Dorre Kopara
Ostatnią rzeczą, jaką zobaczył Sid, były wielkie zęby w szczęce potwora, które zmiotły go z motoru. Potem była tylko ciemność.
Obudził go kopniak. Z wielkim bólem otworzył oczy. Zobaczył nad sobą nieruchomą szczękę bestii i grubszawego faceta, który przymierzał się do kolejnego kopniaka. Sid odruchowo zasłonił brzuch, ale było już za późno. Wczorajszą fasolę w puszce poczuł w gardle. W przerwach między torsjami słyszał pokrzykiwania i wyzwiska rzucane przez faceta.
- Słyszałeś sukinsynu? Nigdy, ale to nigdy nie zaczynaj z Dorre Koparą! Chodź, Kopcia, jedziemy stąd.
Po chwili głowa potwora zniknęła z pola widzenia, a Dorre odjechał, zostawiając Sida na środku pustyni. "Pieprzony robol" - pomyślał Sid, i to była jego ostatnia w miarę logiczna myśl.
Dorre urodził się w Federacji Apallachów i od dziecka przygotowywany był do swojej życiowej roli - operatora koparki. Jego ojciec był operatorem koparki, tak jak dziad i pradziad. Od dziesięcioleci jego rodzina pracowała na budowach jako operatorzy koparek. Podobno jego praprapradziad odgruzowywał World Trade Center. Mikie nie wiedział, co to jest, a ludzie, których o to pytał, stwierdzali, że zadaje głupie pytania. Tak więc Dorre kopał. Początkowo rowy odwadniające na polach, ale robił to tak sprawnie, że w wieku siedemnastu lat przeniesiono go do obsługi kopalni odkrywkowej. Tam przepracował dobre pięć lat, lądując urobek do wielkich ciężarówek. Kiedy rozpoczęła się budowa kolei NY-FA, zgłosił się na ochotnika. Był najlepszym operatorem koparki, więc jego pan zgodził się na to, wiedząc, że zaszczyty przypadną jemu, kiedy budowa się skończy.
Dorre pojechał na budowę. To było piekło. Ludzie umierali z wycieńczenia, ataki mutantów zdarzały się conajmniej trzy razy w tygodniu, a gangerzy, czując łatwy łup, napadali nie rzadziej niż mutki. Strażnicy byli kiepsko uzbrojeni, bo ich panom żal było pieniędzy na ekwipunek. Robotnicy musieli się bronić sami. Używali wszystkiego, co było pod ręką. Niektórzy mieli broń, niektórzy ją zdobyli, większość walczyła szpadlami i kilofami. Wielu zginęło, ale wielu zasłynęło też później, jako najwięksi wymiatacze na arenach całych Stanów. Ci obsługujący ciężki sprzęt byli na uprzywilejowanej pozycji. Mosi na przykład biegał z młotem pneumatycznym. Nie było na niego mocnych na bliskim dystansie. Niestety, poległ od kuli. Akron jeździł wózkiem widłowym, a ilość mutantów i gangerów nabitych na jego ostrza można było liczyć w dziesiątkach. Podobno wciąż ich nabija, ale teraz zawodowo. Największym kozakiem był jednak Dorre. Później przezwali go ´Kopara´. Jego maszyna przyniosła śmierć tylu przeciwnikom, że zaczęli się jej obawiać nawet jego kumple i pan. Dorre po prostu jeździł po placu boju, taranował zasłony, za którymi chowali się napastnicy, miażdżył ich pod gąsienicami, przygniatał łyżką, zmiatał niczym maczugą z motorów. Czasem, dla zabawy, nabierał któregoś do łyżki i podrzucał kilka minut. Gość zazwyczaj wychodził żywy z tej zabawy, ale całe kości można było policzyć na palcach jednej ręki.
Niestety, facet zarządzający całym przedsięwzięciem zaniepokoił się nie na żarty, i wysłał pismo do odpowiedniego człowieka. Tydzień później pod budowę zajechały dwa dżipy i kilka motocykli. Goście byli uzbrojeni w broń długą, a ich miny świadczyły, że nie przyjechali tu na pączki. Dorre pracował akurat przy jednym z wykopów, kiedy do niego podeszli. To, co się stało potem, wyglądało jak najlepszy film akcji. Przez kilka minut rozmawiali, ale nagle jeden z przyjezdnych wyciągnął pistolet. Tego Dorre nie zdzierżył. Koparka zaryczała, a jej ogromne ramie wyrzuciło wszystkich trzech do góry, przelecieli z piętnaście metrów i wylądowali w składzie narzędzi. Wtedy rozpętało się piekło. Ludzie na motocyklach jeździli dookoła i strzelali, a Dorre po prostu zrzucał jednego po drugim i miażdżył pod gąsienicami. Goście fruwali po kilka metrów w górę i na boki. Ci w samochodach byli mądrzejsi i najpierw rozbiegli się dookoła. Nie spodziewali się, że inni robotnicy włączą się do walki. Kiedy już leżeli, ponabijani kilofami i porąbani szpadlami, Dorre pożegnał się z kumplami, wziął narzędzia, strzelbę jednego z napastników i po prostu odjechał w swojej koparce.
Dojechał do Detroit, raju mechamaniaków. Kiedy z niesamowitym rykiem jechał ulicami miasta, ludzie na motorach i w samochodach dołączali się do kawalkady. Rozwrzeszczana i roześmiana procesja przetoczyła się wzdłuż i wszerz Detroit, aż wreszcie zatrzymała się, Kopara wyszedł i... zemdlał. Zawiedzeni imprezowicze pojechali w swoja drogę, a Dorre obudził się następnego dnia rano. Jego koparkę oglądał właśnie jakiś brodacz. Powiedział, że zna się na takich rzeczach, i z odrobiną wysiłku i talentu można z tego zrobić prawdziwą maszynkę do zabijania. Dorre tylko się uśmiechnął i zaproponował współpracę.
Dwa tygodnie później na arenę wyjechała "Kopcia". Maszyna była koparką już tyko z nazwy. Pomalowany w żółto-czerwone wzory potwór miał zamiast łyżki wielką, pneumatyczną szczękę, do której przyczepiony był ciężki łańcuch i metrowej długości ostrze. Z powolnej machiny budowlanej, "Kopcia" przerodziła się w żwawą bestię. Zmiana przełożeń w skrzyni biegów sprawiała, że prędkością dorównywała większości samochodów. Pierwsza walka była bardzo krótka. Pojazdy rywali nadawały się po niej tylko na złom, a sami rywale mogli mówić o wielkim szczęściu, gdyż skończyli tylko z połamanymi członkami. Publiczność oszalała, ludzie wdarli się na arenę, wyciągnęli Dorre z kopary i na rękach zanieśli do knajpy, z której wyszedł następnego dnia po południu. Całe Detroit zeszło się na następny pojedynek, w którym startowała "Kopcia". Zakończył się podobnie jak poprzedni, a Dorre został Królem Tygodnia. W zawrotnym tempie wspinał się po drabinie ligowej, a kiedy doszedł na szczyt, impreza trwała cały tydzień.
Niestety, podobnie jak wcześniej, Dorre przestał się podobać tym u góry. Otrzymał ofertę nie do odrzucenia. Zebrał manatki i odjechał. Podobno jeszcze tydzień po jego wyjeździe trwały zamieszki na ulicach, a wokół Detroit trwały poszukiwania. Ale Dorre był już daleko. Po raz kolejny bez domu i przyjaciół.
Tak jest do dziś. Do dziś Dorre szuka sobie miejsca, i do dziś nie może go znaleźć. Jeździ od wiochy do wiochy, oferując pomoc przy kopaniu rowów, odgruzowywaniu, a nawet w walce. A jest w tym dobry, choć drogi. Cóż, paliwo kosztuje, a "Kopcia" jest dosyć wybredna, jeśli o to chodzi. Jaki jest Dorre? Małomówny, ponury i cyniczny. Życie, choć ciekawe, bujało nim niczym huśtawką. Jednego dnia na szczycie, drugiego na dnie. Ale zdążył się już przyzwyczaić. W rozmowie jest błyskotliwy i sprytny. Nie daje się łatwo oszukać, ale jeśli spróbujesz, skończysz w szufli jego maszyny. Nie lubi oszustów, bandziorów i wszystkich ludzi tego pokroju. Często stwierdza, że "kiedy to on był w Detroit, to...", lub "jak jeszcze pracował na budowie, to...". Tęskni do starych czasów, kiedy jeszcze miał jako tako stałe zajęcie, i przyjmuje wszystkie zadania, które zapowiadają się na takie, przy których spędzi conajmniej miesiąc. Tęskni do stałości, ale wie, że już jej nie znajdzie. Często gra twardziela bez serca, ale to dobry chłopak. Jeśli nie masz nic na sumieniu, to może się nawet z nim zaprzyjaźnisz.
Z wyglądu przypomina misia. Nie jest gruby, ale jest duży i.. misiowaty. Powoli siwieje, choć nie chce się do tego przyznać. Aha, choruje na zwapnienie płuc, ale co druga osoba z FA ma tą chorobę, wiec to nic niezwykłego.
Charakterystyka:
Pochodzenie: Federacja Apallachów
Cecha: Dziedzictwo ojców (koparka - jest w naprawdę dobrym stanie)
Profesja: Wojownik Autostrady
Cecha: Drzwi w drzwi
Współczynniki:
Bud:11 Zr:12 Spr:14 Per:13 Char:10
Umiejetnośći:
Prowadzenie samochodu - 5
Pr. motocykla - 3
Pr. ciężarówek - 6
Pistolety - 4
Karabiny - 3
Kusza - 2
Mechanika - 8
Maszyny ciężkie - 14
Wozy bojowe - 6
Wyczucie kierunku - 2
Sztuczki:
Wiraż (z użyciem um. Maszyny ciężkie)
Taranowanie (jak wyżej)
Prowizorka
Rzut oka
Słoń w składzie porcelany
Mech bojowy
Precyzyjne Manewry
Choroba:
Zwapnienie płuc
Punkty sławy:
4
<postać ze strony
Neuroshima
ORG: Mikie Kopara
Przechszczony na Dorre Kopara>
może być?