Umiejętnosc grania odpowiednią rasą, klasą. tzn:
Człowiek ma byc jak człowiek, elf jak elf, krasnal jak krasnal, gnom jak gnom, niziołek jak niziołek, półelf jak półelf, czarodziej jak czarodziej, zabójca jak zabójca... Chodzi o pierwowzór z książek A.S. -a i oczywiście nie musicie byc ortodoksyjni. Możecie jako elf lubic ludzi. Nie musicie odrazu należec do Scoia'tael. Chodzi mi o to żeby zachowac klimat.
-Kolejny kardynalny wymóg... nie istnieje. Czyli ma byc spontanicznie i liberalnie.
Dostepne Rasy (nie opisuje bo znając prozę ASa nie powinniście tego potrzebowac)
-Człowiek
-Krasnolud
-Elf
-Półelf
-Niziołek (tu wypadałoby nadmienic, że Gnom i Niziołek to nie to samo. Gnomy są
krewnymi Niziołków, tyle że Niziołki poszły się kumplowac z ludźmi a Gnomy zostały przy krasnalach w Mahakamie. Oczywiście o tym Sapkowski nie pisał ale taką sobie urządziłem teorię a jak wiadomo na każdej sesji "MG ma zawsze rację")
-Gnom
Klasy/profesje - jak mówiłem, jestem zwolennikiem szeroko rozumianych liberałów (za wyjątkiem małżeństw homoseksualnych) i chcę abyście samy wymyślili profesję do sesji. Może byc to Czarodziej, wiedźmin, Wojownik, najemnik, Szlachetny rycerz, czy nikczemny zbój. Jak wam wpadnie do głowy co lepszego, to śmiało dajcie to tutaj. Ale nie można byc: Driadą, druidem, Wiedzącym
Co jeszcze... Aha. To będzie storrytelling. Bedzie opierał się na fabule i chyba nie będzie tu zbyt wiele walki... chociaż... nie wiadomo... ;>
Przyjmę... góra pięciu graczy. A i sie poważnie zastanowię zanim przyjmę. Więc lepiej postarajcie się z kartami bo najchętniej przyjmę tylko 3. Jeśli o czyms zapomniałem dodac, to proszę mi przypomniec. Karty tutaj.
Ostatnio zmieniony sobota, 17 listopada 2007, 11:01 przez Qin Shi Huang, łącznie zmieniany 3 razy.
Rób swoje! rób swoje! A szczęście będzie twoje!
Bo życie to nie bajka! Nie głaszcze cię po jajkach!
Nie tłumacz się. Przyjaciele zrozumieją.
Wrogowie i tak nie uwierzą.
Bo życie to nie bajka! Nie głaszcze cię po jajkach!
Nie tłumacz się. Przyjaciele zrozumieją.
Wrogowie i tak nie uwierzą.

Re: Chędożona Kompania [Wiedźmak wiedźminem też zwany]
Ja się zgłaszam
Dziwne, nie?
Wiedźmaka nie odpuszczę...



-
- Bosman
- Posty: 2074
- Rejestracja: wtorek, 7 grudnia 2004, 07:23
- Numer GG: 6094143
- Lokalizacja: Roanapur
- Kontakt:
Re: Chędożona Kompania [Wiedźmak wiedźminem też zwany]
Jak siostra się zgłasza to ja też.
Spłodził największe potwory - wielkiego wilka Fenrira, węża Midgardsorma i boginię umarłych Hel.
Nordycka Zielona Lewica

Nordycka Zielona Lewica


-
- Bosman
- Posty: 2349
- Rejestracja: czwartek, 22 marca 2007, 18:09
- Numer GG: 9149904
- Lokalizacja: Wrzosowiska...
Re: Chędożona Kompania [Wiedźmak wiedźminem też zwany]
Ech
więc i ja też. Ale zobaczymy jak z czasem. Gram już w Nefrytowych i zapisuję się do BattleRoyale.
Jeżeli karta dojdzie, to możesz byc pewien regularnych odpowiedzi. Jeżeli nie- nie wyrobiłem się

Jeżeli karta dojdzie, to możesz byc pewien regularnych odpowiedzi. Jeżeli nie- nie wyrobiłem się

Mroczna partia zjadaczy sierściuchów
Czerwona Orientalna Prawica
Czerwona Orientalna Prawica

-
- Bosman
- Posty: 1691
- Rejestracja: piątek, 21 lipca 2006, 16:39
Re: Chędożona Kompania [Wiedźmak wiedźminem też zwany]
Karta jutro, pojutrze albo jeszcze później ^^ O ile nie będzie wiedźmiaków* zapowiada sie smakowita sesja. 
A książki mam wykute wszystkie niemalże na pamięć i chyba takim beznadziejnym graczem nie jestem (nie słuchaj się tych niemiluchów którzy twierdzą, że szybko wymiękam - na każdej dobrej sesji siedzę do końca**. Ja tu o sobie piszę a nie wypada - chędożyć ;p
Tak czy siak poleci do Ciebie karta lowelaso-traubaduro-złodziejo-[tajne ;P]-zdecydowanie-nie-Jaskra gotowa na ostrą bezpruderyjną sesję zaprawioną w sosie Sapka. ^^
*Tak, nawet w W:GW denerwuje mnie natężenie wiedźminów wieksze od normy na kilometr. Bądź co bądź większość została wybita a rekrutacji nowych już się nie przeprowadza ;p
**Vide Chicago dla niewierzących praktykujacych ;]
EDIT: Podobno 'chędoże głupoty' - przepraszam ;P

A książki mam wykute wszystkie niemalże na pamięć i chyba takim beznadziejnym graczem nie jestem (nie słuchaj się tych niemiluchów którzy twierdzą, że szybko wymiękam - na każdej dobrej sesji siedzę do końca**. Ja tu o sobie piszę a nie wypada - chędożyć ;p
Tak czy siak poleci do Ciebie karta lowelaso-traubaduro-złodziejo-[tajne ;P]-zdecydowanie-nie-Jaskra gotowa na ostrą bezpruderyjną sesję zaprawioną w sosie Sapka. ^^
*Tak, nawet w W:GW denerwuje mnie natężenie wiedźminów wieksze od normy na kilometr. Bądź co bądź większość została wybita a rekrutacji nowych już się nie przeprowadza ;p
**Vide Chicago dla niewierzących praktykujacych ;]
EDIT: Podobno 'chędoże głupoty' - przepraszam ;P

-
- Bosman
- Posty: 2006
- Rejestracja: niedziela, 17 grudnia 2006, 11:38
- Numer GG: 0
- Lokalizacja: Nie chcesz wiedzieć... naprawdę nie chcesz wiedzieć...
Re: Chędożona Kompania [Wiedźmak wiedźminem też zwany]
Pojdzie karta uczonego Vardasa.
Najprawdopodobniej dziś, albo w środe.
Do kiedy rekrutacja?
Imie i Nazwisko i kraj pochodzenia i imie ojca: Vardas Xokethen z Redanii syn Bartusa Wusterus
Rasa: Człowiek
Profesja: Uczony... no i właściwie tyle. Jego ojciec chciał pozbyć się nieślubnego dziecka i po śmierci jego matki, (która zgineła w trakcie porodu) wysłał go do klasztoru i dał pieniądze na jego kształcenie. Po ukończeniu 13 lat, jako najlepszy (być może bo jedyny) uczeń bogini Melitele1 został wysłany do Oxenfurtzkiego Uniwersytetu, gdzie był uczony wszystkiego po trochu... rok alchemi, rok geografi oraz rok żołnierskiego fachu (właśnie w tej kolejności).
Często zmieniał kierunki z dwóch powodów, jego ojciec słysząc o jego świetnych wynikach w nauczaniu łapówkami przekupywał profesorów na zmiane kierunku jego syna, a drugim jest to, że już po roku Vardas nudził się przedmiotem.
Choć wydawać się może, że jest on w takim razie geniuszem jest to bardzo mylne. Na alchemii osiągnął do perfekcji rozpoznawanie roślin oraz skutki ich zarzycia, jednak nie ugotował by dobrej zupy, gdyż ważenia uczą na drugim roku.
(pod tym względem wiedze ma ociupinką). Choć wie która rzeka jest która, oraz którym krajem kto rządzi - traci rachubę w większych budynkach, a polityka nieoficjalna jest mu obca.
Żołnierz z nieko całkowicie do niczego. Nauczył się rozpoznawać mundury, sztamdary, salutować i odmaszerować, lecz jedyną praktyczną rzeczą jaką wywiódł z tego wszystkiego jest trzymanie poszczególnej broni, jazda konno, oraz strzelanie z kuszy. Dlaczego? Gdyż dowodzenia i walczenia uczą później.
To czego nauczył się w klasztorze, to szanować bogów oraz kilku modlitw całkowicie nie kapłańskich oraz dwóch (podobno działających) w miare przydatnych. ( o płodność i o ogólną łaskę) Choć Vardas wierzy, że działają sprawdzał
je tylko w spokojnych uniwersyteckich warunkach, a tam o przeżycie wyjątkowo nie trudno.
Teraz, gdy Xokthen został rozsławiony z powodu wynalezienia agrafki jego ojciec wreszcie wzywa go do siebie, co bardzo rozwesela "panicza". W Novigradzie sprzedał prawa do swojego wynalazku za *****2 i ruszył w dalszą podróż do swojego ojca mieszkającego w *****3. Jakieś 100km. od tej miejscowości jego kareta została napadnięta****4, a on ledwo uciekł i znajduje się teraz w *******5 z resztką pieniędzy którą akurat miał przy sobie, a nie w kufsze.
Melitele1 - Bogini płodności i zdrowia.
*****2 - Za tyle ile można kupić Duży dom, wraz z jedzeniem do końca życia
*****3- Zostawiam to tobie MG, abyś wplótł to w fabułe
*****4- Zlecił to jego ojciec który bardzo ceni sobie honor, a jeśli wyjdzie na jaw, że Vadras jest jego synem już teraz będzie mógł przejąć majątek syna Bartusa. ( oczywiście ludzie powoli przypominają sobie o plotkach słysząc nazwisko osoby która dała krawieckiemu światu krok w przód, oraz podobno opracowuje jakiś wspaniały środek higieny imtymnej
[papier toaletowy]
*****5 - Zostawiam to tobie MG, abyś wplótł to w fabułe
U góry są to te podpunkty które chyba chciałeś, a nadole daje coś od siebie:
Cechy charakteru:
Vadras jest osobą... hm, no jest osobą która bardzo mało przeżyła w swojim życiu... poza książkami. Tak, książki znał doskonale, już po zapachu papieru mógł wiele o niej powiedzieć.
Syn Wusterus'a trzy razy się upił i raz przeżył coś co można nazwać przygodą sexualną, ale chwile potym został wyrzucony przez okno i zawieszony w prawach uczniowkich na tydzień.(od wyrzucenia przez okno czasami odczuwa ból w lewej nodze[jest lewonożny i prawo ręczny co daje mu przewage nad wieloma wrogami, którzy nie są przyzwyczajeni do takiej szermierki])
Jest ufny, odważny oraz patryotyczny. Jest wyjątkowo inteligentny, ma niesłychany talent wpadania na rzeczy "oczywiste" po wpadnięciu, więc wszelkiego rodzaju łamigłówki to pryszcz...
Jest troche mniej niż średnio sprawny, lecz zna podstawy walki co pozwala mu pokonać osoby których styl walki polega na głośnym krzyku i uniesieniu broni.
Nie jest pewny siebie, lecz jest pewny swej bogini i nauki.
Ekwipunek: Pióro, kałamarz, rapier, pieniądze za które można kupić konia oraz droga acz prosta szata.
Dodatkowo posiada przedmioty codziennego użytku takie jak garnek, sztuće, miska i prowiant na dwa dni które były przypięte do konia - Szaraka - to on pomógł w ucieczce.. (niestety w przedmiotach codziennego użytku Vardasa jest święta księga ***** oraz
zioła i grzyby Redanii). P.S Siodło też ma
P.S.S Pozwoliłem sobie upchać Historie do profesji sorry :/
P.S.S.S BŁAGAM nie bierz pod uwage ortografi, gdyż dopiero jutro zainstaluje worda.
http://ukraina.blox.pl/resource/180pxTa ... chenko.jpg - wygląd
Qin **** ****** - Masz racje kartę pisałem po prędce.... ciężki tydzień :/
Najprawdopodobniej dziś, albo w środe.
Do kiedy rekrutacja?
Imie i Nazwisko i kraj pochodzenia i imie ojca: Vardas Xokethen z Redanii syn Bartusa Wusterus
Rasa: Człowiek
Profesja: Uczony... no i właściwie tyle. Jego ojciec chciał pozbyć się nieślubnego dziecka i po śmierci jego matki, (która zgineła w trakcie porodu) wysłał go do klasztoru i dał pieniądze na jego kształcenie. Po ukończeniu 13 lat, jako najlepszy (być może bo jedyny) uczeń bogini Melitele1 został wysłany do Oxenfurtzkiego Uniwersytetu, gdzie był uczony wszystkiego po trochu... rok alchemi, rok geografi oraz rok żołnierskiego fachu (właśnie w tej kolejności).
Często zmieniał kierunki z dwóch powodów, jego ojciec słysząc o jego świetnych wynikach w nauczaniu łapówkami przekupywał profesorów na zmiane kierunku jego syna, a drugim jest to, że już po roku Vardas nudził się przedmiotem.
Choć wydawać się może, że jest on w takim razie geniuszem jest to bardzo mylne. Na alchemii osiągnął do perfekcji rozpoznawanie roślin oraz skutki ich zarzycia, jednak nie ugotował by dobrej zupy, gdyż ważenia uczą na drugim roku.
(pod tym względem wiedze ma ociupinką). Choć wie która rzeka jest która, oraz którym krajem kto rządzi - traci rachubę w większych budynkach, a polityka nieoficjalna jest mu obca.
Żołnierz z nieko całkowicie do niczego. Nauczył się rozpoznawać mundury, sztamdary, salutować i odmaszerować, lecz jedyną praktyczną rzeczą jaką wywiódł z tego wszystkiego jest trzymanie poszczególnej broni, jazda konno, oraz strzelanie z kuszy. Dlaczego? Gdyż dowodzenia i walczenia uczą później.
To czego nauczył się w klasztorze, to szanować bogów oraz kilku modlitw całkowicie nie kapłańskich oraz dwóch (podobno działających) w miare przydatnych. ( o płodność i o ogólną łaskę) Choć Vardas wierzy, że działają sprawdzał
je tylko w spokojnych uniwersyteckich warunkach, a tam o przeżycie wyjątkowo nie trudno.
Teraz, gdy Xokthen został rozsławiony z powodu wynalezienia agrafki jego ojciec wreszcie wzywa go do siebie, co bardzo rozwesela "panicza". W Novigradzie sprzedał prawa do swojego wynalazku za *****2 i ruszył w dalszą podróż do swojego ojca mieszkającego w *****3. Jakieś 100km. od tej miejscowości jego kareta została napadnięta****4, a on ledwo uciekł i znajduje się teraz w *******5 z resztką pieniędzy którą akurat miał przy sobie, a nie w kufsze.
Melitele1 - Bogini płodności i zdrowia.
*****2 - Za tyle ile można kupić Duży dom, wraz z jedzeniem do końca życia
*****3- Zostawiam to tobie MG, abyś wplótł to w fabułe
*****4- Zlecił to jego ojciec który bardzo ceni sobie honor, a jeśli wyjdzie na jaw, że Vadras jest jego synem już teraz będzie mógł przejąć majątek syna Bartusa. ( oczywiście ludzie powoli przypominają sobie o plotkach słysząc nazwisko osoby która dała krawieckiemu światu krok w przód, oraz podobno opracowuje jakiś wspaniały środek higieny imtymnej
[papier toaletowy]
*****5 - Zostawiam to tobie MG, abyś wplótł to w fabułe
U góry są to te podpunkty które chyba chciałeś, a nadole daje coś od siebie:
Cechy charakteru:
Vadras jest osobą... hm, no jest osobą która bardzo mało przeżyła w swojim życiu... poza książkami. Tak, książki znał doskonale, już po zapachu papieru mógł wiele o niej powiedzieć.
Syn Wusterus'a trzy razy się upił i raz przeżył coś co można nazwać przygodą sexualną, ale chwile potym został wyrzucony przez okno i zawieszony w prawach uczniowkich na tydzień.(od wyrzucenia przez okno czasami odczuwa ból w lewej nodze[jest lewonożny i prawo ręczny co daje mu przewage nad wieloma wrogami, którzy nie są przyzwyczajeni do takiej szermierki])
Jest ufny, odważny oraz patryotyczny. Jest wyjątkowo inteligentny, ma niesłychany talent wpadania na rzeczy "oczywiste" po wpadnięciu, więc wszelkiego rodzaju łamigłówki to pryszcz...
Jest troche mniej niż średnio sprawny, lecz zna podstawy walki co pozwala mu pokonać osoby których styl walki polega na głośnym krzyku i uniesieniu broni.
Nie jest pewny siebie, lecz jest pewny swej bogini i nauki.
Ekwipunek: Pióro, kałamarz, rapier, pieniądze za które można kupić konia oraz droga acz prosta szata.
Dodatkowo posiada przedmioty codziennego użytku takie jak garnek, sztuće, miska i prowiant na dwa dni które były przypięte do konia - Szaraka - to on pomógł w ucieczce.. (niestety w przedmiotach codziennego użytku Vardasa jest święta księga ***** oraz
zioła i grzyby Redanii). P.S Siodło też ma
P.S.S Pozwoliłem sobie upchać Historie do profesji sorry :/
P.S.S.S BŁAGAM nie bierz pod uwage ortografi, gdyż dopiero jutro zainstaluje worda.
http://ukraina.blox.pl/resource/180pxTa ... chenko.jpg - wygląd
Qin **** ****** - Masz racje kartę pisałem po prędce.... ciężki tydzień :/
Ostatnio zmieniony wtorek, 13 listopada 2007, 21:56 przez Azrael, łącznie zmieniany 7 razy.
Grupa Nieszanowania Praw Ludzkich oraz Wspierania Bratniej Nienawiści na Tawernie
Azrael (Śmierć Wszechświatów) jest ich władcą. Wszystkie inne Śmierci są zależne od niego.
Azrael (Śmierć Wszechświatów) jest ich władcą. Wszystkie inne Śmierci są zależne od niego.

-
- Mat
- Posty: 440
- Rejestracja: piątek, 2 lutego 2007, 10:58
- Numer GG: 0
Re: Chędożona Kompania [Wiedźmak wiedźminem też zwany]
Nie ma terminu. jak bedzie odpowiednia ilośc dobrych kart to zaczynamy. Nie robie terminu, bo sam mógłbym się z niego nie wywiązac
Rób swoje! rób swoje! A szczęście będzie twoje!
Bo życie to nie bajka! Nie głaszcze cię po jajkach!
Nie tłumacz się. Przyjaciele zrozumieją.
Wrogowie i tak nie uwierzą.
Bo życie to nie bajka! Nie głaszcze cię po jajkach!
Nie tłumacz się. Przyjaciele zrozumieją.
Wrogowie i tak nie uwierzą.

-
- Bombardier
- Posty: 890
- Rejestracja: piątek, 22 września 2006, 10:04
- Numer GG: 10332376
- Skype: p.kot.l.
- Lokalizacja: W-wa
- Kontakt:
Re: Chędożona Kompania [Wiedźmak wiedźminem też zwany]
Też trza będzie coś naskrobać
Choć osobiście wolę, jak jest jakaś sztywna karta postaci, a nie sam muszę wymyślać 




Czerwona Orientalna Prawica

-
- Bosman
- Posty: 1784
- Rejestracja: niedziela, 28 maja 2006, 19:31
- Numer GG: 0
- Lokalizacja: A co Cię to obchodzi? :P
Re: Chędożona Kompania [Wiedźmak wiedźminem też zwany]
Zgłaszam się - karta będzie jutro wieczorkiem.
Ostatnio bardzo mało sesji się tu gra... ciekawe dlaczego?
Odnosi się wrażenie, że to forum wymiera
Ostatnio edytowano piątek, 30 luty 2012, 14:76 przez Mekow, łącznie edytowano 28 razy
Odnosi się wrażenie, że to forum wymiera

Ostatnio edytowano piątek, 30 luty 2012, 14:76 przez Mekow, łącznie edytowano 28 razy

-
- Majtek
- Posty: 88
- Rejestracja: piątek, 9 listopada 2007, 01:45
- Numer GG: 4431256
- Lokalizacja: Kanalizacja
Re: Chędożona Kompania [Wiedźmak wiedźminem też zwany]
Saga o wiedźminie przeczytana, Miecz Przeznacznia i Ostatnie Życzenie też.
Nie wiem w jakiej formie oczekujesz karty, więc wrzuciłem taką.. hm, neuroshimową. Bezpośrednie odniesienie do treści Miecza Przeznaczenia jest celowe. Jeśli będzie przeszkadzać, to można usunąć lub zmienić.
Imię: Ordo Pseudonim: Szary pies
Rasa: CzłowiekWiek: 36 lat
Profesja: Wykidajło i najemnik a, jeśli jest zapotrzebowanie, okazja i kilku doświadczonych partnerów może próbować polować na smoki.
Historia:
Szary pies? No, on to urodził się w Wyzimie. Nie, nie w zimie. Chociaż może i tak...
Ktoś gadał, że miał ojca hodowcę psów. Inny, że kotów. Jedna cholera. Słuchaj tego, podobno miał brata, ale porwali go Wiedźmini. Jak Pies podrósł, to go szukał, ale dowiedział się, że tamten nie przeżył jakiejś Próby czegośtam... Wtedy strasznie się na wiedźminów zawziął. Słyszałem, że pierwszego zabił zanim się jeszcze chędożył. Jak na niego zerkałem czasem po karczmach, to mógłbym w to uwierzyć, bo mordę miał szaleńca.
Rodzina? Jaka ku*wa rodzina?! Wyrzucili go z domu, albo i sam uciekł. Podobno przedtem jeszcze ojcu dłoń uciął, bo go lał. Szalony.
Na targu bajają, że przyłączył się do bandy krasnali i mieli polować na smoki. Haha, smoki! Słyszycie?! Co głupsi opowiadają, że im się kilka razy udało, ale Psu się znudziło i poszedł własną ścieżką. Podobno dobrze na tym wyszedł, bo miesiąc później smok ukatrupił krasnali. Złooty, podobno złooty! Haha. Dolej mi tu... No, a teraz to żem go już z kilka lat nie widział. I dobrze. Straszny był, szaleniec...
Wygląd:
Ordo Szary Pies siedział na krawężniku wpatrzony w rękojeść nowego sztyletu. Obracał go w długich palcach, kładł na ulicy między nogami, obserwował chwilę i znów brał do ręki. Uniósł głowę i zerknął na kobiete przechadzającą się ulicą. Zauważyła go i przyspieszyła gwałtownie. Wpatrując się w ziemię by uniknąć wzroku łowcy minęła go i gdy nieco się oddaliła, zakręciła nagle. Schowawszy się za rogiem poczęła przyglądać się siedzącemu mężczyźnie. Miał ciemne oczy, z których jedno nie otwierało się do końca, zniekształcone blizną ciągnącą się od czoła, przez policzek, aż do ust. Gładził się po łysej głowie, jakby sprawdzał czy odrastają mu włosy. Choć siedział, można było poznać, że jest dośc wysoki i raczej szczupły.
Miał w sobie zarazem coś z dziecka i starca. Z jednej strony dłubał ostrzem noża w kamieniach bruku, z drugiej zaś zdawał się być pogrążony w głębokiej zadumie i smutku.
Tak czy inaczej kobiecie wydał się groźny, więc wzięła ciekawość na wodze i ruszyła dalej.
Cechy:
*Szczerze nienawidzi wiedźminów i czarowników, ale za odpowiednią stawkę mógłby dogadać się z samym diabłem.
*Boi się magii w każdej postaci, a strach obraca w agresję.
*Jest milkliwy i wiecznie zamyślony. Żyje wspomnieniami, którymi z nikim się nie dzieli. Jest zamknięty w sobie.
*Nie prowadzi hulaszczego trybu życia, ale lubi alkohol. Pije zazwyczaj sam, gdyż ludzie stronią od takich jak on mówiąc, że
z nimi zawsze są jakieś kłopoty. I słusznie, bo mało czyje towarzystwo Pies jest w stanie znieść. Zazwyczaj na próbę nawiązania kontaktu reaguje agresją.
*Ma mocno nadwyrężony kręgosłup moralny, jednak nie jest do cna zły. Nie chce zabijać, ale trudno mu przestać, bo zbyt wiele przelał krwi. Często marzy o zbawieniu, chociaż nie wyznaje żadnych bóstw.
*Jest pomysłowy, ale nie ma prawie żadnej ogólnej wiedzy.
*Szuka powodu by żyć.
*Lub okazji by umrzeć.
Sprzęt:
Zwykły, nie najlepszej roboty miecz i sztylet. Posiada także porządny nóż.
Ciemna skórzana kurtka i spodnie oraz czarna chusta.
Kilka monet wartych tyle, co kiepski koń czy kilka noclegów.
Drewniany kubek i piszczałka.
Umiejętności:
Całkiem nieźle radzi sobie z mieczem i sztyletem, chociaż preferuje atak z zaskoczenia.
Jako tako strzela z łuku i kuszy, ale raczej ich nie używa, bo nie przydają się w mieście.
Potrafi się zakradać i wspinać.
Właściwie w ogóle nie potrafi rozmawiać. Zazwyczaj tylko poburkiwa, choć czasem zdarzy mu się wypowiedzieć jakąś mądrą jego zdaniem myśl. Potem zazwyczaj wali po łbie.
Jeździ konno i pływa. Nie najlepiej, ale jednak.
Potrafi liczyć, ale ma poważne problemy z czytaniem i pisaniem.
Gra proste melodyjki na piszczałce i struga w drewnie (bardziej dla zabicia czasu niż sztuki, gdyż marny z niego artysta).
Wykonuje proste prace rzemieślnicze.
Nie wiem w jakiej formie oczekujesz karty, więc wrzuciłem taką.. hm, neuroshimową. Bezpośrednie odniesienie do treści Miecza Przeznaczenia jest celowe. Jeśli będzie przeszkadzać, to można usunąć lub zmienić.
Imię: Ordo Pseudonim: Szary pies
Rasa: CzłowiekWiek: 36 lat
Profesja: Wykidajło i najemnik a, jeśli jest zapotrzebowanie, okazja i kilku doświadczonych partnerów może próbować polować na smoki.
Historia:
Szary pies? No, on to urodził się w Wyzimie. Nie, nie w zimie. Chociaż może i tak...
Ktoś gadał, że miał ojca hodowcę psów. Inny, że kotów. Jedna cholera. Słuchaj tego, podobno miał brata, ale porwali go Wiedźmini. Jak Pies podrósł, to go szukał, ale dowiedział się, że tamten nie przeżył jakiejś Próby czegośtam... Wtedy strasznie się na wiedźminów zawziął. Słyszałem, że pierwszego zabił zanim się jeszcze chędożył. Jak na niego zerkałem czasem po karczmach, to mógłbym w to uwierzyć, bo mordę miał szaleńca.
Rodzina? Jaka ku*wa rodzina?! Wyrzucili go z domu, albo i sam uciekł. Podobno przedtem jeszcze ojcu dłoń uciął, bo go lał. Szalony.
Na targu bajają, że przyłączył się do bandy krasnali i mieli polować na smoki. Haha, smoki! Słyszycie?! Co głupsi opowiadają, że im się kilka razy udało, ale Psu się znudziło i poszedł własną ścieżką. Podobno dobrze na tym wyszedł, bo miesiąc później smok ukatrupił krasnali. Złooty, podobno złooty! Haha. Dolej mi tu... No, a teraz to żem go już z kilka lat nie widział. I dobrze. Straszny był, szaleniec...
Wygląd:
Ordo Szary Pies siedział na krawężniku wpatrzony w rękojeść nowego sztyletu. Obracał go w długich palcach, kładł na ulicy między nogami, obserwował chwilę i znów brał do ręki. Uniósł głowę i zerknął na kobiete przechadzającą się ulicą. Zauważyła go i przyspieszyła gwałtownie. Wpatrując się w ziemię by uniknąć wzroku łowcy minęła go i gdy nieco się oddaliła, zakręciła nagle. Schowawszy się za rogiem poczęła przyglądać się siedzącemu mężczyźnie. Miał ciemne oczy, z których jedno nie otwierało się do końca, zniekształcone blizną ciągnącą się od czoła, przez policzek, aż do ust. Gładził się po łysej głowie, jakby sprawdzał czy odrastają mu włosy. Choć siedział, można było poznać, że jest dośc wysoki i raczej szczupły.
Miał w sobie zarazem coś z dziecka i starca. Z jednej strony dłubał ostrzem noża w kamieniach bruku, z drugiej zaś zdawał się być pogrążony w głębokiej zadumie i smutku.
Tak czy inaczej kobiecie wydał się groźny, więc wzięła ciekawość na wodze i ruszyła dalej.
Cechy:
*Szczerze nienawidzi wiedźminów i czarowników, ale za odpowiednią stawkę mógłby dogadać się z samym diabłem.
*Boi się magii w każdej postaci, a strach obraca w agresję.
*Jest milkliwy i wiecznie zamyślony. Żyje wspomnieniami, którymi z nikim się nie dzieli. Jest zamknięty w sobie.
*Nie prowadzi hulaszczego trybu życia, ale lubi alkohol. Pije zazwyczaj sam, gdyż ludzie stronią od takich jak on mówiąc, że
z nimi zawsze są jakieś kłopoty. I słusznie, bo mało czyje towarzystwo Pies jest w stanie znieść. Zazwyczaj na próbę nawiązania kontaktu reaguje agresją.
*Ma mocno nadwyrężony kręgosłup moralny, jednak nie jest do cna zły. Nie chce zabijać, ale trudno mu przestać, bo zbyt wiele przelał krwi. Często marzy o zbawieniu, chociaż nie wyznaje żadnych bóstw.
*Jest pomysłowy, ale nie ma prawie żadnej ogólnej wiedzy.
*Szuka powodu by żyć.
*Lub okazji by umrzeć.
Sprzęt:
Zwykły, nie najlepszej roboty miecz i sztylet. Posiada także porządny nóż.
Ciemna skórzana kurtka i spodnie oraz czarna chusta.
Kilka monet wartych tyle, co kiepski koń czy kilka noclegów.
Drewniany kubek i piszczałka.
Umiejętności:
Całkiem nieźle radzi sobie z mieczem i sztyletem, chociaż preferuje atak z zaskoczenia.
Jako tako strzela z łuku i kuszy, ale raczej ich nie używa, bo nie przydają się w mieście.
Potrafi się zakradać i wspinać.
Właściwie w ogóle nie potrafi rozmawiać. Zazwyczaj tylko poburkiwa, choć czasem zdarzy mu się wypowiedzieć jakąś mądrą jego zdaniem myśl. Potem zazwyczaj wali po łbie.
Jeździ konno i pływa. Nie najlepiej, ale jednak.
Potrafi liczyć, ale ma poważne problemy z czytaniem i pisaniem.
Gra proste melodyjki na piszczałce i struga w drewnie (bardziej dla zabicia czasu niż sztuki, gdyż marny z niego artysta).
Wykonuje proste prace rzemieślnicze.
Dopiero przy końcu roboty można poznać, od czego trzeba było zacząć.

-
- Kok
- Posty: 1015
- Rejestracja: sobota, 13 stycznia 2007, 20:32
- Numer GG: 8570942
- Lokalizacja: Shadar Logoth
Re: Chędożona Kompania [Wiedźmak wiedźminem też zwany]
i ja kartę skrobnę...
Może jutro wieczór
A tak poza tym...
-Na pohybel skurwysynom!
Może jutro wieczór
A tak poza tym...
-Na pohybel skurwysynom!

-
- Bosman
- Posty: 2074
- Rejestracja: wtorek, 7 grudnia 2004, 07:23
- Numer GG: 6094143
- Lokalizacja: Roanapur
- Kontakt:
Re: Chędożona Kompania [Wiedźmak wiedźminem też zwany]
Oto moja karta.
Imię i nazwisko: Veikko Väinämöinen
Rasa: Człowiek
Wiek: 17 lat
Profesja: Włóczykij – podpalacz
- Słyszałeś kumie, co to się porobiło?
- Nie, a co się stało?
- Ponoć gnomy, nieludzie cholerne, maszynę wymyśliły, co to ogniem miota!
Przechodzący obok chłopak zatrzymał się jak wryty i nastawił uszu. W jego oczach zaświeciły się figlarne iskierki a myśl o takowej maszynie sprawiła, że na jego piegowatej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Nazywał się Veikko Väinämöinen i lubił płomienie. Pobiegł do siostry podzielić się z nią tą wspaniałą wiadomością. Eshter jak usłyszała zapał, z jakim brat mówi i wynalazku gnomów machnęła trzymaną szmatą, ale chłopak był szybki i jedyne, co zobaczyła to jego jasna grzywka migająca przy końcu korytarza. Westchnęła i pokiwała z rezygnacją głową. Miała nadzieję, że tym razem nic nie podpali.
Wieczorem znowu zrobiła mu awanturę.
- Ale to w zamtuzie U Rudej Krychy to naprawdę nie ja! Oni tam mieli fatalne warunki, jakiś gość musiał wywrócić lampę stojącą na stole koło łóżka.
Ręka jego siostry wzniesiona do ciosu zatrzymała się w pół drogi. Na jej twarzy pojawił się wyraz ulgi i już chciała odłożyć kostur, gdy nagle coś sobie uświadomiła.
- Ja ci gówniarzu dam się po zamtuzach szlajać, ja ci dam!
Historia:
Veikko urodził się jako drugie dziecko, wymarzony syn, żołnierza. Nie dane mu jednak było uczyć się od ojca wojaczki, bo ów zmarł jak Veikko miał 10 lat. Znacznie większy wpływ miała na niego matka, znachorka, której niekiedy nieco pomagał w domu. Jednak i ona szybko podążyła w ślady męża. Chłopak po stracie rodziców był osowiały, aż do chwili, gdy przyszło spalić dom rodzinny, który stał się domem zarazy. Patrząc wtedy w płomienie Veikko się zmienił. Od tego czasu miał do nich dziwny pociąg. Kusił go ich taniec, ich piękna barwa i nieziemski blask. Veikko nie był typem podpalającym z premedytacją, raczej wychodziło mu to przez przypadek. Niestety niewielu lubiło tak jak on oglądać spektakl jakim jest pojawienie się czerwonego kura, dlatego razem z siostrą musieli często zmieniać miejsce zamieszkania.
TRZASK! Twarda dębowa laga spada na plecy młodzieńca. Dziewczyna unosi ją w górę, aby ponowić cios.
- Siostra, to naprawdę nie moja wina ten kurnik!
TRZASK!
-Taaak?
- No tak. Skąd ja mogłem wiedzieć, że się od stodoły zajmie.
Cechy:
Veikko jest drobnym i niedużym chłopakiem, za to strasznie ruchliwym. Eshter określiłaby go jako idiotę, ale on po prostu zawsze działa pod wpływem chwili i kieruje się głównie kaprysem. Na ogół jest dość wesoły i gadatliwy, co zresztą zawsze irytuje jego siostrę, ponieważ lata całe zajęło jej oduczenie go od przechwalania się swoją pasją. Veikko mimo tego ma raczej dobry charakter i jeśli może komuś jakoś pomóc to pewnie to zrobi, choć są to zwykle rzeczy drobne. Jeśli chodzi o jego stosunek do nieludzi to przypomina pod tym względem siostrę, choć powody takiego stanu rzeczy są nieco inne. Jego głowę po prostu zaprząta zbyt wiele myśli na raz, aby mógł się przejmować tym, że ktoś jest elfem albo krasnoludem. I pomimo, że wydaje się strasznie chaotyczny to nie raz i nie dwa zdarzyło mu się błysnąć sprytem. Jedyne, co potrafi go utrzymać w miejscu to płomienie, w które potrafi wpatrywać się godzinami.
Eshter chodziła z kąta w kąt zastanawiając się gdzie też ten jej brat się podziewa. Mruczała pod nosem miotając pod adresem chłopaka inwektywy i przekleństwa, o jakich znajomość nikt nie podejrzewałby tej miłej dziewczyny. Wreszcie pojawił się. Ubranie całe brudne, ale najgorszy był zapach spalenizny.
- Co tym razem? Głos dziewczyny nie wróżył dla brata nic dobrego.
- Nic. Naprawdę nie było pożaru! Nie dodał, że dlatego, że udało się go zgasić w zarzewiu.
- To gdzieś ty się przez cały dzień podziewał? No słucham. Jej stopa rytmiczni stukała w podłogę a ręka błądziła w poszukiwaniu kija.
- No, bo gnom Schutten...
TRZASK!
Ekwipunek:
Veikko jest raczej beztroskim typem, toteż nie przejmuje się zbytnio tym, co potrzebne w domu i zagrodzie. Za to nosi przy sobie dziwne, często zupełnie niepotrzebne rzeczy. Sztandarowym przykładem jest Mieszanka. Skład nie jest stały, ale bazą jest krasnoludzki spirytus i smoła. Poza tymi dwoma, wszystko, co tylko palne, dzięki temu, choć nie zawsze się udaje, na ogół Veikko jest w stanie uzyskać coś na kształt napalmu. Do tego zawsze ma przy sobie trochę możliwie mocnej gorzałki, która też jest wystarczająco palna jak na jego potrzeby. Przy tym nie rozstaje się z nożem, choć bardziej niż przeciw innym przydaje się on do zbierania ziół czy grzybów. Dodatkowo sakwa, w której trzyma zebrane zioła oraz mnóstwo śmieci takich jak sznurek, guziki (każdy inny), jakiś kawałek lustra i temu podobne bzdety. Nigdy nie rozstaje się też z zestawem w skład, którego wchodzą krzesiwo, hubka i zapałki – kolejny gnomi wymył.
Nareszcie się udało. Tak długo podglądał alchemików, aż wreszcie mu się udało. To, co miał w butelce, którą teraz ściskał było ucieleśnieniem jego marzeń. Substancja nie dość, że niesamowicie palna to na dodatek niemalże niedająca się ugasić. Wszedł do pokoju i odłożył butelkę na stolik.
- Coś ty tam znowu przyniósł?
Veikko zrobił minę tak niewinną jak tylko umiał.
- Eeee, nic takiego.
Jednak Eshter zbyt dobrze go znała.
-Pokaż no tę butelkę.
Chłopak bronił swego skarbu, który siostra chciała mu wyszarpnąć. W trakcie walki butelka wyślizgnęła mu się z rąk i poleciała w kierunku kominka. Jeszcze nim uderzyła o jego wnętrze rodzeństwo biegło w kierunku drzwi.
Umiejętności:
Veikko był synem znachorki i jako taki zmuszony był jej czasem pomagać. Był pojętnym dzieckiem i podłapał w ten sposób całkiem niezłą znajomość podstawowych ziół, którą podczas podróży z siostrą udoskonalił. Zresztą zielarstwo było jego wkładem w domowy budżet, a to zdobywał dla siostry coś wspomagającego leczenie a to sprzedawał naiwnym mieszczkom rzekomy lubczyk lub przynosił alchemikom składniki do wywarów. Choć sam nie bardzo znał się na leczeniu to szybko nauczył się robić świetną maść na oparzenia. Jednak większość jego umiejętności jest związana z jego pasją do ognia. Umie go rozpalić nawet w trakcie najgorszego deszczu i zawsze znajdzie suchy chrust. Na dodatek można powiedzieć, że zna się na pożarnictwie, ponieważ wystarczy mu rzut oka, aby wiedzieć czy coś da się podpalić czy nie. Zresztą to on wybiera na ogół gdzie się zatrzymają, ponieważ najlepiej wie, czego nie zdoła puścić z dymem. Z jego pasji wzięła się też umiejętność tworzenia Mieszanki, która podpalona za żadne skarby nie daje się ugasić. Zresztą raz czy dwa już się przydała nie tylko, aby pofolgować piromańskim zapędom Veikko, ale choćby przeciw wilkom. Przez lata ucieczek z miejsca zbrodni Veikko wyrobił sobie zadziwiającą szybkość i umiejętność orientacji, które pozwoliły mu wynieść głowę z niejednej opresji, zwłaszcza, jeśli związana była ona z wściekłym tłumem. Jest jeszcze umiejętność, którą trzyma w sekrecie nawet przed siostrą. Osobiście wierzy, że to ostatnie dziedzictwo po matce. Potrafi samymi palcami skrzesać iskrę, a niekiedy nawet płomień, wielkości tego od świecy.
I jeszcze karta Ouzi.
Imię i nazwisko: Esther Väinämöinen
Rasa: Człowiek
Wiek: 25 lat
Profesja: Włóczykij - uzdrowiciel
Wstała jeszcze przed świtem, miała wiele rzeczy do zrobienia i wolała wykonać je sama, niż znowu niepotrzebnie wkurzać się na Veikko, swego młodszego brata. Było między nimi osiem lat różnicy i od dłuższego czasu zajmowała się jego wychowaniem, lecz resocjalizacja była chyba w jego przypadku rzeczą niemożliwą. Kobieta westchnęła, nie zależnie od tego, jak bardzo się starała i jakich metod używała, po prostu nie była w stanie wybić mu niektórych psot z głowy. Choć ciężko było podpalanie nazwać psotą... Jednak nie miała co teraz tego roztrząsać.
Szybko wyjęła z kufra jakąś lekką sukienkę w miłym dla oka, błękitnym kolorze i założyła na siebie. Zaplotła włosy w długi warkocz, odrzuciła go na plecy, wsunęła nogi w buty i przypięła pas ze sztyletem. Większość osób uważała ją za śliczną dziewkę. Długie blond włosy, błękitne oczy, ładna i rumiana buźka, kilka uroczych piegów na nosie, zgrabne ciało dojrzałej kobiety, na które składał się przykuwający spojrzenie pokaźny biust oraz kształtna dupcia. Była dość wysoką i postawną osobą, nie należała do tych biednych i bezbronnych panienek, które trzeba było bronić, sama sobie doskonale radziła w każdej sytuacji.
Życie nauczyło ją, by być zawsze przygotowaną i zdaną wyłącznie na siebie. Różne wypadki i przewrotny los sprawiły, iż niewielu rzeczy się boi, jest silna i odporna zarówno fizycznie jak i psychicznie. Choć tego na pierwszy rzut oka nie widać, nieraz komuś przez łeb kosturem czy jakimś wiadrem przywaliła.
Do ludzi... podchodzi ostrożnie i z dystansem. Zła sława jej braciszka sprawiła, że często musieli zmieniać miejsce zamieszkania, a większość mieszczan czy wieśniaków zwyczajnie zawsze od nich stroniła. Mawiali, iż w Veikko siedzi jakieś zło i unikali kontaktu zarówno z małym, jak i z nią. Kobieta w końcu przywykła do tego wyalienowania i samotności, nawet nie ma o to do brata żalu. Czasem jest jej tylko trochę ciężko, gdy musi zasypiać i budzić się sama, choć mówiąc szczerze... nie zasmakowała jeszcze przyjemności z bycia z mężczyzną. Trochę krępuje ją fakt, iż w wieku 25 lat nadal jest dziewicą, ale znosi to dzielnie, w milczeniu.
Historia:
Z początku wiodła spokojne, dość ciężkie, ale szczęśliwe życie. Matka była znachorką, ojciec żołnierzem i może nie należeli do osób bardzo bogatych, mieli siebie i to im wystarczało. Gdy Esther miała jakieś osiem lat, na świecie pojawił się jej młodszy brat, Veikko. Zapowiadał się na żywiołowego chłopca, ciągle mu były psoty w głowie, ale i tak szybko stał się oczkiem w głowie rodziny. Nie, nie była o niego zazdrosna, sama długo czekała na braciszka czy siostrzyczkę i nie odstępowała go nawet na krok. Od matki uczyła się sekretów uzdrowicieli, od ojca liznęła nieco z walki sztyletem i posługiwania się łukiem, była wszak najstarszym dzieckiem.
Niedługo po tym, jak skończyła osiemnaście lat, ich ojciec wyruszył na bitwę pod Sodden, z której już nigdy nie wrócił. Była to wielka tragedia, gdyż bardzo go kochali... Matka odeszła zaraz po nim, zabrała ją zaraza, która zaatakowała ich małe miasteczko położone gdzieś w Temerii. Esther obiecała kobiecie, że zaopiekuje się młodszym bratem, nie pozwoli go skrzywdzić, dobrze wychowa i będzie o niego dbać. Cały czas stara się wywiązać z danego słowa, ale jest jej bardzo ciężko. Po tym, jak ich dom i zaraz później całe miasteczko musiały zostać spalone, Veikko zaczął się bardzo dziwnie zachowywać. Jego niezdrowa fascynacja ogniem szybko przerodziła się w piromanię i co chwilę zmuszeni byli zmieniać swoje miejsce zamieszkania. Aktualnie starają się dotrzeć do Redanii, gdyż ponoć mają tam ciotkę, siostrę ich matki. Esther nie wie tego na pewno, jednak jest to dla niej i brata jakaś szansa na normalne życie.
Cechy:
Esther jest kobietą silną, niezależną, odważną i zdecydowaną. Rzadko się waha, zazwyczaj doskonale wie, czego chce. Nie pozwala, by ktoś obrażał ją lub źle mówił o jej rodzinie, jeśli trzeba, to głupie teksty wybije komuś ze łba kijem bądź cegłą. Jest cicha, skryta, niedostępna, lecz pod przykrywką swego zachowania jest osobą bardzo spokojną, otwartą i o dobrym sercu.
Nie boi się ciężkiej fizycznej pracy, sama nosi wiadra z wodą, rąbie drewno na opał, zajmuje się jakimiś drobnymi naprawami w domu i jeśli trzeba, robi o wiele więcej i zawsze uparcie sama.
Nie jest uprzedzona do nie-ludzi czy jakichkolwiek profesji, zbyt dużo doświadczyła przykrości, by samej zachowywać się w taki sposób. "Nie czyń drugiemu tego, co tobie niemiłe" - powtarzała jej matka i Esther wzięła sobie jej słowa głęboko do serca. Nie oznacza to oczywiście, że od razu zacznie się przyjaźnić z jakimś elfem czy zacznie prawić komplementy czarodziejowi, po prostu nie będzie rzucać wyzwiskami, ani też ostentacyjnie unikać obecności takowych osób...
Ekwipunek:
Zawsze posiada przy sobie trzy sukienki na zmianę, dwie pary spodni do pracy, dwie koszule, kamizelkę, ciepłą kurtkę i bieliznę, do tego solidne skórzane rękawiczki, wysokie buty i letnie trzewiki. Takie rzeczy typu szczotka do włosów i inne kobiece przybory, szorstką szmatkę do mycia i mydło z kasztanów. Może jest osobą prostą, ale zawsze w miarę możliwości stara się dbać o siebie i swoją higienę, powiedzmy, że myje się zawsze raz na te trzy dni, jak ma okazję, to nawet co drugi dzień. Gruby koc, śpiwór, dwa garnki, dwie miski i dwa talerze, sztućce także dla dwójki, dłuższy nóż - w podróży wygląda ze swoim plecakiem jak juczny muł i choć wszystko zdaje się być bardzo ciężkie, ona raczej nie ma problemów z noszeniem tego wszystkiego. W ręce zazwyczaj ma kostur lub jakiś inny długi kij.
Umiejętności:
Jak na kobietę, opiekunkę domowego ogniska, przystało, umie gotować, szyć, wykonywać wszelkie drobne prace i naprawy w domu, opiekować się bydłem i drobiem, zna się na uprawie roślin, umie rozpoznawać zioła, warzyć z nich jakieś medykamenty, opatrywać rany, nastawiać złamane kości, zszywać rany... Zna się też trochę na polowaniu i nawet całkiem sprawnie operuje łukiem oraz sztyletem. No i umie się obronić, co dla kobiety bez mężczyzny jest przydatną rzeczą. Ma całkiem miły głos, umie grać na małej harfie i zna kilka ballad, w tym dwie o Białym Wilku, także dwie prawiące o czarodziejach i czarodziejkach, jedną o Sodden... oraz kilka wesołych przyśpiewek. Umie czytać i pisać, choć nie robi tego płynnie, spokojnie liczy do pięćdziesięciu, potem zaczyna się zastanawiać.
Imię i nazwisko: Veikko Väinämöinen
Rasa: Człowiek
Wiek: 17 lat
Profesja: Włóczykij – podpalacz
- Słyszałeś kumie, co to się porobiło?
- Nie, a co się stało?
- Ponoć gnomy, nieludzie cholerne, maszynę wymyśliły, co to ogniem miota!
Przechodzący obok chłopak zatrzymał się jak wryty i nastawił uszu. W jego oczach zaświeciły się figlarne iskierki a myśl o takowej maszynie sprawiła, że na jego piegowatej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Nazywał się Veikko Väinämöinen i lubił płomienie. Pobiegł do siostry podzielić się z nią tą wspaniałą wiadomością. Eshter jak usłyszała zapał, z jakim brat mówi i wynalazku gnomów machnęła trzymaną szmatą, ale chłopak był szybki i jedyne, co zobaczyła to jego jasna grzywka migająca przy końcu korytarza. Westchnęła i pokiwała z rezygnacją głową. Miała nadzieję, że tym razem nic nie podpali.
Wieczorem znowu zrobiła mu awanturę.
- Ale to w zamtuzie U Rudej Krychy to naprawdę nie ja! Oni tam mieli fatalne warunki, jakiś gość musiał wywrócić lampę stojącą na stole koło łóżka.
Ręka jego siostry wzniesiona do ciosu zatrzymała się w pół drogi. Na jej twarzy pojawił się wyraz ulgi i już chciała odłożyć kostur, gdy nagle coś sobie uświadomiła.
- Ja ci gówniarzu dam się po zamtuzach szlajać, ja ci dam!
Historia:
Veikko urodził się jako drugie dziecko, wymarzony syn, żołnierza. Nie dane mu jednak było uczyć się od ojca wojaczki, bo ów zmarł jak Veikko miał 10 lat. Znacznie większy wpływ miała na niego matka, znachorka, której niekiedy nieco pomagał w domu. Jednak i ona szybko podążyła w ślady męża. Chłopak po stracie rodziców był osowiały, aż do chwili, gdy przyszło spalić dom rodzinny, który stał się domem zarazy. Patrząc wtedy w płomienie Veikko się zmienił. Od tego czasu miał do nich dziwny pociąg. Kusił go ich taniec, ich piękna barwa i nieziemski blask. Veikko nie był typem podpalającym z premedytacją, raczej wychodziło mu to przez przypadek. Niestety niewielu lubiło tak jak on oglądać spektakl jakim jest pojawienie się czerwonego kura, dlatego razem z siostrą musieli często zmieniać miejsce zamieszkania.
TRZASK! Twarda dębowa laga spada na plecy młodzieńca. Dziewczyna unosi ją w górę, aby ponowić cios.
- Siostra, to naprawdę nie moja wina ten kurnik!
TRZASK!
-Taaak?
- No tak. Skąd ja mogłem wiedzieć, że się od stodoły zajmie.
Cechy:
Veikko jest drobnym i niedużym chłopakiem, za to strasznie ruchliwym. Eshter określiłaby go jako idiotę, ale on po prostu zawsze działa pod wpływem chwili i kieruje się głównie kaprysem. Na ogół jest dość wesoły i gadatliwy, co zresztą zawsze irytuje jego siostrę, ponieważ lata całe zajęło jej oduczenie go od przechwalania się swoją pasją. Veikko mimo tego ma raczej dobry charakter i jeśli może komuś jakoś pomóc to pewnie to zrobi, choć są to zwykle rzeczy drobne. Jeśli chodzi o jego stosunek do nieludzi to przypomina pod tym względem siostrę, choć powody takiego stanu rzeczy są nieco inne. Jego głowę po prostu zaprząta zbyt wiele myśli na raz, aby mógł się przejmować tym, że ktoś jest elfem albo krasnoludem. I pomimo, że wydaje się strasznie chaotyczny to nie raz i nie dwa zdarzyło mu się błysnąć sprytem. Jedyne, co potrafi go utrzymać w miejscu to płomienie, w które potrafi wpatrywać się godzinami.
Eshter chodziła z kąta w kąt zastanawiając się gdzie też ten jej brat się podziewa. Mruczała pod nosem miotając pod adresem chłopaka inwektywy i przekleństwa, o jakich znajomość nikt nie podejrzewałby tej miłej dziewczyny. Wreszcie pojawił się. Ubranie całe brudne, ale najgorszy był zapach spalenizny.
- Co tym razem? Głos dziewczyny nie wróżył dla brata nic dobrego.
- Nic. Naprawdę nie było pożaru! Nie dodał, że dlatego, że udało się go zgasić w zarzewiu.
- To gdzieś ty się przez cały dzień podziewał? No słucham. Jej stopa rytmiczni stukała w podłogę a ręka błądziła w poszukiwaniu kija.
- No, bo gnom Schutten...
TRZASK!
Ekwipunek:
Veikko jest raczej beztroskim typem, toteż nie przejmuje się zbytnio tym, co potrzebne w domu i zagrodzie. Za to nosi przy sobie dziwne, często zupełnie niepotrzebne rzeczy. Sztandarowym przykładem jest Mieszanka. Skład nie jest stały, ale bazą jest krasnoludzki spirytus i smoła. Poza tymi dwoma, wszystko, co tylko palne, dzięki temu, choć nie zawsze się udaje, na ogół Veikko jest w stanie uzyskać coś na kształt napalmu. Do tego zawsze ma przy sobie trochę możliwie mocnej gorzałki, która też jest wystarczająco palna jak na jego potrzeby. Przy tym nie rozstaje się z nożem, choć bardziej niż przeciw innym przydaje się on do zbierania ziół czy grzybów. Dodatkowo sakwa, w której trzyma zebrane zioła oraz mnóstwo śmieci takich jak sznurek, guziki (każdy inny), jakiś kawałek lustra i temu podobne bzdety. Nigdy nie rozstaje się też z zestawem w skład, którego wchodzą krzesiwo, hubka i zapałki – kolejny gnomi wymył.
Nareszcie się udało. Tak długo podglądał alchemików, aż wreszcie mu się udało. To, co miał w butelce, którą teraz ściskał było ucieleśnieniem jego marzeń. Substancja nie dość, że niesamowicie palna to na dodatek niemalże niedająca się ugasić. Wszedł do pokoju i odłożył butelkę na stolik.
- Coś ty tam znowu przyniósł?
Veikko zrobił minę tak niewinną jak tylko umiał.
- Eeee, nic takiego.
Jednak Eshter zbyt dobrze go znała.
-Pokaż no tę butelkę.
Chłopak bronił swego skarbu, który siostra chciała mu wyszarpnąć. W trakcie walki butelka wyślizgnęła mu się z rąk i poleciała w kierunku kominka. Jeszcze nim uderzyła o jego wnętrze rodzeństwo biegło w kierunku drzwi.
Umiejętności:
Veikko był synem znachorki i jako taki zmuszony był jej czasem pomagać. Był pojętnym dzieckiem i podłapał w ten sposób całkiem niezłą znajomość podstawowych ziół, którą podczas podróży z siostrą udoskonalił. Zresztą zielarstwo było jego wkładem w domowy budżet, a to zdobywał dla siostry coś wspomagającego leczenie a to sprzedawał naiwnym mieszczkom rzekomy lubczyk lub przynosił alchemikom składniki do wywarów. Choć sam nie bardzo znał się na leczeniu to szybko nauczył się robić świetną maść na oparzenia. Jednak większość jego umiejętności jest związana z jego pasją do ognia. Umie go rozpalić nawet w trakcie najgorszego deszczu i zawsze znajdzie suchy chrust. Na dodatek można powiedzieć, że zna się na pożarnictwie, ponieważ wystarczy mu rzut oka, aby wiedzieć czy coś da się podpalić czy nie. Zresztą to on wybiera na ogół gdzie się zatrzymają, ponieważ najlepiej wie, czego nie zdoła puścić z dymem. Z jego pasji wzięła się też umiejętność tworzenia Mieszanki, która podpalona za żadne skarby nie daje się ugasić. Zresztą raz czy dwa już się przydała nie tylko, aby pofolgować piromańskim zapędom Veikko, ale choćby przeciw wilkom. Przez lata ucieczek z miejsca zbrodni Veikko wyrobił sobie zadziwiającą szybkość i umiejętność orientacji, które pozwoliły mu wynieść głowę z niejednej opresji, zwłaszcza, jeśli związana była ona z wściekłym tłumem. Jest jeszcze umiejętność, którą trzyma w sekrecie nawet przed siostrą. Osobiście wierzy, że to ostatnie dziedzictwo po matce. Potrafi samymi palcami skrzesać iskrę, a niekiedy nawet płomień, wielkości tego od świecy.
I jeszcze karta Ouzi.
Imię i nazwisko: Esther Väinämöinen
Rasa: Człowiek
Wiek: 25 lat
Profesja: Włóczykij - uzdrowiciel
Wstała jeszcze przed świtem, miała wiele rzeczy do zrobienia i wolała wykonać je sama, niż znowu niepotrzebnie wkurzać się na Veikko, swego młodszego brata. Było między nimi osiem lat różnicy i od dłuższego czasu zajmowała się jego wychowaniem, lecz resocjalizacja była chyba w jego przypadku rzeczą niemożliwą. Kobieta westchnęła, nie zależnie od tego, jak bardzo się starała i jakich metod używała, po prostu nie była w stanie wybić mu niektórych psot z głowy. Choć ciężko było podpalanie nazwać psotą... Jednak nie miała co teraz tego roztrząsać.
Szybko wyjęła z kufra jakąś lekką sukienkę w miłym dla oka, błękitnym kolorze i założyła na siebie. Zaplotła włosy w długi warkocz, odrzuciła go na plecy, wsunęła nogi w buty i przypięła pas ze sztyletem. Większość osób uważała ją za śliczną dziewkę. Długie blond włosy, błękitne oczy, ładna i rumiana buźka, kilka uroczych piegów na nosie, zgrabne ciało dojrzałej kobiety, na które składał się przykuwający spojrzenie pokaźny biust oraz kształtna dupcia. Była dość wysoką i postawną osobą, nie należała do tych biednych i bezbronnych panienek, które trzeba było bronić, sama sobie doskonale radziła w każdej sytuacji.
Życie nauczyło ją, by być zawsze przygotowaną i zdaną wyłącznie na siebie. Różne wypadki i przewrotny los sprawiły, iż niewielu rzeczy się boi, jest silna i odporna zarówno fizycznie jak i psychicznie. Choć tego na pierwszy rzut oka nie widać, nieraz komuś przez łeb kosturem czy jakimś wiadrem przywaliła.
Do ludzi... podchodzi ostrożnie i z dystansem. Zła sława jej braciszka sprawiła, że często musieli zmieniać miejsce zamieszkania, a większość mieszczan czy wieśniaków zwyczajnie zawsze od nich stroniła. Mawiali, iż w Veikko siedzi jakieś zło i unikali kontaktu zarówno z małym, jak i z nią. Kobieta w końcu przywykła do tego wyalienowania i samotności, nawet nie ma o to do brata żalu. Czasem jest jej tylko trochę ciężko, gdy musi zasypiać i budzić się sama, choć mówiąc szczerze... nie zasmakowała jeszcze przyjemności z bycia z mężczyzną. Trochę krępuje ją fakt, iż w wieku 25 lat nadal jest dziewicą, ale znosi to dzielnie, w milczeniu.
Historia:
Z początku wiodła spokojne, dość ciężkie, ale szczęśliwe życie. Matka była znachorką, ojciec żołnierzem i może nie należeli do osób bardzo bogatych, mieli siebie i to im wystarczało. Gdy Esther miała jakieś osiem lat, na świecie pojawił się jej młodszy brat, Veikko. Zapowiadał się na żywiołowego chłopca, ciągle mu były psoty w głowie, ale i tak szybko stał się oczkiem w głowie rodziny. Nie, nie była o niego zazdrosna, sama długo czekała na braciszka czy siostrzyczkę i nie odstępowała go nawet na krok. Od matki uczyła się sekretów uzdrowicieli, od ojca liznęła nieco z walki sztyletem i posługiwania się łukiem, była wszak najstarszym dzieckiem.
Niedługo po tym, jak skończyła osiemnaście lat, ich ojciec wyruszył na bitwę pod Sodden, z której już nigdy nie wrócił. Była to wielka tragedia, gdyż bardzo go kochali... Matka odeszła zaraz po nim, zabrała ją zaraza, która zaatakowała ich małe miasteczko położone gdzieś w Temerii. Esther obiecała kobiecie, że zaopiekuje się młodszym bratem, nie pozwoli go skrzywdzić, dobrze wychowa i będzie o niego dbać. Cały czas stara się wywiązać z danego słowa, ale jest jej bardzo ciężko. Po tym, jak ich dom i zaraz później całe miasteczko musiały zostać spalone, Veikko zaczął się bardzo dziwnie zachowywać. Jego niezdrowa fascynacja ogniem szybko przerodziła się w piromanię i co chwilę zmuszeni byli zmieniać swoje miejsce zamieszkania. Aktualnie starają się dotrzeć do Redanii, gdyż ponoć mają tam ciotkę, siostrę ich matki. Esther nie wie tego na pewno, jednak jest to dla niej i brata jakaś szansa na normalne życie.
Cechy:
Esther jest kobietą silną, niezależną, odważną i zdecydowaną. Rzadko się waha, zazwyczaj doskonale wie, czego chce. Nie pozwala, by ktoś obrażał ją lub źle mówił o jej rodzinie, jeśli trzeba, to głupie teksty wybije komuś ze łba kijem bądź cegłą. Jest cicha, skryta, niedostępna, lecz pod przykrywką swego zachowania jest osobą bardzo spokojną, otwartą i o dobrym sercu.
Nie boi się ciężkiej fizycznej pracy, sama nosi wiadra z wodą, rąbie drewno na opał, zajmuje się jakimiś drobnymi naprawami w domu i jeśli trzeba, robi o wiele więcej i zawsze uparcie sama.
Nie jest uprzedzona do nie-ludzi czy jakichkolwiek profesji, zbyt dużo doświadczyła przykrości, by samej zachowywać się w taki sposób. "Nie czyń drugiemu tego, co tobie niemiłe" - powtarzała jej matka i Esther wzięła sobie jej słowa głęboko do serca. Nie oznacza to oczywiście, że od razu zacznie się przyjaźnić z jakimś elfem czy zacznie prawić komplementy czarodziejowi, po prostu nie będzie rzucać wyzwiskami, ani też ostentacyjnie unikać obecności takowych osób...
Ekwipunek:
Zawsze posiada przy sobie trzy sukienki na zmianę, dwie pary spodni do pracy, dwie koszule, kamizelkę, ciepłą kurtkę i bieliznę, do tego solidne skórzane rękawiczki, wysokie buty i letnie trzewiki. Takie rzeczy typu szczotka do włosów i inne kobiece przybory, szorstką szmatkę do mycia i mydło z kasztanów. Może jest osobą prostą, ale zawsze w miarę możliwości stara się dbać o siebie i swoją higienę, powiedzmy, że myje się zawsze raz na te trzy dni, jak ma okazję, to nawet co drugi dzień. Gruby koc, śpiwór, dwa garnki, dwie miski i dwa talerze, sztućce także dla dwójki, dłuższy nóż - w podróży wygląda ze swoim plecakiem jak juczny muł i choć wszystko zdaje się być bardzo ciężkie, ona raczej nie ma problemów z noszeniem tego wszystkiego. W ręce zazwyczaj ma kostur lub jakiś inny długi kij.
Umiejętności:
Jak na kobietę, opiekunkę domowego ogniska, przystało, umie gotować, szyć, wykonywać wszelkie drobne prace i naprawy w domu, opiekować się bydłem i drobiem, zna się na uprawie roślin, umie rozpoznawać zioła, warzyć z nich jakieś medykamenty, opatrywać rany, nastawiać złamane kości, zszywać rany... Zna się też trochę na polowaniu i nawet całkiem sprawnie operuje łukiem oraz sztyletem. No i umie się obronić, co dla kobiety bez mężczyzny jest przydatną rzeczą. Ma całkiem miły głos, umie grać na małej harfie i zna kilka ballad, w tym dwie o Białym Wilku, także dwie prawiące o czarodziejach i czarodziejkach, jedną o Sodden... oraz kilka wesołych przyśpiewek. Umie czytać i pisać, choć nie robi tego płynnie, spokojnie liczy do pięćdziesięciu, potem zaczyna się zastanawiać.
Spłodził największe potwory - wielkiego wilka Fenrira, węża Midgardsorma i boginię umarłych Hel.
Nordycka Zielona Lewica

Nordycka Zielona Lewica


-
- Bosman
- Posty: 1784
- Rejestracja: niedziela, 28 maja 2006, 19:31
- Numer GG: 0
- Lokalizacja: A co Cię to obchodzi? :P
Re: Chędożona Kompania [Wiedźmak wiedźminem też zwany]
Karta poszła, mam nadzieję, że się spodoba 
Wiem, że masz co czytać, więc spokojnie czekam na ocenę (tak jak pozostali).

Wiem, że masz co czytać, więc spokojnie czekam na ocenę (tak jak pozostali).
Ostatnio bardzo mało sesji się tu gra... ciekawe dlaczego?
Odnosi się wrażenie, że to forum wymiera
Ostatnio edytowano piątek, 30 luty 2012, 14:76 przez Mekow, łącznie edytowano 28 razy
Odnosi się wrażenie, że to forum wymiera

Ostatnio edytowano piątek, 30 luty 2012, 14:76 przez Mekow, łącznie edytowano 28 razy

-
- Bosman
- Posty: 2006
- Rejestracja: niedziela, 17 grudnia 2006, 11:38
- Numer GG: 0
- Lokalizacja: Nie chcesz wiedzieć... naprawdę nie chcesz wiedzieć...
Re: Chędożona Kompania [Wiedźmak wiedźminem też zwany]
Ok, pewnie to odgórna i tylko moja ocena, ale według mnie dostanie się: Ouzi, Perzyn i Mekow... no i może ktoś jeszcze.
Mekow -
Mekow -
Karty tutaj.
Grupa Nieszanowania Praw Ludzkich oraz Wspierania Bratniej Nienawiści na Tawernie
Azrael (Śmierć Wszechświatów) jest ich władcą. Wszystkie inne Śmierci są zależne od niego.
Azrael (Śmierć Wszechświatów) jest ich władcą. Wszystkie inne Śmierci są zależne od niego.

-
- Tawerniak
- Posty: 2122
- Rejestracja: poniedziałek, 3 października 2005, 13:57
- Numer GG: 5438992
- Lokalizacja: Mroczna Wieża
- Kontakt:
Re: Chędożona Kompania [Wiedźmak wiedźminem też zwany]
Żeby formalnościom stało się zadość, również w temacie rekrutacyjnym wyrażę swą chęć wzięcia udziału w sesji. Karta najprawdopodobniej dziś zostanie wstawiona.


-
- Tawerniak
- Posty: 2122
- Rejestracja: poniedziałek, 3 października 2005, 13:57
- Numer GG: 5438992
- Lokalizacja: Mroczna Wieża
- Kontakt:
Re: Chędożona Kompania [Wiedźmak wiedźminem też zwany]
Imię i pozostałe miana: Wiktor von Tvar
Rasa: Człowiek
Wiek: ok. 30 lat
Profesja: Agent specjalny
Cechy:
Ko: 1 Po: 2 Si: 1 Zm: 3 Zr: 4 Zw: 3 In: 3 Og: 1 Wo: 1
Umiejętności (9/32):
Alchemia 3
Charakteryzacja 2
Czytanie i pisanie 1
Czytanie z ruchu warg 1
Fałszowanie 1
Języki: wspólny* 2
Języki: Starsza Mowa 1
Nasłuchiwanie* 1
Rzucanie 3
Skradanie 3
Spostrzegawczość *1
Unieszkodliwianie pułapek 1
Unik* 2
Walka bronią* 3
Walka wręcz* 2
Wiedza* 1
Wiedza wywiad redański 1
Wigor* 1
Wspinaczka *2
Zbieranie informacji 1
Zimna krew 1
* - umiejętność rasowa
Osobowość:
Reputacja (4), przygoda (3), honor (2)
Przeznaczenie:
Ryzyko
Żywotność i stany zdrowia:
23 (6/12/18/23)
Wyposażenie:
Ubiór podróżny, ubiór dworski, obszerny, czarny płaszcz, ubiór roboczy (czarny kaptur, czarny kaftan, czarne szarawary, miękkie buty, z których jeden - prawy - ma ostrze w podeszwie - obrażenia zadawane kopniakiem rosną o 3k+1, ale po wysunięciu ostrza o 1 maleje Po właściciela), kilka flakoników różnych trucizn (arszenik - flakonik w mieczu, cykuta, trupie ziele), lekki miecz (w rękojeści rurka służąca do oddychania pod wodą, pozostała część rękojeści została wydrążona, mieści się w niej: mazidło do twarzy i broni, jedna z trucizn, krzesiwo oraz hubka; obrażenia k6), lina z hakiem, czarne mazidło do barwienia twarzy i ostrza broni (w mieczu), dmuchawka (obrażenia k2 + działanie dowolnej trucizny; zasięg: bliski: 0-3, średni: 3-5, daleki: 6-10), gabriel (obrażenia 2k+6; zasięg: bliski: 0-10, średni: 11-20, daleki: 21-30), krzesiwo i hubka (w mieczu), ok. 100 koron w gotówce, koń Raszyn gotowy do jazdy.
Walka:
Obrona (dystans/broń/wręcz): 2/5/5
Zbroja: brak
Broń: dmuchawka (k2), gabriel (2k+6), lekki miecz (k6)
Magia:
Obrona (czarny/modlitwy/znaki): 1/1/1
Manewry
Kombinacja ciosów
PW: 14
Kto zacz?
Świeca stojąca na biurku zamigotała w lekkim powiewie.
-Czy ktoś tutaj jest? - rzucił w przestrzeń pokoju hrabia, przerywając pisanie listu i odkładając pióro.
Przez chwilę nic się nie działo. Gdy usłyszał klaskanie prawie się przewrócił z przerażenia.
-Czujność godna podziwu. - uśmiechnęła się pod nosem postać wychodząca z cienia. - Choć może nie do końca...
Mężczyzna był wysoki i przystojny. Miał blond włosy, układające się w naturalne loki oraz jasnoniebieskie oczy. Był smukły i dobrze zbudowany. W jego sposobie bycia było coś tajemniczego.
-Skąd się pan tutaj wziął, do licha?! - wykrzyknął oburzony możnowładca.
-Nie spodziewał się mnie tutaj waćpan? Zresztą czemu ja się dziwię, nikt się nie spodziewał. - tajny agent Dijkstry całkiem swobodnie usiadł na kancie biurka hrabiego. - Ah, przestańże robić taką wystraszoną minę. Miałbym waćpana teraz zabić? Po co? Przecież sam się mordujesz od miesiąca...
Wielmoży nie był w stanie wydobyć z siebie słowa.
-Kolejny napad duszności? Czyżby hrabia był zbyt skąpy dla tego konowała? Nawet student medycyny wskazałby przyczynę tego zatrucia! - wybuchnął perlistym śmiechem Wiktor.
-Jak śmiesz... - wycedził przez zęby hrabia. - Straże!
Brak reakcji.
-Straże, straże! - wołał, coraz rozpaczliwiej.
Tymczasem truciciel zaśmiewał się w najlepsze.
-Wszyscy śpią, drogi waćpanie, nie musisz się martwić. Na hrabiego miejscu zająłbym się własnym zdrowiem. Choć właściwie sprawa jest przesądzona.
Mężczyzna przez moment uniósł się w fotelu, ale zaraz opadł ciężko z powrotem.
-Ale kiedy? Jak? - zapytał, jakby wciąż niedowierzając.
-Wie pan, hrabio, nie należę do tych prostaków, którzy podają truciznę do wina. Trupie ziele wymaga finezji... Uzyskujemy z niego trzy nieszkodliwe składniki. Dwa były w przyprawach. Najśmieszniejszy jest trzeci. Pamiętasz dziwny smak szminki tej Różyczki z Czerwonego Młyna? Ona też nie wiedziała co robi. - roześmiał się ponownie. - No, ale miło się gawędziło. Obowiązki wzywają.
Wiktor podszedł do okna.
-Byłbym zapomniał: każ ogrodnikom przyciąć bluszcz pod murami. Strasznie kolczasty. Po prostu nie daje się chodzić po ścianach. - mrugnął okiem, po czym zupełnie niefrasobliwie zszedł na dół i opuścił teren pałacu.
Ogólna historia: Wiktor pochodził z zamożnej rodziny arystokartycznej. Oczywiście cały majątek jego ojciec zdobył podczas tajnej służby na redańskim dworze, gdzie zasłużył się w okresie tuż po rebelii Falki.
Wychowywał się w Tretogorze, gdzie uczył się między innymi alchemii, Starszej Mowy oraz walki mieczem. Zdobył wykształcenie uniwersyteckie. Z przymusu "tradycji rodzinnej" został wcielony do służb specjalnych, gdzie odbył szkolenie. Dość szybko zdobył pozycję zaufanego agenta, działającego bezpośrednio pod władzą Sigismunda Dijkstry. Obecnie co jakiś czas jest przydzielany do nowych działań, gdzie potrzeba sprytu i utrzymania tajemnicy.
Kilka pozostałych cech, charakter i usposobienie: Wiktor jest kimś w rodzaju Jamesa Bonda. Tajemniczy, a zarazem obdarzony poczuciem humoru. Jest zmienny jak woda, potrafi dopasować się do każdej sytuacji, a także wtopić się w tłum tak, że nikt go nie dojrzy. Jest bardzo przystojny, ma powodzenie u kobiet, co często wykorzystuje. Poza tym raczej ceni sobie prywatność, dlatego wynajmuje w karczmach osobny pokój.
EDIT: Dodałem inne cechy, charakter i usposobienie.
Rasa: Człowiek
Wiek: ok. 30 lat
Profesja: Agent specjalny
Cechy:
Ko: 1 Po: 2 Si: 1 Zm: 3 Zr: 4 Zw: 3 In: 3 Og: 1 Wo: 1
Umiejętności (9/32):
Alchemia 3
Charakteryzacja 2
Czytanie i pisanie 1
Czytanie z ruchu warg 1
Fałszowanie 1
Języki: wspólny* 2
Języki: Starsza Mowa 1
Nasłuchiwanie* 1
Rzucanie 3
Skradanie 3
Spostrzegawczość *1
Unieszkodliwianie pułapek 1
Unik* 2
Walka bronią* 3
Walka wręcz* 2
Wiedza* 1
Wiedza wywiad redański 1
Wigor* 1
Wspinaczka *2
Zbieranie informacji 1
Zimna krew 1
* - umiejętność rasowa
Osobowość:
Reputacja (4), przygoda (3), honor (2)
Przeznaczenie:
Ryzyko
Żywotność i stany zdrowia:
23 (6/12/18/23)
Wyposażenie:
Ubiór podróżny, ubiór dworski, obszerny, czarny płaszcz, ubiór roboczy (czarny kaptur, czarny kaftan, czarne szarawary, miękkie buty, z których jeden - prawy - ma ostrze w podeszwie - obrażenia zadawane kopniakiem rosną o 3k+1, ale po wysunięciu ostrza o 1 maleje Po właściciela), kilka flakoników różnych trucizn (arszenik - flakonik w mieczu, cykuta, trupie ziele), lekki miecz (w rękojeści rurka służąca do oddychania pod wodą, pozostała część rękojeści została wydrążona, mieści się w niej: mazidło do twarzy i broni, jedna z trucizn, krzesiwo oraz hubka; obrażenia k6), lina z hakiem, czarne mazidło do barwienia twarzy i ostrza broni (w mieczu), dmuchawka (obrażenia k2 + działanie dowolnej trucizny; zasięg: bliski: 0-3, średni: 3-5, daleki: 6-10), gabriel (obrażenia 2k+6; zasięg: bliski: 0-10, średni: 11-20, daleki: 21-30), krzesiwo i hubka (w mieczu), ok. 100 koron w gotówce, koń Raszyn gotowy do jazdy.
Walka:
Obrona (dystans/broń/wręcz): 2/5/5
Zbroja: brak
Broń: dmuchawka (k2), gabriel (2k+6), lekki miecz (k6)
Magia:
Obrona (czarny/modlitwy/znaki): 1/1/1
Manewry
Kombinacja ciosów
PW: 14
Kto zacz?
Świeca stojąca na biurku zamigotała w lekkim powiewie.
-Czy ktoś tutaj jest? - rzucił w przestrzeń pokoju hrabia, przerywając pisanie listu i odkładając pióro.
Przez chwilę nic się nie działo. Gdy usłyszał klaskanie prawie się przewrócił z przerażenia.
-Czujność godna podziwu. - uśmiechnęła się pod nosem postać wychodząca z cienia. - Choć może nie do końca...
Mężczyzna był wysoki i przystojny. Miał blond włosy, układające się w naturalne loki oraz jasnoniebieskie oczy. Był smukły i dobrze zbudowany. W jego sposobie bycia było coś tajemniczego.
-Skąd się pan tutaj wziął, do licha?! - wykrzyknął oburzony możnowładca.
-Nie spodziewał się mnie tutaj waćpan? Zresztą czemu ja się dziwię, nikt się nie spodziewał. - tajny agent Dijkstry całkiem swobodnie usiadł na kancie biurka hrabiego. - Ah, przestańże robić taką wystraszoną minę. Miałbym waćpana teraz zabić? Po co? Przecież sam się mordujesz od miesiąca...
Wielmoży nie był w stanie wydobyć z siebie słowa.
-Kolejny napad duszności? Czyżby hrabia był zbyt skąpy dla tego konowała? Nawet student medycyny wskazałby przyczynę tego zatrucia! - wybuchnął perlistym śmiechem Wiktor.
-Jak śmiesz... - wycedził przez zęby hrabia. - Straże!
Brak reakcji.
-Straże, straże! - wołał, coraz rozpaczliwiej.
Tymczasem truciciel zaśmiewał się w najlepsze.
-Wszyscy śpią, drogi waćpanie, nie musisz się martwić. Na hrabiego miejscu zająłbym się własnym zdrowiem. Choć właściwie sprawa jest przesądzona.
Mężczyzna przez moment uniósł się w fotelu, ale zaraz opadł ciężko z powrotem.
-Ale kiedy? Jak? - zapytał, jakby wciąż niedowierzając.
-Wie pan, hrabio, nie należę do tych prostaków, którzy podają truciznę do wina. Trupie ziele wymaga finezji... Uzyskujemy z niego trzy nieszkodliwe składniki. Dwa były w przyprawach. Najśmieszniejszy jest trzeci. Pamiętasz dziwny smak szminki tej Różyczki z Czerwonego Młyna? Ona też nie wiedziała co robi. - roześmiał się ponownie. - No, ale miło się gawędziło. Obowiązki wzywają.
Wiktor podszedł do okna.
-Byłbym zapomniał: każ ogrodnikom przyciąć bluszcz pod murami. Strasznie kolczasty. Po prostu nie daje się chodzić po ścianach. - mrugnął okiem, po czym zupełnie niefrasobliwie zszedł na dół i opuścił teren pałacu.
Ogólna historia: Wiktor pochodził z zamożnej rodziny arystokartycznej. Oczywiście cały majątek jego ojciec zdobył podczas tajnej służby na redańskim dworze, gdzie zasłużył się w okresie tuż po rebelii Falki.
Wychowywał się w Tretogorze, gdzie uczył się między innymi alchemii, Starszej Mowy oraz walki mieczem. Zdobył wykształcenie uniwersyteckie. Z przymusu "tradycji rodzinnej" został wcielony do służb specjalnych, gdzie odbył szkolenie. Dość szybko zdobył pozycję zaufanego agenta, działającego bezpośrednio pod władzą Sigismunda Dijkstry. Obecnie co jakiś czas jest przydzielany do nowych działań, gdzie potrzeba sprytu i utrzymania tajemnicy.
Kilka pozostałych cech, charakter i usposobienie: Wiktor jest kimś w rodzaju Jamesa Bonda. Tajemniczy, a zarazem obdarzony poczuciem humoru. Jest zmienny jak woda, potrafi dopasować się do każdej sytuacji, a także wtopić się w tłum tak, że nikt go nie dojrzy. Jest bardzo przystojny, ma powodzenie u kobiet, co często wykorzystuje. Poza tym raczej ceni sobie prywatność, dlatego wynajmuje w karczmach osobny pokój.
EDIT: Dodałem inne cechy, charakter i usposobienie.
Ostatnio zmieniony środa, 14 listopada 2007, 06:21 przez Epyon, łącznie zmieniany 1 raz.


-
- Mat
- Posty: 440
- Rejestracja: piątek, 2 lutego 2007, 10:58
- Numer GG: 0
Re: Chędożona Kompania [Wiedźmak wiedźminem też zwany]
Karty są... ciekawe. Ale martwi mnie to, że nie ma tu ani jednego Krasnoluda, czy elfa. Nie ma ani jednego Rycerzyka, czy snobistycznego czarodzieja. Ehhh... czekam na dalsze karty. Rekrutację zakończę... chyba w piątek
EDIT: To storrytelling. Dajcie spokój z tą mechaniką
EDIT: To storrytelling. Dajcie spokój z tą mechaniką
Rób swoje! rób swoje! A szczęście będzie twoje!
Bo życie to nie bajka! Nie głaszcze cię po jajkach!
Nie tłumacz się. Przyjaciele zrozumieją.
Wrogowie i tak nie uwierzą.
Bo życie to nie bajka! Nie głaszcze cię po jajkach!
Nie tłumacz się. Przyjaciele zrozumieją.
Wrogowie i tak nie uwierzą.
