[CrossWar:AvPvT] Rasa Dominująca

-
- Bombardier
- Posty: 827
- Rejestracja: piątek, 13 kwietnia 2007, 17:04
- Numer GG: 1074973
- Lokalizacja: Sandland
[CrossWar:AvPvT] Rasa Dominująca
-Church pośpiesz się… ku**a nienawidzę chłodu
Odgłosy nieudolnej pracy elektryka rozdzierały przytłaczające echo pozostawionej w ciemnościach siłowni, drzwi rozsunęły się buchając chłodnym powietrzem do wewnątrz. Jedna z osób najprawdopodobniej elektryk kuśtykała oparta na ramieniu towarzysza, ten natychmiast sięgnął po swój karabin pulsacyjny (strzelba impulsowa M-41A) i rozjaśnił półmrok latarką nasadową.
Zabrało im chwilę upewnienie się czy nic na nich nie czyha.
-Dalej Shane czyżbyś bał się ciemności? powiedział elektryk. Z oddali korytarza, w którym stali rozbrzmiał niesiony echem tłumiony wrzask. Wrzask ofiary przepowiadający nieuchronną śmierć, ostatni dźwięk, jaki wydaje istota świadoma zbliżającej się zguby, błagalny odgłos urwanego słowa (jaki to często gościł w świątyniach, co bardziej konserwatywnych religii fundamentalnych), po którym nastąpił huk upadających patelni i garnków. Echo wskazywało, iż pomieszczenie nie było daleko, a świadczyć to mogło tylko jedno.
-Dotarli do mesy, myślisz że to był Bryan?
-Nie, to jego kot –powiedział ironicznie Shane- Mówiłem żeby szedł z nami… lunatyk.
Zamknęli za sobą drzwi. Doszli do schodów, stukając butami po klatce, przywarli do poręczy patrząc wzwyż. Ponad czternaście pięter wyżej zobaczyli szparę, z której mała smuga światła padała na poręcz zerwanych schodów na wysokości dziesiątego poziomu.
-Szlag… –Shane
-Shane… popatrz tam –Pokierował go dłonią Church. Shane poświecił na wprost nich po przeciwnej stronie pomieszczenia, z jakieś dwadzieścia metrów tuż za przysłaniającym generatorem, znajdował się szyb windy. Na twarzy Shana pojawił się grymas radości.
-Wiedziałem, wiedziałem, wiedziałem, wiedziałem! –zaczął nieudolnie tańczyć wraz z oszołomionym Churchem trzymającym się jego boku niczym lwiątko sutka lwicy, nieomal wypadli przy mocniejszym piruecie Shana.
-Dobra, dosyć tego dobrego, wiem że się cieszysz, ale nie wiemy czy działa
Podczas gdy para starała się nie wywalić z radości na schodach, kolejnych piętrach, kierując się ku głębinie ciemnej siłowni, przy drzwiach korytarza, z którego wyszli coś szybko i licznie stukało o podłogę i ściany, po czym przestało.
Przez małą szczelinę odbijającego się o metaliczne ściany solidnie zaryglowanych drzwi hydraulicznych, światła przeleciała mała chmurka dymku, niecierpliwego prychnięcia istoty tropiącej przyszłe żarło.
-Słyszałeś?
-Co?
-Nie wiem, jak by… nie wiem, staraj się nie uderzać moją noga o poręcz na zakrętach
Na samym dole czekał ich niemały zawód. Church i Shane ujrzeli grupę Marines rozstrzelanych niczym kaczki na małym wysuwany lądowisku tuż przy szybie windy, który ostatecznie został przysłonięty i odcięty zrzuconymi skrzyniami sprzętu najwyraźniej przez nich osłanianego, za którym także i oni starali się skryć, niestety z niepowodzeniem. Po wyraźnym wypalonym pojemniku z gazem na środku lądowiska, wybuch a raczej fala uderzeniowa posunęła ułożone pionowo skrzynie na kryjącego się za nimi od strony windy jednego z Marines, co przyczyniło się do jego drastycznej i nagłej śmierci. Jednak większość zwłok, na co wskazywały ślady, sugerują śmierć wynikłą z innych względów. Z początku oświetlając zwłoki wydawały się to szczątki po wybuchu, które zbiegiem okoliczności zawsze trafiały w okolicach karku, przy dokładnym przyjrzeniu się, Shane uznał iż umarli oni w skutek postrzelenia, dziwną amunicją. Długa smuga, już zaschniętej posoki ciągnęła się wzdłuż toru korytarza odchodzącego od windy, a na samym końcu tuż koło mrugającej konsoli leżał wykrwawiony Marines ze snajperską.
W ciemności zabrzmiał głos Churcha.
-Ofelia?
Nagle dość sporej budowy drzwi hydrauliczne rozsunęły się opiewając jasnością bohaterów. Church był czarnoskórym, mężczyzną w średnim wieku, o wątłej budowie, jego posklejane maziom dredy rzucały się w oczy, sądząc po ubiorze pracował jako elektryk/mechanik, jego lewa noga była oderwana, jako iż nie cierpiał zbytnio z tego powodu, noga ta już od dłuższego czasu była zastygłym kikutem.
Shane natomiast był siwym nisko przystrzyżonym, masywnie zbudowanym mężczyzną o jasnej cerze, miał na sobie oplutą krwią kamizelkę kuloodporną, karabin pulsacyjny w lewej dłoni, zawieszony paskiem na barku, militarna karnacja wskazywała na strażnika bądź żołnierza, cała jego romboidalna średnio ogolona broda (wraz z ustami) pokryta była gęstą krwią gdzieniegdzie już zastygłą, jego ubiór był cały spocony.
Doprawdy mieli za sobą kawał nieprzyjemnych doświadczeń, sala sąsiadująca z siłownią, do której wkroczyli była jakimś laboratorium. Wszędzie pełno probówek i akwariów, a także komór kriogenicznych.
-Church, czy to nie ci zaginieni z transportu sprzed czterech miesięcy?
-Rzeczywiście i patrz. Funkcje życiowe stabilne..
Z siłowni zaczęły dobiegać monotonnie powtarzające się uderzenia. Para wymieniła się spojżeniem.
-To, co? Budzimy?
-…wojskowi
-To, czemu by ich porywali? Bądź człowiekiem, zostawiłbyś ich?
Uderzenia nasiliły się wbrew możliwością akustycznym Sali. Popatrzyli w głąb ciemnej siłowni.
-Długo nim nie będę, jeśli się nie pośpieszymy... no dalej – zakończył Shane
-Ofelia!...
Diody przy komputerze laboratoryjnym zaświeciły się, po paru trzaskach zapalił się monitor.
----------------------------------------------------------------------------------------------
CrossWar: Aliens versus Predator versus the Terminator
RASA DOMINUJĄCA
W tym miejscu przystępujecie do opisywania swojej postaci, będzie to gra ściśle survival zespołowa, więc wasze przyszłe losy pokładam we wzajemnym team worku. Wcielacie się w zespół uprowadzonych z niewiadomego powodu zespołu U.S. Colonial Marines. Ostatnie, co pamiętacie to cel misji wsparcia na planecie więziennej Fiorina Fury 161, ostania odwiedzana stacja GATEWAY. O obcych możecie, co najwyżej przeczytać z raportów wariatki ocalonej z Nostromo z szmat czasu w przeszłości, o ile ktoś jest molem książkowym i lubi spędzać całe dnie na przeglądaniu starych akt, tacy sami fani literatury mogli doczytać się w gazetach nieprzyjemnych wiadomości o wypadkach firmy Skytech (zajmującej się mechatroniką) i ich incydentami ze sztuczną AI starającą się zabić swego twórcę, oczywiście przed odlotem na stację GATEWAY. I to tyle, jako iż jesteście zgranym zespołem U.S. Colonial Marines sprawującym porządek w koloniach i nie tylko, sami opisujecie relacje między sobą wplatając to w zwięzły opis biograficzny, każdy z was ma możliwość edycji karty (głównie biografii) tyle razy ilu znajdować się będzie kart postaci. Jako iż bywam na tawernie często update będzie pojawiał się w przypadku odpisania wszystkich gracy na poprzedni, nie wiem ile potrwa rekrutacja. Odwlekanie odpisu na update może trwać najwyżej dwa dni, czyli standard.
Karta postaci
Godność:
Ranga:
Specjalizacja:
Wiek:
Płeć:
Miejsce urodzenia:
Rasa: (metys, mulat, zambo itp. /skóra i typ urody)
Wizerunek:
Biografia:
To, co cenie sobie w filmach A/P/T to klimat, który został kompletnie zniszczony w filmie kinowym AvP. Kładę duży nacisk na tajemniczość oraz pierwsze spotkania, nie obędzie się także bez skoków adrenaliny, nie będzie to sesja, w której idąc na wojnę nie liczysz się ze śmiercią, tu nie oszczędzę graczy obcięciem nogi czy ręki, strata połowy twarzy przez głupotę, ale i będę nagradzać za pomysłowość i wczucie się w klimat, a nagrodami będą odpowiedzi na tajemnice, oraz jakieś ciekawe scenki w przypadku interakcji z otoczeniem. Już po pierwszym upku powinniście czuć motyw odosobnienia, śmierci zaglądającej wam w oczy, nieustanny strach i terror, wraz z odkrywaniem tajemnic. Włożę w tą sesję całą moją wiedzą o świecie A/P/T zatem znajdziecie w nim nie skromne informacje o dziwnych powiązaniach korporacji Skytechu oraz Weylanda Yutani.
Odgłosy nieudolnej pracy elektryka rozdzierały przytłaczające echo pozostawionej w ciemnościach siłowni, drzwi rozsunęły się buchając chłodnym powietrzem do wewnątrz. Jedna z osób najprawdopodobniej elektryk kuśtykała oparta na ramieniu towarzysza, ten natychmiast sięgnął po swój karabin pulsacyjny (strzelba impulsowa M-41A) i rozjaśnił półmrok latarką nasadową.
Zabrało im chwilę upewnienie się czy nic na nich nie czyha.
-Dalej Shane czyżbyś bał się ciemności? powiedział elektryk. Z oddali korytarza, w którym stali rozbrzmiał niesiony echem tłumiony wrzask. Wrzask ofiary przepowiadający nieuchronną śmierć, ostatni dźwięk, jaki wydaje istota świadoma zbliżającej się zguby, błagalny odgłos urwanego słowa (jaki to często gościł w świątyniach, co bardziej konserwatywnych religii fundamentalnych), po którym nastąpił huk upadających patelni i garnków. Echo wskazywało, iż pomieszczenie nie było daleko, a świadczyć to mogło tylko jedno.
-Dotarli do mesy, myślisz że to był Bryan?
-Nie, to jego kot –powiedział ironicznie Shane- Mówiłem żeby szedł z nami… lunatyk.
Zamknęli za sobą drzwi. Doszli do schodów, stukając butami po klatce, przywarli do poręczy patrząc wzwyż. Ponad czternaście pięter wyżej zobaczyli szparę, z której mała smuga światła padała na poręcz zerwanych schodów na wysokości dziesiątego poziomu.
-Szlag… –Shane
-Shane… popatrz tam –Pokierował go dłonią Church. Shane poświecił na wprost nich po przeciwnej stronie pomieszczenia, z jakieś dwadzieścia metrów tuż za przysłaniającym generatorem, znajdował się szyb windy. Na twarzy Shana pojawił się grymas radości.
-Wiedziałem, wiedziałem, wiedziałem, wiedziałem! –zaczął nieudolnie tańczyć wraz z oszołomionym Churchem trzymającym się jego boku niczym lwiątko sutka lwicy, nieomal wypadli przy mocniejszym piruecie Shana.
-Dobra, dosyć tego dobrego, wiem że się cieszysz, ale nie wiemy czy działa
Podczas gdy para starała się nie wywalić z radości na schodach, kolejnych piętrach, kierując się ku głębinie ciemnej siłowni, przy drzwiach korytarza, z którego wyszli coś szybko i licznie stukało o podłogę i ściany, po czym przestało.
Przez małą szczelinę odbijającego się o metaliczne ściany solidnie zaryglowanych drzwi hydraulicznych, światła przeleciała mała chmurka dymku, niecierpliwego prychnięcia istoty tropiącej przyszłe żarło.
-Słyszałeś?
-Co?
-Nie wiem, jak by… nie wiem, staraj się nie uderzać moją noga o poręcz na zakrętach
Na samym dole czekał ich niemały zawód. Church i Shane ujrzeli grupę Marines rozstrzelanych niczym kaczki na małym wysuwany lądowisku tuż przy szybie windy, który ostatecznie został przysłonięty i odcięty zrzuconymi skrzyniami sprzętu najwyraźniej przez nich osłanianego, za którym także i oni starali się skryć, niestety z niepowodzeniem. Po wyraźnym wypalonym pojemniku z gazem na środku lądowiska, wybuch a raczej fala uderzeniowa posunęła ułożone pionowo skrzynie na kryjącego się za nimi od strony windy jednego z Marines, co przyczyniło się do jego drastycznej i nagłej śmierci. Jednak większość zwłok, na co wskazywały ślady, sugerują śmierć wynikłą z innych względów. Z początku oświetlając zwłoki wydawały się to szczątki po wybuchu, które zbiegiem okoliczności zawsze trafiały w okolicach karku, przy dokładnym przyjrzeniu się, Shane uznał iż umarli oni w skutek postrzelenia, dziwną amunicją. Długa smuga, już zaschniętej posoki ciągnęła się wzdłuż toru korytarza odchodzącego od windy, a na samym końcu tuż koło mrugającej konsoli leżał wykrwawiony Marines ze snajperską.
W ciemności zabrzmiał głos Churcha.
-Ofelia?
Nagle dość sporej budowy drzwi hydrauliczne rozsunęły się opiewając jasnością bohaterów. Church był czarnoskórym, mężczyzną w średnim wieku, o wątłej budowie, jego posklejane maziom dredy rzucały się w oczy, sądząc po ubiorze pracował jako elektryk/mechanik, jego lewa noga była oderwana, jako iż nie cierpiał zbytnio z tego powodu, noga ta już od dłuższego czasu była zastygłym kikutem.
Shane natomiast był siwym nisko przystrzyżonym, masywnie zbudowanym mężczyzną o jasnej cerze, miał na sobie oplutą krwią kamizelkę kuloodporną, karabin pulsacyjny w lewej dłoni, zawieszony paskiem na barku, militarna karnacja wskazywała na strażnika bądź żołnierza, cała jego romboidalna średnio ogolona broda (wraz z ustami) pokryta była gęstą krwią gdzieniegdzie już zastygłą, jego ubiór był cały spocony.
Doprawdy mieli za sobą kawał nieprzyjemnych doświadczeń, sala sąsiadująca z siłownią, do której wkroczyli była jakimś laboratorium. Wszędzie pełno probówek i akwariów, a także komór kriogenicznych.
-Church, czy to nie ci zaginieni z transportu sprzed czterech miesięcy?
-Rzeczywiście i patrz. Funkcje życiowe stabilne..
Z siłowni zaczęły dobiegać monotonnie powtarzające się uderzenia. Para wymieniła się spojżeniem.
-To, co? Budzimy?
-…wojskowi
-To, czemu by ich porywali? Bądź człowiekiem, zostawiłbyś ich?
Uderzenia nasiliły się wbrew możliwością akustycznym Sali. Popatrzyli w głąb ciemnej siłowni.
-Długo nim nie będę, jeśli się nie pośpieszymy... no dalej – zakończył Shane
-Ofelia!...
Diody przy komputerze laboratoryjnym zaświeciły się, po paru trzaskach zapalił się monitor.
----------------------------------------------------------------------------------------------
CrossWar: Aliens versus Predator versus the Terminator
RASA DOMINUJĄCA
W tym miejscu przystępujecie do opisywania swojej postaci, będzie to gra ściśle survival zespołowa, więc wasze przyszłe losy pokładam we wzajemnym team worku. Wcielacie się w zespół uprowadzonych z niewiadomego powodu zespołu U.S. Colonial Marines. Ostatnie, co pamiętacie to cel misji wsparcia na planecie więziennej Fiorina Fury 161, ostania odwiedzana stacja GATEWAY. O obcych możecie, co najwyżej przeczytać z raportów wariatki ocalonej z Nostromo z szmat czasu w przeszłości, o ile ktoś jest molem książkowym i lubi spędzać całe dnie na przeglądaniu starych akt, tacy sami fani literatury mogli doczytać się w gazetach nieprzyjemnych wiadomości o wypadkach firmy Skytech (zajmującej się mechatroniką) i ich incydentami ze sztuczną AI starającą się zabić swego twórcę, oczywiście przed odlotem na stację GATEWAY. I to tyle, jako iż jesteście zgranym zespołem U.S. Colonial Marines sprawującym porządek w koloniach i nie tylko, sami opisujecie relacje między sobą wplatając to w zwięzły opis biograficzny, każdy z was ma możliwość edycji karty (głównie biografii) tyle razy ilu znajdować się będzie kart postaci. Jako iż bywam na tawernie często update będzie pojawiał się w przypadku odpisania wszystkich gracy na poprzedni, nie wiem ile potrwa rekrutacja. Odwlekanie odpisu na update może trwać najwyżej dwa dni, czyli standard.
Karta postaci
Godność:
Ranga:
Specjalizacja:
Wiek:
Płeć:
Miejsce urodzenia:
Rasa: (metys, mulat, zambo itp. /skóra i typ urody)
Wizerunek:
Biografia:
To, co cenie sobie w filmach A/P/T to klimat, który został kompletnie zniszczony w filmie kinowym AvP. Kładę duży nacisk na tajemniczość oraz pierwsze spotkania, nie obędzie się także bez skoków adrenaliny, nie będzie to sesja, w której idąc na wojnę nie liczysz się ze śmiercią, tu nie oszczędzę graczy obcięciem nogi czy ręki, strata połowy twarzy przez głupotę, ale i będę nagradzać za pomysłowość i wczucie się w klimat, a nagrodami będą odpowiedzi na tajemnice, oraz jakieś ciekawe scenki w przypadku interakcji z otoczeniem. Już po pierwszym upku powinniście czuć motyw odosobnienia, śmierci zaglądającej wam w oczy, nieustanny strach i terror, wraz z odkrywaniem tajemnic. Włożę w tą sesję całą moją wiedzą o świecie A/P/T zatem znajdziecie w nim nie skromne informacje o dziwnych powiązaniach korporacji Skytechu oraz Weylanda Yutani.

-
- Kok
- Posty: 1007
- Rejestracja: wtorek, 3 stycznia 2006, 17:37
- Numer GG: 8564458
- Lokalizacja: Z TBM
Re: [CrossWar:AvPvT] Rasa Dominująca
No cóż. Kartę zrobię później bo dopiero co wróciłem. A drużyna ma już jedną pewną osobę na miejsce medyka.
OŻESZ TY W PYTĘ WRÓCIŁEM NA FORUM
!


-
- Majtek
- Posty: 125
- Rejestracja: niedziela, 8 kwietnia 2007, 13:30
- Lokalizacja: Lublin
- Kontakt:
Re: [CrossWar:AvPvT] Rasa Dominująca
Niezły wstęp. Piszę się, karta najprawdopodobniej jutro.
Always remember that You are weak against the power of the Dark Side.

-
- Bombardier
- Posty: 639
- Rejestracja: niedziela, 1 października 2006, 17:54
- Numer GG: 10499479
- Lokalizacja: Stalowa Wola

-
- Bombardier
- Posty: 827
- Rejestracja: piątek, 13 kwietnia 2007, 17:04
- Numer GG: 1074973
- Lokalizacja: Sandland
Re: [CrossWar:AvPvT] Rasa Dominująca
Śmialo publikujcie karty, sądzę że grupa składająca się z czterech członków powinna wystarczyć. Musi się w niej znajdować przynajmniej dwoje szturmowców, przynajmniej. ,

-
- Bosman
- Posty: 2006
- Rejestracja: niedziela, 17 grudnia 2006, 11:38
- Numer GG: 0
- Lokalizacja: Nie chcesz wiedzieć... naprawdę nie chcesz wiedzieć...
Re: [CrossWar:AvPvT] Rasa Dominująca
BUUUUU, dlaczego ja nie mam czasu na tą sesje? 

Grupa Nieszanowania Praw Ludzkich oraz Wspierania Bratniej Nienawiści na Tawernie
Azrael (Śmierć Wszechświatów) jest ich władcą. Wszystkie inne Śmierci są zależne od niego.
Azrael (Śmierć Wszechświatów) jest ich władcą. Wszystkie inne Śmierci są zależne od niego.

-
- Bombardier
- Posty: 827
- Rejestracja: piątek, 13 kwietnia 2007, 17:04
- Numer GG: 1074973
- Lokalizacja: Sandland
Re: [CrossWar:AvPvT] Rasa Dominująca
Nie ma kart, nie ma sesji. Wszystko leży.

-
- Bombardier
- Posty: 639
- Rejestracja: niedziela, 1 października 2006, 17:54
- Numer GG: 10499479
- Lokalizacja: Stalowa Wola
Re: [CrossWar:AvPvT] Rasa Dominująca
Jednak muszę zrezygnowac. Goście & wyjazdy & goście & wyjazdy... szkoda 
Sesja i tak ruszy. Pomysł genialny i MG też.

Sesja i tak ruszy. Pomysł genialny i MG też.

-
- Majtek
- Posty: 125
- Rejestracja: niedziela, 8 kwietnia 2007, 13:30
- Lokalizacja: Lublin
- Kontakt:
Re: [CrossWar:AvPvT] Rasa Dominująca
Karta będzie na 100% w ten weekend.
Always remember that You are weak against the power of the Dark Side.

-
- Kok
- Posty: 1007
- Rejestracja: wtorek, 3 stycznia 2006, 17:37
- Numer GG: 8564458
- Lokalizacja: Z TBM
Re: [CrossWar:AvPvT] Rasa Dominująca
Moja tez. Wcześniej czasu nie było
OŻESZ TY W PYTĘ WRÓCIŁEM NA FORUM
!

