[Mroczna Wieża] Prorok

-
- Mat
- Posty: 589
- Rejestracja: poniedziałek, 6 lutego 2006, 11:51
- Numer GG: 3030068
- Lokalizacja: Z ukrycia i cienia
[Mroczna Wieża] Prorok
OK, na początku parę informacji:
Sesja jest luźno oparta na serii "Mroczna Wieża", ale żeby w niej grać nie trzeba czytać owej książki. Wystarczy tylko wiedzieć, że Wieża to miejsce gdzie zbiegają się wszystkie wymiary, oraz że między poszczególnymi równoległymi światami istnieją przejścia w postaci drzwi.
Mnogość różnych światów daje wam, jako graczom niesamowite pole do popisu, jako wasze postacie mogę być wszystkim - od elfich magów, poprzez ludzi, którymi jesteście w rzeczywistości, aż do futurystycznych cyborgów.
Karty postaci wklejajcie do tematu.
Karta postaci:
- Imię postaci
- Płeć
- Wiek (W wymyślonych przez was światach czas może oczywiście płynąć zupełnie inaczej, ale tu musicie podać przybliżony wiek w naszych latach)
- Wygląd postaci
- Historia postaci (Należy uwzględnić również skąd postać dowiedziała się o Mrocznej Wieży)
- Ekwipunek (Z umiarem, bez żadnych czołgów proszę)
- Opis świata, w którym żyje postać (Parę pierwszych postów prawdopodobnie właśnie tam spędzicie, więc radziłbym opisać w miarę dokładnie)
Sesja jest luźno oparta na serii "Mroczna Wieża", ale żeby w niej grać nie trzeba czytać owej książki. Wystarczy tylko wiedzieć, że Wieża to miejsce gdzie zbiegają się wszystkie wymiary, oraz że między poszczególnymi równoległymi światami istnieją przejścia w postaci drzwi.
Mnogość różnych światów daje wam, jako graczom niesamowite pole do popisu, jako wasze postacie mogę być wszystkim - od elfich magów, poprzez ludzi, którymi jesteście w rzeczywistości, aż do futurystycznych cyborgów.
Karty postaci wklejajcie do tematu.
Karta postaci:
- Imię postaci
- Płeć
- Wiek (W wymyślonych przez was światach czas może oczywiście płynąć zupełnie inaczej, ale tu musicie podać przybliżony wiek w naszych latach)
- Wygląd postaci
- Historia postaci (Należy uwzględnić również skąd postać dowiedziała się o Mrocznej Wieży)
- Ekwipunek (Z umiarem, bez żadnych czołgów proszę)
- Opis świata, w którym żyje postać (Parę pierwszych postów prawdopodobnie właśnie tam spędzicie, więc radziłbym opisać w miarę dokładnie)
Ostatnio zmieniony środa, 19 kwietnia 2006, 08:51 przez Nyano, łącznie zmieniany 1 raz.
Bóg na Krzyżu był tylko kolejną religią, która uczyła że miłość i morderstwo są nierozłącznie związane - że w końcu Bóg zawsze pije krew

-
- Kok
- Posty: 1115
- Rejestracja: niedziela, 18 grudnia 2005, 10:53
- Numer GG: 0
- Lokalizacja: Hrubieszów
-Imię postaci: Lehron
- Płeć: M
- Wiek: 25 lat
- Wygląd postaci: Wysoki(190cm) dość szczupły i muskularny jaszczurolud. Całe jego ciało pokryte jest łuskami. Oczy ma różłte do kocich podobne. Ubrany jest w przylegający do ciała ciemny strój. Na głowie ma kaptur. Na prawą dłoń ma nałożoną metalową, mechaniczną rękawice. Na nogach ma wysokie buty z metalowymi podeszwami.
- Historia postaci: Lehron urodził się w bogatej rodzinie. Jego ojciec był biznesmanem, a matka nie pracowała. Jaszczuroczłek od dziecka chciał być żołnierzem. Kiedy mógł pujść do wojska zrobił to. Po paru latach służby odszeł z wojska i razem z przyjacielem Jerotem zajeli się kradzieżami, napadami i włamaniami. To bardziej odpowiadał im od służby w wojsku. Pewnego dnia Lehron dowiedział się od swojego zleceniodawcy który był dośc tajemniczy od wieży. Miejscu gdzie miały się niby spotykać wrota do różnych wymiarów. Od tamtego czasu jaszczuroczłek ruszył w poszukiwaniu wieży.
- Ekwipunek:
-czarny strój
-wysokie buty z metalową podeszwą
-metalowa rękawica sięgająca do łokcia kiedy naciśnie się odpowiednie przyciski na niej to wysuwają się metalowe szpony lub wysuwa się lufa z której można strzelać laserowymi pociskami.
- Opis świata: Świat jest bardziej rozwinięty od dzisiejszych czasów. Żyją wspulnie w nim różne rasy: Ludzie, elfy, krasnoludy, zwierzoludzie. Magia w tym świecie zanikła. Powszechną bronią są pistolety i karabiny laserowe choć broń biała jest też używana. Pojazdy są szybsze i bezpieczniejsze. Prawie nie dochodzi do wypadków.
Może być karta?
- Płeć: M
- Wiek: 25 lat
- Wygląd postaci: Wysoki(190cm) dość szczupły i muskularny jaszczurolud. Całe jego ciało pokryte jest łuskami. Oczy ma różłte do kocich podobne. Ubrany jest w przylegający do ciała ciemny strój. Na głowie ma kaptur. Na prawą dłoń ma nałożoną metalową, mechaniczną rękawice. Na nogach ma wysokie buty z metalowymi podeszwami.
- Historia postaci: Lehron urodził się w bogatej rodzinie. Jego ojciec był biznesmanem, a matka nie pracowała. Jaszczuroczłek od dziecka chciał być żołnierzem. Kiedy mógł pujść do wojska zrobił to. Po paru latach służby odszeł z wojska i razem z przyjacielem Jerotem zajeli się kradzieżami, napadami i włamaniami. To bardziej odpowiadał im od służby w wojsku. Pewnego dnia Lehron dowiedział się od swojego zleceniodawcy który był dośc tajemniczy od wieży. Miejscu gdzie miały się niby spotykać wrota do różnych wymiarów. Od tamtego czasu jaszczuroczłek ruszył w poszukiwaniu wieży.
- Ekwipunek:
-czarny strój
-wysokie buty z metalową podeszwą
-metalowa rękawica sięgająca do łokcia kiedy naciśnie się odpowiednie przyciski na niej to wysuwają się metalowe szpony lub wysuwa się lufa z której można strzelać laserowymi pociskami.
- Opis świata: Świat jest bardziej rozwinięty od dzisiejszych czasów. Żyją wspulnie w nim różne rasy: Ludzie, elfy, krasnoludy, zwierzoludzie. Magia w tym świecie zanikła. Powszechną bronią są pistolety i karabiny laserowe choć broń biała jest też używana. Pojazdy są szybsze i bezpieczniejsze. Prawie nie dochodzi do wypadków.
Może być karta?

-
- Tawerniak
- Posty: 1616
- Rejestracja: poniedziałek, 12 września 2005, 08:47
- Numer GG: 5879500
- Lokalizacja: Opole
- Kontakt:
Mam pytanie: można grać Magiem z Maga:Wstąpienie? (Mroczna Wieżę czytałem, więc wolę zapytać...) (N. zapewne poznasz postać z innego forum, ale trochę ją przerobiłem
)
Imię: Farion
Wiek: 24 lata
Płeć: M
Historia postaci: Historia: Wiele lat... naprawdę wiele lat trwało to dzieciństwo. Pełne bólu i pełne troski. Pełne strachu i pełne gniewu. Pełne płaczu i pełne poniżania. Czy warto o tym wspominać? Czy ważne są tamte wydarzenia? Czy przeszłość mogła zaważyć w jakikolwiek sposób na teraźniejszość? Nie wiem. Chcę to powiedzieć jedynie ze względu na matkę. Na moją kochaną mamusię... którą straciłem tak wcześnie... Czy moje życie mogło wyglądać inaczej? Pamiętam tamtej nocy, kiedy przerażony szepnąłem (- Mamo, on już wraca!) do mamy cerującej moje trzewiki, drzwi otworzyły się i pojawił się w nich on. Nigdy nie był ojcem, a co dopiero tatusiem. Był Nim - moim najgorszym koszmarem.
Noc w noc powtarzał się jeden scenariusz z jego udziałem. Noc w noc przychodził niosąc ze sobą odór alkoholu - odór rozkładu i śmierci... A potem bił. Bardzo mocno bił. Bolały mnie żebra, a kiedy płakałem bił po głowie. I tak głośno krzyczał i się śmiał. Kiedy już nie miałem sił bił mamę. A kiedy Mama nie miała już sił robił jej coś złego. Mama krzyczała: - Bierz mnie, ale nie przy dziecku! A on się tylko śmiał i robił złe rzeczy. Wtedy mama płakała, a ja próbowałem uciec z pokoju.
Tej nocy było inaczej. Mama cicho mi śpiewała, kiedy wszedł on. Nie zwróciła na niego uwagi. Nawet na to, że miał w ręku butelkę i wciąż pił, pił, pił... Dzikim wzrokiem rozejrzał się po pomieszczeniu. Musiał się trochę zdziwić spokojem mamy, jednakże w jego mętnych oczach musiałem pojawić się ja i wolnym krokiem ruszył w moją stronę. Zaczął mnie boleć brzuch. Chciałem wymiotować. Wtedy on zamachnął się butelką na moją głowę. Krzyknąłem... i nic. Mama była przy nim. On leżał na ziemi z rozbitą butelką w ręku. Potem wstał. I rzucił się na Mamę. Wystraszyłem się. Uciekłem z izdebki. A potem...
Mamo? Mamo co mu się stało? Nie ruszał się. Szkło było czerwone i dużo, dużo krwi na ziemi. Mama patrzyła to na niego, to na mnie. Potem zaczęła krzyczeć i biegać po domu. Bałem się. Zacząłem płakać i wołać mamę... A ona... uderzyła mnie...
*****
Byłem sam. Matkę zabrali dobzi kapłani do szpitala dla obłąkanych. Chyba... o ile nie została wcześniej zabita. Zostałem sam. Bez perspektyw, bez doświadczenia i bez niczego co mogłoby dać mi bezpieczeństwo. Zamieszkałem na ulicy. Wkrótce zginąłbym z głodu, gdyby nie spotkanie ze starcem z kosturem. Staruszek sam mnie znalazł w rynsztoku, nie wiem w jaki sposób i dlaczego właśnie mnie. Dał mi pożywienie, a potem powiedział: - Pójdziesz ze mną. Do mojej szkoły. Od tej pory przybrałem nowe nazwisko. I zamieszkałem w jego "szkole". A nie była to zwykła szkoła. Uczono tam mnichów sztuk walki. Ja zostałem posługiwaczem. Przyglądałem im się i ćwiczyłem, ćwiczyłem i sprzątałem, sprzątałem i zarabiałem, zarabiałem i znajdowałem przyjaciół. Ile to razy na ulicy, w mroku, przemykałem się niedaleko strażników i chadzałem po mieście, czując się panem i władcą... Ile to razy umykałem przed oprychami... Ile w końcu razy wykorzystywałem techniki walki - nie zawsze w samoobronie.
Dojrzałem. I przeżyłem swoje objawienie. Poznałem moc Magyi rządzącej wszechświatem. Moim avatarem stała się kula jesnego światła. Mistrz przyjął mnie na oficjalne nauki - teraz należałęm do Zakonu Akshic. Byłem coraz silniejszy. Miałem kilku zaufanych kolegów. Pamiętam jak starsi mnisi opowiadali o tym co robili z dziewczętami, a ja z wypiekami na twarzy przysłuchiwałem się ich opowieścią. Rosło we mnie porządanie. Wzięłem moją małą wypłatę i poszedłem do dzielnicy, w której pracowały nierządnice. Zapłaciłem pierwszej lepszej, ona zabrała mnie do domu. Śmierdziało tam alkoholem i rozkładem. Zaczęły opadać mnie cienie. Cienie przeszłości. Potem ona zaczęła się rozbierać i wtedy... przypomniałem sobie... coś złego... Nie mogłem tego zrobić. Cienie przysłoniły mi oczy... Uciekłem.
Kilka dni błąkałem się samotnie po ulicach, dopóki nie odnalazł mnie Mistrz. W jakiś magiczny sposób wydobył ze mnie moją historię. Nie odezwał się, ale odtąd stał się dla mnie jak ojciec - o ile sparingi, często kończące się moją utratą przytomności można uznać za przejaw ojcowskiej miłości.
Mistrz wskazał mi nową drogę. Drogę w której przewodnikiem było axe i malicia. Dwie potężne moce, powoli ogarniające moje życie. Powoli je stabilizujące i układające w jedną całość.
Jednakże moce te nigdy nie poprowadziły mnie do końca. W nocy, o której wolałbym już zapomnieć, kult Nephadi zniszczył nasz mały zakon. Jednej nocy pokonali nas przy użyciu potężnej magii. Jednej nocy zabili 50 mnichów. Mistrz zbiegł. Ja przeżyłem. I chyba z pragmatyzmu błagałem kapłanów o uwolnienie i obiecałem wstąpić w ich szeregi. Magya demonów była zbyt pociągająca...
*****
Wiele kolejnych lat minęło. Doznałem Zstąpienia - moja kula stała się kulą czarnej masy. Droga wiodła jeszcze niżej... Stałem się adeptem, potem kapłanem. Poznałem Labirynt... z którego droga wiodła do owianej grozą Mrocznej Wieży (która była chyba w najgłębszych czeluściach Umbry). Zapomniałem o axe, malicii i cieniach przeszłości. Zapomniałem o sobie sprzed lat. Stałem się kimś lepszym, ważniejszym. Mogłem się mścić. Demony i Władcy Otchłani dawał mi moc Magyi niszczenia, by niszczyć jego i moich wrogów. On karmił się ich sercami i duszami, a ja ich strachem i bezradnością. Moja moc rosła. Stawałem się żywym odpowiednikiem swojego bóstwa, ideologia zapuszczała we mnie nowe korzenie, miałem nową rodzinę, która pokazała mi, że współżycie z kobietami nie jest strachem, lecz przyjemnością - z której mogę czerpać nieskończoną radość.
Wszystko zostałoby pewnie rozwiązane, gdyby nie pewne spotkanie. Zostałem wyznaczony na zabójcę pewnego mnicha. Och, gdybym wiedział, kim będzie ta osoba błagałbym boga o litość. Noc była ciemna. Izdebka była mała. Płonęła w niej jedna świeczka. A przed świeczką siedział stary mnich, obok niego leżał dziwny kostur. Obudziło to we mnie odległe wspomnienia, ale nie mogłem sobie niczego przypomnieć. Wtedy to mnich się odezwał. Przywitał mnie po imieniu. Moja pamięć powróciła w mgnieniu oka. To był mój Mistrz! Ale czy aby na pewno... czy to był mój, czy może Mistrz należący do tej osoby, którą byłem kiedyś?
*****
Żadna magia nie imała się starca. Jednakże on zaczął uciekać przede mną. Rozpoczęła się gonitwa. Ja - przy pomocy magii zsyłanej przez boginię, a on - przy pomocy axe i silnego ciała. Nie poznałem jednak siły axe i niedoceniłem siły starca, znacznie mnie wyprzedził. Znalazłem go dzięki magii... Był na dachu świątyni mego boga! O ironio! W tym miejscu musiałem walczyć z nim konwencjonalnymi sposobami! Na szczęście byłem młodszy, sprawniejszy i silniejszy, a i przebiegłość w sobie rozwinąłem. Myślałem: "na szczęście" ale kiedy starzec trzymał mnie nad ostrym szpicem modliłem się do bogini o wspomożenie. Pamiętam jego słowa. Słowa, których lepiej żeby nigdy nie wypowiedział: - Twoja magia zawiodła. Nawet tutaj w miejscu kultu Twojego boga. Stałeś się niczym. Nie byłeś godzien mnie reprezentować... jednakże mogę dać Ci szansę... Jeśli raz posmakowałeś axe, musisz zrobić to drugi raz... Wtedy chciałem odpowiedzieć i w mym umyśle wybuchły setki pytań. Rozwiązał je czar najwyższego kapłana, który spopielił mojego mistrza.
*****
Odszedłem od zakonu. Wyruszyłem przez labirynt ku Mrocznej Wieży. Muszę się dowiedzieć czy w Magyi Nephadich jest sens? Czy ciało nie jest potężniejsze? Dlaczego nie mogłem sobie poradzić z Mistrzem przy pomocy magii, jesli zabił go inny kapłan - może wyższy stopniem, ba! najwyższy, ale nie tak utalentowany jak ja? Czy ciało ma jakąś przewagę?
Po ostatnich słowach mistrza cienie przeszłości wróciły. Nigdy nie spojrzę już chyba na kobietę pożądliwie. To strach. To coś złego.
Czuję jak moja magia słabnie. Staję się nikim.
Czuję jak moje ciało wiotczeje. Staję się nikim.
Czuję jak mój umysł szaleje. Staję się nikim.
Ale czy nie byłem nim już od dziecka?
Wygląd postaci: Wygląd: Mężczyzna szedł sam po ulicy. Szybkim, aczkolwiek niepewnym krokiem wszedł do małej kamienicy i wspiął się po schodach na trzecie piętro. Nie dostał zadyszki - był wytrenowany, jednakże coś w jego posturze mówiło, że albo jest anemikiem, albo przygniata go jakiś niewidzialny ciężar (był dobrze zbudowany, jednakże niezbyt wysoki - a troski zmniejszały go jeszcze bardziej). Chwyciał za klamkę i pociągnął - nie zadał sobie nawet trudu na zamknięcie mieszkania, przez co klamka lekko ustąpiła. Zdziwił się widząc w mieszkaniu włamywacza. Przez chwilę stał niezdecydowany, po czym zaczął zanosić modlitwy do swego mrocznego boga... ale nie mógł osiągnąć pełnego stanu skupienia - opadły go cienie i zwątpienie. Wystraszony włamywacz na widok inkantacji zdecydował się dać nogę. Ferion jednakże odzyskał w sobie chęć walki - rządzę, jakiej dawno nie czuł. Doskoczył do przeciwnika i spróbował go kopnąć. Jednakże w powietrzu jego noga sflaczała, a włamywacz z łatwością jej uniknął i uciekł.
Człowiek został sam. Ze smutkiem podszedł do zwierciadła i zaczął zastanawiać się nad marnością własnej egzystencji. Postronny obserwator mógłby ujrzeć w zwierciadle przedwcześnie pooraną zmarszczkami twarz z czarnymi włosami, sięgającymi za uszy - w strasznym nieładzie. Kilkudniowy zarost pokrywał skórę naookoło wąskich ust, a dwoje smutnych zielonych oczu, było osadzonych blisko kilkakrotnie złamanego nosa. Gdyby tylko mężczyzna się uśmiechnął mógłby wyrządzić nieodwracalne szkody w sercach kobiet.
Ferion westchnął, założył na siebie długie szaty z kapturem - w kolorze słomy (przehandlował je za szaty kapłańskie - zostawił sobie jedynie znak swego boga na naszyjniku - zakrwawiony szpon, schowanym pod szatami). Zarzucił kaptur na głowę, jeszcze raz westchnął, odwrócił się i powolnym krokiem wyszedł z mieszkania. Zdecydował się wyruszyć w podróż ku Mrocznej Wieży... może ona przyniesie odpowiedzi na dręczące go pytania... I zniszczy cienie okalające jego duszę. A jeśli nie te cienie, to przynajmniej siebie.
Ekwipunek:
- Długa żółta szata z kapturem
- Naszyjnik demona
- portfel z 40 dolarami
- nożyk do rzucania
Opis świata: World of Darkness, czyli świat wypełniony Magyą, gdzie obok wilkołaków walczących o dobro Gai, wampirów z ich maskaradą, tajemniczych fearie i mumii, żyją magowie - toczący wojnę Wstąpienia i walkę o dobro ludzkości z technokracją. Trzeba przedstawiac coś więcej?

Imię: Farion
Wiek: 24 lata
Płeć: M
Historia postaci: Historia: Wiele lat... naprawdę wiele lat trwało to dzieciństwo. Pełne bólu i pełne troski. Pełne strachu i pełne gniewu. Pełne płaczu i pełne poniżania. Czy warto o tym wspominać? Czy ważne są tamte wydarzenia? Czy przeszłość mogła zaważyć w jakikolwiek sposób na teraźniejszość? Nie wiem. Chcę to powiedzieć jedynie ze względu na matkę. Na moją kochaną mamusię... którą straciłem tak wcześnie... Czy moje życie mogło wyglądać inaczej? Pamiętam tamtej nocy, kiedy przerażony szepnąłem (- Mamo, on już wraca!) do mamy cerującej moje trzewiki, drzwi otworzyły się i pojawił się w nich on. Nigdy nie był ojcem, a co dopiero tatusiem. Był Nim - moim najgorszym koszmarem.
Noc w noc powtarzał się jeden scenariusz z jego udziałem. Noc w noc przychodził niosąc ze sobą odór alkoholu - odór rozkładu i śmierci... A potem bił. Bardzo mocno bił. Bolały mnie żebra, a kiedy płakałem bił po głowie. I tak głośno krzyczał i się śmiał. Kiedy już nie miałem sił bił mamę. A kiedy Mama nie miała już sił robił jej coś złego. Mama krzyczała: - Bierz mnie, ale nie przy dziecku! A on się tylko śmiał i robił złe rzeczy. Wtedy mama płakała, a ja próbowałem uciec z pokoju.
Tej nocy było inaczej. Mama cicho mi śpiewała, kiedy wszedł on. Nie zwróciła na niego uwagi. Nawet na to, że miał w ręku butelkę i wciąż pił, pił, pił... Dzikim wzrokiem rozejrzał się po pomieszczeniu. Musiał się trochę zdziwić spokojem mamy, jednakże w jego mętnych oczach musiałem pojawić się ja i wolnym krokiem ruszył w moją stronę. Zaczął mnie boleć brzuch. Chciałem wymiotować. Wtedy on zamachnął się butelką na moją głowę. Krzyknąłem... i nic. Mama była przy nim. On leżał na ziemi z rozbitą butelką w ręku. Potem wstał. I rzucił się na Mamę. Wystraszyłem się. Uciekłem z izdebki. A potem...
Mamo? Mamo co mu się stało? Nie ruszał się. Szkło było czerwone i dużo, dużo krwi na ziemi. Mama patrzyła to na niego, to na mnie. Potem zaczęła krzyczeć i biegać po domu. Bałem się. Zacząłem płakać i wołać mamę... A ona... uderzyła mnie...
*****
Byłem sam. Matkę zabrali dobzi kapłani do szpitala dla obłąkanych. Chyba... o ile nie została wcześniej zabita. Zostałem sam. Bez perspektyw, bez doświadczenia i bez niczego co mogłoby dać mi bezpieczeństwo. Zamieszkałem na ulicy. Wkrótce zginąłbym z głodu, gdyby nie spotkanie ze starcem z kosturem. Staruszek sam mnie znalazł w rynsztoku, nie wiem w jaki sposób i dlaczego właśnie mnie. Dał mi pożywienie, a potem powiedział: - Pójdziesz ze mną. Do mojej szkoły. Od tej pory przybrałem nowe nazwisko. I zamieszkałem w jego "szkole". A nie była to zwykła szkoła. Uczono tam mnichów sztuk walki. Ja zostałem posługiwaczem. Przyglądałem im się i ćwiczyłem, ćwiczyłem i sprzątałem, sprzątałem i zarabiałem, zarabiałem i znajdowałem przyjaciół. Ile to razy na ulicy, w mroku, przemykałem się niedaleko strażników i chadzałem po mieście, czując się panem i władcą... Ile to razy umykałem przed oprychami... Ile w końcu razy wykorzystywałem techniki walki - nie zawsze w samoobronie.
Dojrzałem. I przeżyłem swoje objawienie. Poznałem moc Magyi rządzącej wszechświatem. Moim avatarem stała się kula jesnego światła. Mistrz przyjął mnie na oficjalne nauki - teraz należałęm do Zakonu Akshic. Byłem coraz silniejszy. Miałem kilku zaufanych kolegów. Pamiętam jak starsi mnisi opowiadali o tym co robili z dziewczętami, a ja z wypiekami na twarzy przysłuchiwałem się ich opowieścią. Rosło we mnie porządanie. Wzięłem moją małą wypłatę i poszedłem do dzielnicy, w której pracowały nierządnice. Zapłaciłem pierwszej lepszej, ona zabrała mnie do domu. Śmierdziało tam alkoholem i rozkładem. Zaczęły opadać mnie cienie. Cienie przeszłości. Potem ona zaczęła się rozbierać i wtedy... przypomniałem sobie... coś złego... Nie mogłem tego zrobić. Cienie przysłoniły mi oczy... Uciekłem.
Kilka dni błąkałem się samotnie po ulicach, dopóki nie odnalazł mnie Mistrz. W jakiś magiczny sposób wydobył ze mnie moją historię. Nie odezwał się, ale odtąd stał się dla mnie jak ojciec - o ile sparingi, często kończące się moją utratą przytomności można uznać za przejaw ojcowskiej miłości.
Mistrz wskazał mi nową drogę. Drogę w której przewodnikiem było axe i malicia. Dwie potężne moce, powoli ogarniające moje życie. Powoli je stabilizujące i układające w jedną całość.
Jednakże moce te nigdy nie poprowadziły mnie do końca. W nocy, o której wolałbym już zapomnieć, kult Nephadi zniszczył nasz mały zakon. Jednej nocy pokonali nas przy użyciu potężnej magii. Jednej nocy zabili 50 mnichów. Mistrz zbiegł. Ja przeżyłem. I chyba z pragmatyzmu błagałem kapłanów o uwolnienie i obiecałem wstąpić w ich szeregi. Magya demonów była zbyt pociągająca...
*****
Wiele kolejnych lat minęło. Doznałem Zstąpienia - moja kula stała się kulą czarnej masy. Droga wiodła jeszcze niżej... Stałem się adeptem, potem kapłanem. Poznałem Labirynt... z którego droga wiodła do owianej grozą Mrocznej Wieży (która była chyba w najgłębszych czeluściach Umbry). Zapomniałem o axe, malicii i cieniach przeszłości. Zapomniałem o sobie sprzed lat. Stałem się kimś lepszym, ważniejszym. Mogłem się mścić. Demony i Władcy Otchłani dawał mi moc Magyi niszczenia, by niszczyć jego i moich wrogów. On karmił się ich sercami i duszami, a ja ich strachem i bezradnością. Moja moc rosła. Stawałem się żywym odpowiednikiem swojego bóstwa, ideologia zapuszczała we mnie nowe korzenie, miałem nową rodzinę, która pokazała mi, że współżycie z kobietami nie jest strachem, lecz przyjemnością - z której mogę czerpać nieskończoną radość.
Wszystko zostałoby pewnie rozwiązane, gdyby nie pewne spotkanie. Zostałem wyznaczony na zabójcę pewnego mnicha. Och, gdybym wiedział, kim będzie ta osoba błagałbym boga o litość. Noc była ciemna. Izdebka była mała. Płonęła w niej jedna świeczka. A przed świeczką siedział stary mnich, obok niego leżał dziwny kostur. Obudziło to we mnie odległe wspomnienia, ale nie mogłem sobie niczego przypomnieć. Wtedy to mnich się odezwał. Przywitał mnie po imieniu. Moja pamięć powróciła w mgnieniu oka. To był mój Mistrz! Ale czy aby na pewno... czy to był mój, czy może Mistrz należący do tej osoby, którą byłem kiedyś?
*****
Żadna magia nie imała się starca. Jednakże on zaczął uciekać przede mną. Rozpoczęła się gonitwa. Ja - przy pomocy magii zsyłanej przez boginię, a on - przy pomocy axe i silnego ciała. Nie poznałem jednak siły axe i niedoceniłem siły starca, znacznie mnie wyprzedził. Znalazłem go dzięki magii... Był na dachu świątyni mego boga! O ironio! W tym miejscu musiałem walczyć z nim konwencjonalnymi sposobami! Na szczęście byłem młodszy, sprawniejszy i silniejszy, a i przebiegłość w sobie rozwinąłem. Myślałem: "na szczęście" ale kiedy starzec trzymał mnie nad ostrym szpicem modliłem się do bogini o wspomożenie. Pamiętam jego słowa. Słowa, których lepiej żeby nigdy nie wypowiedział: - Twoja magia zawiodła. Nawet tutaj w miejscu kultu Twojego boga. Stałeś się niczym. Nie byłeś godzien mnie reprezentować... jednakże mogę dać Ci szansę... Jeśli raz posmakowałeś axe, musisz zrobić to drugi raz... Wtedy chciałem odpowiedzieć i w mym umyśle wybuchły setki pytań. Rozwiązał je czar najwyższego kapłana, który spopielił mojego mistrza.
*****
Odszedłem od zakonu. Wyruszyłem przez labirynt ku Mrocznej Wieży. Muszę się dowiedzieć czy w Magyi Nephadich jest sens? Czy ciało nie jest potężniejsze? Dlaczego nie mogłem sobie poradzić z Mistrzem przy pomocy magii, jesli zabił go inny kapłan - może wyższy stopniem, ba! najwyższy, ale nie tak utalentowany jak ja? Czy ciało ma jakąś przewagę?
Po ostatnich słowach mistrza cienie przeszłości wróciły. Nigdy nie spojrzę już chyba na kobietę pożądliwie. To strach. To coś złego.
Czuję jak moja magia słabnie. Staję się nikim.
Czuję jak moje ciało wiotczeje. Staję się nikim.
Czuję jak mój umysł szaleje. Staję się nikim.
Ale czy nie byłem nim już od dziecka?
Wygląd postaci: Wygląd: Mężczyzna szedł sam po ulicy. Szybkim, aczkolwiek niepewnym krokiem wszedł do małej kamienicy i wspiął się po schodach na trzecie piętro. Nie dostał zadyszki - był wytrenowany, jednakże coś w jego posturze mówiło, że albo jest anemikiem, albo przygniata go jakiś niewidzialny ciężar (był dobrze zbudowany, jednakże niezbyt wysoki - a troski zmniejszały go jeszcze bardziej). Chwyciał za klamkę i pociągnął - nie zadał sobie nawet trudu na zamknięcie mieszkania, przez co klamka lekko ustąpiła. Zdziwił się widząc w mieszkaniu włamywacza. Przez chwilę stał niezdecydowany, po czym zaczął zanosić modlitwy do swego mrocznego boga... ale nie mógł osiągnąć pełnego stanu skupienia - opadły go cienie i zwątpienie. Wystraszony włamywacz na widok inkantacji zdecydował się dać nogę. Ferion jednakże odzyskał w sobie chęć walki - rządzę, jakiej dawno nie czuł. Doskoczył do przeciwnika i spróbował go kopnąć. Jednakże w powietrzu jego noga sflaczała, a włamywacz z łatwością jej uniknął i uciekł.
Człowiek został sam. Ze smutkiem podszedł do zwierciadła i zaczął zastanawiać się nad marnością własnej egzystencji. Postronny obserwator mógłby ujrzeć w zwierciadle przedwcześnie pooraną zmarszczkami twarz z czarnymi włosami, sięgającymi za uszy - w strasznym nieładzie. Kilkudniowy zarost pokrywał skórę naookoło wąskich ust, a dwoje smutnych zielonych oczu, było osadzonych blisko kilkakrotnie złamanego nosa. Gdyby tylko mężczyzna się uśmiechnął mógłby wyrządzić nieodwracalne szkody w sercach kobiet.
Ferion westchnął, założył na siebie długie szaty z kapturem - w kolorze słomy (przehandlował je za szaty kapłańskie - zostawił sobie jedynie znak swego boga na naszyjniku - zakrwawiony szpon, schowanym pod szatami). Zarzucił kaptur na głowę, jeszcze raz westchnął, odwrócił się i powolnym krokiem wyszedł z mieszkania. Zdecydował się wyruszyć w podróż ku Mrocznej Wieży... może ona przyniesie odpowiedzi na dręczące go pytania... I zniszczy cienie okalające jego duszę. A jeśli nie te cienie, to przynajmniej siebie.
Ekwipunek:
- Długa żółta szata z kapturem
- Naszyjnik demona
- portfel z 40 dolarami
- nożyk do rzucania
Opis świata: World of Darkness, czyli świat wypełniony Magyą, gdzie obok wilkołaków walczących o dobro Gai, wampirów z ich maskaradą, tajemniczych fearie i mumii, żyją magowie - toczący wojnę Wstąpienia i walkę o dobro ludzkości z technokracją. Trzeba przedstawiac coś więcej?
Ostatnio zmieniony niedziela, 16 kwietnia 2006, 22:55 przez CoB, łącznie zmieniany 1 raz.
http://niwia.myforum.pl/ - forum Opolskiego klubu RPG i fantastyki
http://my.opera.com/gimnazjon/blog/ - sport, ruch, zdrowie, itepe
http://my.opera.com/gimnazjon/blog/ - sport, ruch, zdrowie, itepe

-
- Marynarz
- Posty: 332
- Rejestracja: czwartek, 10 listopada 2005, 18:48
- Numer GG: 763272
- Lokalizacja: Breslau
- Kontakt:
- Imię postaci: Kain
- Płeć: M
- Wiek : 40 lat
- Wygląd postaci: Kain odziany jest w czerwone szaty jakie noszą magowie.
180 cm wzrostu, nie jest ani muskularny ani gruby i niewysportowany. Włosy czarne do szyi.
- Historia postaci: Kaina od dziecka fascynowała magia. Jego ojciec był kowalem a matka gospodynią. Studiował magię już od 13 roku życia. Na początku fascynowały go zwykłe sztuczki karciane lub tworzenie sztucznych ogni. W miare lat stawał się coraz lepszym magiem. W wieku 30 lat wstąpił do kręgu magii. Uczył się tam od zaklęć defensywnych (jakieś tarcze magiczne, przenoszenie przedmiotów) aż do potężniejszych zaklęć ofensywnych (ogniste pociski, czy niewielke trzęśienie ziemi). Pewnego dnia dowiedział się od innego maga o Mrocznej Wieży. Ów mag powiedział mu również o tym że w tej Wieży zbiegają się wszystkie wymiary. Bardzo go to zaciekawiło i postanowił poszukiwać Mrocznej Wieży.
- Ekwipunek:Szata maga, Laska (różdżka), Kilka miksturek (2 lekkiego leczenia,1 antidotum na choroby i 1 zwykłej wody)oraz racja podróżna na 2 dni
- Opis świata: Świat w którym mieszka Kain nie jest światem laserów, karabinów czy innych nowych wynalazków. Jest jego przeciwieństwem. Ludzie w tym świecie żyją bardziej prymitiywnie. Mniej więcej jak w średniowieczu tyle, że tutaj magia nie jest niczym nienaturalnym wręcz przeciwnie. Ludzie używają magii do zaspokojenia swoich potrzeb. Nie każdy ma dar do czarowania i nie każdy ufa magii. Niektórzy uwarzają, że magia to dzieło szatana i że czarodzieje ściągają na siebie klątwy i gniew bogów podczas wykonywania najprostszych gestów magicznych. Oczywście magowie twierdzą inaczej, że magia to dar od bogów by ułatwić ludziom życię. Dawniej doszło nawet do bitwy między magami a żołnierzami. Na szczęście dzisiaj wszyscy żyja w zgodzie, harmonii i pokoju.
Może być postać? Gdyby do karty wkradły się jakieś błędy proszę MG niech mnie o tym powiadomi
- Płeć: M
- Wiek : 40 lat
- Wygląd postaci: Kain odziany jest w czerwone szaty jakie noszą magowie.
180 cm wzrostu, nie jest ani muskularny ani gruby i niewysportowany. Włosy czarne do szyi.
- Historia postaci: Kaina od dziecka fascynowała magia. Jego ojciec był kowalem a matka gospodynią. Studiował magię już od 13 roku życia. Na początku fascynowały go zwykłe sztuczki karciane lub tworzenie sztucznych ogni. W miare lat stawał się coraz lepszym magiem. W wieku 30 lat wstąpił do kręgu magii. Uczył się tam od zaklęć defensywnych (jakieś tarcze magiczne, przenoszenie przedmiotów) aż do potężniejszych zaklęć ofensywnych (ogniste pociski, czy niewielke trzęśienie ziemi). Pewnego dnia dowiedział się od innego maga o Mrocznej Wieży. Ów mag powiedział mu również o tym że w tej Wieży zbiegają się wszystkie wymiary. Bardzo go to zaciekawiło i postanowił poszukiwać Mrocznej Wieży.
- Ekwipunek:Szata maga, Laska (różdżka), Kilka miksturek (2 lekkiego leczenia,1 antidotum na choroby i 1 zwykłej wody)oraz racja podróżna na 2 dni
- Opis świata: Świat w którym mieszka Kain nie jest światem laserów, karabinów czy innych nowych wynalazków. Jest jego przeciwieństwem. Ludzie w tym świecie żyją bardziej prymitiywnie. Mniej więcej jak w średniowieczu tyle, że tutaj magia nie jest niczym nienaturalnym wręcz przeciwnie. Ludzie używają magii do zaspokojenia swoich potrzeb. Nie każdy ma dar do czarowania i nie każdy ufa magii. Niektórzy uwarzają, że magia to dzieło szatana i że czarodzieje ściągają na siebie klątwy i gniew bogów podczas wykonywania najprostszych gestów magicznych. Oczywście magowie twierdzą inaczej, że magia to dar od bogów by ułatwić ludziom życię. Dawniej doszło nawet do bitwy między magami a żołnierzami. Na szczęście dzisiaj wszyscy żyja w zgodzie, harmonii i pokoju.
Może być postać? Gdyby do karty wkradły się jakieś błędy proszę MG niech mnie o tym powiadomi

-
- Tawerniane Oczko
- Posty: 93
- Rejestracja: niedziela, 29 stycznia 2006, 23:37
- Lokalizacja: Z tamtąd
- Kontakt:
- Imię postaci Zamior
- Płeć Ono
- Wiek 88 lat
- Wygląd postaci Wysoki stwór o szarozielonej skórze. Ubrany w zwiewne białe szaty, z karmazynowymi pasami po bokach i na rękawach. Wygląd sylwetki prawie ludzki, gdyby nie to, że głowa wygląda na wpól owadzią. Wielkie oczy zachodzą aż na boki głowy a zamiast nosa wystają średniej długości czułki. zamiast ust widnieje otwór gębowy bez widocznych zębów. Postać też nie ma stóp ,tylko lewituje nad ziemią.
- Historia postaci Od pierwszych chwil życia spędzonych na Blarezuu, jednym z wielu planów istnienia, czyli od momentu wylęgnięcia się z jaja, Zamior robił wszystko aby urosnąć. Gdy osiągnął już wiek dojrzały, zaczęła się jego metamorfoza, wytworzył kokon i zasnął w nim na długie lata. Minęło prawie 50 lat, a w tym czasie przemieniał się w Replikanta, istotę bezpłciową, rozmnażającą się poprzez podział i korzystającą z mocy umysłu. Potrafił prawie na zawołanie wytworzyć doskonałą kopię siebie. Gdy się wreszcie wylągł okazało się, że na pustynnej powierchni planety, nie znajduje się niczego ani nikogo oprócz niego. Szedł więc w losowym kierunku replikując po drodze kopie siebie, które szybko organizowały się w większą społęczność, tworzyły wioski, osady i miasta. Cywilizacja zaczęła się rozwijać na Blarezuu, a dublikaty Zamiora odziedziczyły po nim część jego mocy psi. Wszyscy oni byli Zamiorami, a on był ich bogiem. Jednak po 38 latach jego wędrówki poprzez plan, natrafił on na dziwny widok: zobaczył Drzwi.
- Ekwipunek Biało-karmazynowa szata, z wieloma ukrytymi, lecz pustymi kieszeniami.
- Opis świata, w którym żyje postać Pustynny plan porośnięty rzadkimi, dziwacznymi drzewami. Wydmy oraz skały o zmyślnych krztałtach górują nad całym planem a przestrzenie pomiędzy nimi zapełniają się stopniowo przez miasta kopii Zamiora. Tworzą oni cywilizację opartą o centralny umysł: umysł samego Zamiora. Odżywiają się porostami i grzybami, oraz korzystają z mocy umysłu do osiągnięcia swoich celów. Są bezpłodni, a jedynym czynnikiem rozmnażającym jest Replikant który powstaje z jaja co kilkadziesiąt tysiącleci. Nikt nie wie skąd ono się bierze i dla czego ta cywilizacja cyklicznie znika z powierzchni Blarezuu.
(C) Copyrigth Artur Kozak 2006
___________________________________
Może być takie cudo?
- Płeć Ono
- Wiek 88 lat
- Wygląd postaci Wysoki stwór o szarozielonej skórze. Ubrany w zwiewne białe szaty, z karmazynowymi pasami po bokach i na rękawach. Wygląd sylwetki prawie ludzki, gdyby nie to, że głowa wygląda na wpól owadzią. Wielkie oczy zachodzą aż na boki głowy a zamiast nosa wystają średniej długości czułki. zamiast ust widnieje otwór gębowy bez widocznych zębów. Postać też nie ma stóp ,tylko lewituje nad ziemią.
- Historia postaci Od pierwszych chwil życia spędzonych na Blarezuu, jednym z wielu planów istnienia, czyli od momentu wylęgnięcia się z jaja, Zamior robił wszystko aby urosnąć. Gdy osiągnął już wiek dojrzały, zaczęła się jego metamorfoza, wytworzył kokon i zasnął w nim na długie lata. Minęło prawie 50 lat, a w tym czasie przemieniał się w Replikanta, istotę bezpłciową, rozmnażającą się poprzez podział i korzystającą z mocy umysłu. Potrafił prawie na zawołanie wytworzyć doskonałą kopię siebie. Gdy się wreszcie wylągł okazało się, że na pustynnej powierchni planety, nie znajduje się niczego ani nikogo oprócz niego. Szedł więc w losowym kierunku replikując po drodze kopie siebie, które szybko organizowały się w większą społęczność, tworzyły wioski, osady i miasta. Cywilizacja zaczęła się rozwijać na Blarezuu, a dublikaty Zamiora odziedziczyły po nim część jego mocy psi. Wszyscy oni byli Zamiorami, a on był ich bogiem. Jednak po 38 latach jego wędrówki poprzez plan, natrafił on na dziwny widok: zobaczył Drzwi.
- Ekwipunek Biało-karmazynowa szata, z wieloma ukrytymi, lecz pustymi kieszeniami.
- Opis świata, w którym żyje postać Pustynny plan porośnięty rzadkimi, dziwacznymi drzewami. Wydmy oraz skały o zmyślnych krztałtach górują nad całym planem a przestrzenie pomiędzy nimi zapełniają się stopniowo przez miasta kopii Zamiora. Tworzą oni cywilizację opartą o centralny umysł: umysł samego Zamiora. Odżywiają się porostami i grzybami, oraz korzystają z mocy umysłu do osiągnięcia swoich celów. Są bezpłodni, a jedynym czynnikiem rozmnażającym jest Replikant który powstaje z jaja co kilkadziesiąt tysiącleci. Nikt nie wie skąd ono się bierze i dla czego ta cywilizacja cyklicznie znika z powierzchni Blarezuu.
(C) Copyrigth Artur Kozak 2006
___________________________________
Może być takie cudo?


-
- Mat
- Posty: 434
- Rejestracja: poniedziałek, 31 października 2005, 15:58
- Lokalizacja: Warszawa - Praga Północ.
- Kontakt:
Imię postaci: Archon.
Płeć: Mężczyzna.
Wiek: 22 lata.
Wygląd postaci: 1,98 cm wzrostu, waży 75 kg, krótkie ciemny blond włosy i białe (tęczówka) oczy.
Opis świata: Świat znany jest tylko w 5%. Jest ogromny i niezbadany. W tym świecie nie ma rzadnych urządzeń. Są tylko domy, grody, a żołnierze, to mężczyźni z wrodzonymi specjalnymi zdolnościami.
Na tym świecie żyją: Ludzie i mutanci. Mutanci to istoty, które mają inny kolor skóry, a ich umiejętności, zmieniają ich wygląd. Mutanci nie są zbyt lubiani. Na świecie panuje zasada. Co sekunde rodzi się osoba z malutką umiejętnością typu wywołanie leciutkiego powiewu wiatru, co godzinę rodzi się osoba z małymi zdolnościami np. wywołanie iskier z rąk, co dzień rodzi się osoba, która ma umiejętności typu przenoszenie telekinezą przedmiotów i istot ważących do 2,5 kg. Co tydzień rodzi się osoba, która może np. zmienić prąd strumyka. Co miesiąc rodzi się istota, która może władać drzewami i roślinami. Co roku rodzi się osoba z umiejętnością typu tworzenie ognistych kul itp. itd. Co 10 lat rodzi się jeszcze silniejsza, co 100 jeszcze silniejsza i tak w nieskończoność.
Historia postaci: Archon został znaleziony w lesie przez bardzo starego mężczyznę o imieniu Dżarytt. Staruszek miał zdolność do tworzenia wody. Na jeden dzień mógł stworzyć 1 litr wody. Archon w wieku 5 lat odkrył swoją moc. A mianowicie było to związane z jego oczami. Gdy patrzył on prosto w czyjeś oczy, ten natychmiast się "poddawał". Zwierzęta natychmiast przychylały się na plecy (poddawały się). Czasem miał problemy, ale z wiekiem umiejętność nabierała mocy. Dodatkowo Archon miał doskonały wzrok. Źrenica mu się zwiększała i zmniejszała, gdy tylko chciał. Miał "zoom" x10. Widział dzięki tamu najmniejsze zwierzęta, a rzuty do celu były dla niego bardzo łatwe. Gdy miał 15 lat, gdy wrócił z "wycieczki" zobaczył, że jego opiekun umarł (śmiercią naturalną). Wtedy zdał sobie sprawe, że posiada jeszcze inną zdolność. Gdy patrzył na ciało Dżirytta zobaczył przez skórę serce, które miało guzy. Od tego czasu wykrywał w ludziach infekcje i widział każdą ranę wewnętrzną. Pewnego dnia spotkał białego wilka, który był ranny. Również miał białe oczy. Gdy Archon spróbował "zdominować" go nieudało mu się. Pomógł wilkowi i troskliwie się nim zaopiekował. Nauczyli się porozumiewać na wzrok. Tylko popatrzyli sobie w oczy i obaj od razu wiedzieli, o co chodzi. Archon nigdy się z wilkiem nie rozstawał, a nazwał go Tempar. Gdy miał 20 lat często pomagał chorym "zdiagnozować" chorobę. Wtedy też pewien człowiek, zwrócił uwagę, że jego kość potyliczna i ciemieniowa są większe, grubsze, twardsze i wytrzymalsze (kość potyliczna chroni część mózgu odpowiedzialną za oczy). Gdy miał 22 lata pewien stary mężczyzna (Bard) przypominający Dżirytta w małej wiosce opowiadał historię o Mrocznej Wieży. Archon postanowił ją odnaleźć. Czasem zdażało mu się widzieć czyjś szkielet. A więc to nie koniec "mutacji".
Ekwipunek: 20x noże (poukrywane w różnych miejscach), plecak, 10 racji żywnościowych, bandaże i zioła lecznicze, magiczny amulet po opiekunie (właściwości nieznane - niech MG coś wymyśli), opaska uciskowa (pseudo).
Przyjaciel / Zwierzę: Tempar.
Płeć: Mężczyzna.
Wiek: 22 lata.
Wygląd postaci: 1,98 cm wzrostu, waży 75 kg, krótkie ciemny blond włosy i białe (tęczówka) oczy.
Opis świata: Świat znany jest tylko w 5%. Jest ogromny i niezbadany. W tym świecie nie ma rzadnych urządzeń. Są tylko domy, grody, a żołnierze, to mężczyźni z wrodzonymi specjalnymi zdolnościami.
Na tym świecie żyją: Ludzie i mutanci. Mutanci to istoty, które mają inny kolor skóry, a ich umiejętności, zmieniają ich wygląd. Mutanci nie są zbyt lubiani. Na świecie panuje zasada. Co sekunde rodzi się osoba z malutką umiejętnością typu wywołanie leciutkiego powiewu wiatru, co godzinę rodzi się osoba z małymi zdolnościami np. wywołanie iskier z rąk, co dzień rodzi się osoba, która ma umiejętności typu przenoszenie telekinezą przedmiotów i istot ważących do 2,5 kg. Co tydzień rodzi się osoba, która może np. zmienić prąd strumyka. Co miesiąc rodzi się istota, która może władać drzewami i roślinami. Co roku rodzi się osoba z umiejętnością typu tworzenie ognistych kul itp. itd. Co 10 lat rodzi się jeszcze silniejsza, co 100 jeszcze silniejsza i tak w nieskończoność.
Historia postaci: Archon został znaleziony w lesie przez bardzo starego mężczyznę o imieniu Dżarytt. Staruszek miał zdolność do tworzenia wody. Na jeden dzień mógł stworzyć 1 litr wody. Archon w wieku 5 lat odkrył swoją moc. A mianowicie było to związane z jego oczami. Gdy patrzył on prosto w czyjeś oczy, ten natychmiast się "poddawał". Zwierzęta natychmiast przychylały się na plecy (poddawały się). Czasem miał problemy, ale z wiekiem umiejętność nabierała mocy. Dodatkowo Archon miał doskonały wzrok. Źrenica mu się zwiększała i zmniejszała, gdy tylko chciał. Miał "zoom" x10. Widział dzięki tamu najmniejsze zwierzęta, a rzuty do celu były dla niego bardzo łatwe. Gdy miał 15 lat, gdy wrócił z "wycieczki" zobaczył, że jego opiekun umarł (śmiercią naturalną). Wtedy zdał sobie sprawe, że posiada jeszcze inną zdolność. Gdy patrzył na ciało Dżirytta zobaczył przez skórę serce, które miało guzy. Od tego czasu wykrywał w ludziach infekcje i widział każdą ranę wewnętrzną. Pewnego dnia spotkał białego wilka, który był ranny. Również miał białe oczy. Gdy Archon spróbował "zdominować" go nieudało mu się. Pomógł wilkowi i troskliwie się nim zaopiekował. Nauczyli się porozumiewać na wzrok. Tylko popatrzyli sobie w oczy i obaj od razu wiedzieli, o co chodzi. Archon nigdy się z wilkiem nie rozstawał, a nazwał go Tempar. Gdy miał 20 lat często pomagał chorym "zdiagnozować" chorobę. Wtedy też pewien człowiek, zwrócił uwagę, że jego kość potyliczna i ciemieniowa są większe, grubsze, twardsze i wytrzymalsze (kość potyliczna chroni część mózgu odpowiedzialną za oczy). Gdy miał 22 lata pewien stary mężczyzna (Bard) przypominający Dżirytta w małej wiosce opowiadał historię o Mrocznej Wieży. Archon postanowił ją odnaleźć. Czasem zdażało mu się widzieć czyjś szkielet. A więc to nie koniec "mutacji".
Ekwipunek: 20x noże (poukrywane w różnych miejscach), plecak, 10 racji żywnościowych, bandaże i zioła lecznicze, magiczny amulet po opiekunie (właściwości nieznane - niech MG coś wymyśli), opaska uciskowa (pseudo).
Przyjaciel / Zwierzę: Tempar.
Ostatnio zmieniony niedziela, 16 kwietnia 2006, 22:19 przez Radar, łącznie zmieniany 3 razy.


-
- Tawerniane Oczko
- Posty: 93
- Rejestracja: niedziela, 29 stycznia 2006, 23:37
- Lokalizacja: Z tamtąd
- Kontakt:

-
- Marynarz
- Posty: 206
- Rejestracja: wtorek, 14 marca 2006, 22:49
- Imię postaci Raziel
- Płeć : Mężczyzna
- Wiek 673 lat
- Wygląd postaci : Wysoki, barczysty o często uśmiechniętej i sympatycznej twarzy, bystrych, brązowych oczach oraz krótkiej, czarnej czuprynie
- Historia postaci
Raziel urodził się w miejscowości znanej jako "Utopia". Owe miasto była nazywana ostatnim bastionem ludzi... ostatnim wolnym miastem. Chłopak miał 10 lat kiedy nastąpił "wybuch"i wtedy został pobłogosławiony choc jego moce objawiły sie duuużo później... Dorastał jako uczeń Paladynów - Paladyni byli żołnieżami w Utopii. Od najmłodszych lat uczył sie władać bronią palną i białą. Kiedy miał 546 lat (coś jak 16 w realu ^^") Greas zabiło jego dziewczyne która nierozważnie wyszła poza teren miasta. Raziel w porywie gniewy nieświadomie ukazał swoją moc któen nawet on nie był świadomy... Pojawił się nagle wokół niego smok z niebieskiego ognia któy wił sie wokół niego... smok atakował stwory i bronił chłopaka... Greas atakowały moka ale kiedy go dotykały zaczynały sie palić niebieskim ogniem... Po chwili przeciwnicy byli martwi a smok znikł... w ręce chłopaka zaśpojawił sie medalion w kształcie księżyca... Po tym wszystkim Raziel stał sie centrum zainteresowania miasta... W krótkim czasie stał sie dowódcą Paladynów... jednak w żałobie po dziewczynie zaszył sie w podziemnych bibliotekach gdzie przypadkiem trafił na dziwną informacje któej wtedy nierozumiał... informacja brzmiała "... Sanktuarium było częścią Mrocznej Wieży (...) Sankuarium było jednym z pomiesczeń wewnątrz niej..."
- Ekwipunek
-katana o czarnym ostrzu
-drewniana laska (na czubku laski są przymocowane rzemyki do których są doczepione różne pióra ptaków)
-dwa pistolety + magazynki
-zwykłe ubrania (czyli szmaty podarte jakie każdy w tym świecie nosi
+ glany xD)
-lekko podarty jasnobrązowy płaszcz (taki noszą tylko ważne persony w mieście w tym min. przywódca Paladynów i osby Błogosławione)
-widoczny duży metalowy krzyż noszony jako talizman
-medalion w kształcie księżyca (służy do przywoływania opisanego w historii smoka ; MG jeśli chce może sprawić że z czasem Raziel zdobędzie inne medaliony dzięki którym będzie przywoływał inne stwory
)
-gitara w zniszczonym pokrowcu noszona na plecach
- Opis świata, w którym żyje postać : Świat w którym żyje Raziel jest światem niezwykłym. Jest to świat miecza, technilogii i żadkiej nieobliczalnej magii pętany licznymi wojnami. Kiedyś wyglądał jak nasz świat realny jednak na skutek pewnych wydarzeń uległ ogromnym zmianom. Wszystko zaczeło od próby stwożenia sztucznego człowieka... Człowiek próbował stwożyć innego człowieka w inny sposób niż "tradycyjny"... niestety mimo licznych eksperymentów "twory" gineły po paru dnaich życia. Naukowcy zgodnie stwierdzili że brakuje im pewnej rzeczy... Nazwali tą rzecz "GX" choć nie wiedzili jeszcze wtedy czym ono było... "GX" było brakującym ogniwem umożliwiającym stworzenie sztucznego człowieka... Przez wielu ludzi "GX" był uważany za legende gdyż nie było żadnych dowodów że on istnieje... Tak świat żył aż do pamiętnego roku 1364 III Ery... Wtedy właśnie grupa naukowców postanowiła znaleść "GX" czymkolwiek by ono nie było.... za wszelką cene... Wiedzieni legędami dotarli do "Sankuarium" któe według legend było zaginionym pradawnym miejscem gdzie Bóg stwożył świat... i człowieka. Sanktuarium było miejscem które stanowiło granice między światem materialnym a Boskim... między materią a nieujażmioną mocą... Ludzie skradli z sanktuarium część tej mocy i użyli jej do stworzenia sztucznego człowieka.... Moc z sanktuarium okazała sie brakującym "GX" w ogniwie ludzkim. Naukowcy stworzyli miliony sztucznych ludzi.. żyli oni przez kilnanaście lat w spokoju... aż stało sie coś co zmieniło wsyzstko. Moc którą ludzie ukradli z stworzyła "dziure" w Sankuarium która z dnia na dzień się powiększała i coraz badziej naruszała równowage między materią a mocą... W pewnym momencie dziura stała sie tak wielka że Sankuarium sie zawaliło... nastąpił ogromny wybóch który unicestwił 4/5 populacji ziemskiej... Boska moc zaczeła sie przelewać do świata ludzi jeszcze bardziej pogarszając sytuacje... Sztuczni ludzie (których po wybuchu było więcej niż zwykłych ludzi) wystawieni na Boską Moc zapadli w letarg... w przeciągu tygodnia syndrom "GX" ewoulował w nich zmieniając ich jaszczuropodobne stwory łakniące non stop ludzkiego mięsa... Stwory te nazwano "Grease"... Greas w szypim tempie zaczeli wybijać ludzi któży zaczeli sie zbierać w miastach, których mury broniły ich przed Greas. Boska moc wpłyneła także na ludzi któży stali sie długowieczni (dożywali od tego czasu 1000 do 1500 lat) a niektóży otrzymali tak zwaną "Błogosławieństwo". Błogosławieństwo było czymś w rodzaju bardzo żadko spotykanej i bardzo potężnej moc pochodzącej (dosłownie) od Boga. Ludzie któży ją posiadali byli czczeni najważniejszymi osobami w miastach. Należało im zawsze okazywać szacunek a ich słowo było święte... "Błogosławiony" często był przywódcą duchownych (i ogólnym przywódcą) w danym mieście bądź zajmował inne bardzo ważne miejsce w chierarchii. Wracając jednak do historii... W czasie około 500 lat Greas zniszczyli wszystkie miasta ludzi. Ci co przeżyli uciekli do Utopi - ostaniego wolnego miasta rasy ludzkiej. Połowia miasta była pod ziemią a druga połowa była na powierzchni otoczona przez grube i wysobie mury przez któe Greas nie miały szanse sie dostać.
(Utopia wygląda pod Ziemią jak Zion z Matrix'a a na powierzcni jak większość miast z Fallouta tyle że otaczają je grube mury - podaje bo nie chce mi sie już opisywać
)
- Płeć : Mężczyzna
- Wiek 673 lat
- Wygląd postaci : Wysoki, barczysty o często uśmiechniętej i sympatycznej twarzy, bystrych, brązowych oczach oraz krótkiej, czarnej czuprynie
- Historia postaci
Raziel urodził się w miejscowości znanej jako "Utopia". Owe miasto była nazywana ostatnim bastionem ludzi... ostatnim wolnym miastem. Chłopak miał 10 lat kiedy nastąpił "wybuch"i wtedy został pobłogosławiony choc jego moce objawiły sie duuużo później... Dorastał jako uczeń Paladynów - Paladyni byli żołnieżami w Utopii. Od najmłodszych lat uczył sie władać bronią palną i białą. Kiedy miał 546 lat (coś jak 16 w realu ^^") Greas zabiło jego dziewczyne która nierozważnie wyszła poza teren miasta. Raziel w porywie gniewy nieświadomie ukazał swoją moc któen nawet on nie był świadomy... Pojawił się nagle wokół niego smok z niebieskiego ognia któy wił sie wokół niego... smok atakował stwory i bronił chłopaka... Greas atakowały moka ale kiedy go dotykały zaczynały sie palić niebieskim ogniem... Po chwili przeciwnicy byli martwi a smok znikł... w ręce chłopaka zaśpojawił sie medalion w kształcie księżyca... Po tym wszystkim Raziel stał sie centrum zainteresowania miasta... W krótkim czasie stał sie dowódcą Paladynów... jednak w żałobie po dziewczynie zaszył sie w podziemnych bibliotekach gdzie przypadkiem trafił na dziwną informacje któej wtedy nierozumiał... informacja brzmiała "... Sanktuarium było częścią Mrocznej Wieży (...) Sankuarium było jednym z pomiesczeń wewnątrz niej..."
- Ekwipunek
-katana o czarnym ostrzu
-drewniana laska (na czubku laski są przymocowane rzemyki do których są doczepione różne pióra ptaków)
-dwa pistolety + magazynki
-zwykłe ubrania (czyli szmaty podarte jakie każdy w tym świecie nosi

-lekko podarty jasnobrązowy płaszcz (taki noszą tylko ważne persony w mieście w tym min. przywódca Paladynów i osby Błogosławione)
-widoczny duży metalowy krzyż noszony jako talizman
-medalion w kształcie księżyca (służy do przywoływania opisanego w historii smoka ; MG jeśli chce może sprawić że z czasem Raziel zdobędzie inne medaliony dzięki którym będzie przywoływał inne stwory

-gitara w zniszczonym pokrowcu noszona na plecach
- Opis świata, w którym żyje postać : Świat w którym żyje Raziel jest światem niezwykłym. Jest to świat miecza, technilogii i żadkiej nieobliczalnej magii pętany licznymi wojnami. Kiedyś wyglądał jak nasz świat realny jednak na skutek pewnych wydarzeń uległ ogromnym zmianom. Wszystko zaczeło od próby stwożenia sztucznego człowieka... Człowiek próbował stwożyć innego człowieka w inny sposób niż "tradycyjny"... niestety mimo licznych eksperymentów "twory" gineły po paru dnaich życia. Naukowcy zgodnie stwierdzili że brakuje im pewnej rzeczy... Nazwali tą rzecz "GX" choć nie wiedzili jeszcze wtedy czym ono było... "GX" było brakującym ogniwem umożliwiającym stworzenie sztucznego człowieka... Przez wielu ludzi "GX" był uważany za legende gdyż nie było żadnych dowodów że on istnieje... Tak świat żył aż do pamiętnego roku 1364 III Ery... Wtedy właśnie grupa naukowców postanowiła znaleść "GX" czymkolwiek by ono nie było.... za wszelką cene... Wiedzieni legędami dotarli do "Sankuarium" któe według legend było zaginionym pradawnym miejscem gdzie Bóg stwożył świat... i człowieka. Sanktuarium było miejscem które stanowiło granice między światem materialnym a Boskim... między materią a nieujażmioną mocą... Ludzie skradli z sanktuarium część tej mocy i użyli jej do stworzenia sztucznego człowieka.... Moc z sanktuarium okazała sie brakującym "GX" w ogniwie ludzkim. Naukowcy stworzyli miliony sztucznych ludzi.. żyli oni przez kilnanaście lat w spokoju... aż stało sie coś co zmieniło wsyzstko. Moc którą ludzie ukradli z stworzyła "dziure" w Sankuarium która z dnia na dzień się powiększała i coraz badziej naruszała równowage między materią a mocą... W pewnym momencie dziura stała sie tak wielka że Sankuarium sie zawaliło... nastąpił ogromny wybóch który unicestwił 4/5 populacji ziemskiej... Boska moc zaczeła sie przelewać do świata ludzi jeszcze bardziej pogarszając sytuacje... Sztuczni ludzie (których po wybuchu było więcej niż zwykłych ludzi) wystawieni na Boską Moc zapadli w letarg... w przeciągu tygodnia syndrom "GX" ewoulował w nich zmieniając ich jaszczuropodobne stwory łakniące non stop ludzkiego mięsa... Stwory te nazwano "Grease"... Greas w szypim tempie zaczeli wybijać ludzi któży zaczeli sie zbierać w miastach, których mury broniły ich przed Greas. Boska moc wpłyneła także na ludzi któży stali sie długowieczni (dożywali od tego czasu 1000 do 1500 lat) a niektóży otrzymali tak zwaną "Błogosławieństwo". Błogosławieństwo było czymś w rodzaju bardzo żadko spotykanej i bardzo potężnej moc pochodzącej (dosłownie) od Boga. Ludzie któży ją posiadali byli czczeni najważniejszymi osobami w miastach. Należało im zawsze okazywać szacunek a ich słowo było święte... "Błogosławiony" często był przywódcą duchownych (i ogólnym przywódcą) w danym mieście bądź zajmował inne bardzo ważne miejsce w chierarchii. Wracając jednak do historii... W czasie około 500 lat Greas zniszczyli wszystkie miasta ludzi. Ci co przeżyli uciekli do Utopi - ostaniego wolnego miasta rasy ludzkiej. Połowia miasta była pod ziemią a druga połowa była na powierzchni otoczona przez grube i wysobie mury przez któe Greas nie miały szanse sie dostać.
(Utopia wygląda pod Ziemią jak Zion z Matrix'a a na powierzcni jak większość miast z Fallouta tyle że otaczają je grube mury - podaje bo nie chce mi sie już opisywać

Ostatnio zmieniony niedziela, 16 kwietnia 2006, 23:06 przez Famir, łącznie zmieniany 1 raz.

-
- Tawerniane Oczko
- Posty: 93
- Rejestracja: niedziela, 29 stycznia 2006, 23:37
- Lokalizacja: Z tamtąd
- Kontakt:
nie no szacun!
tyle pisania
i to fajne rzeczy cię motywują
Matrix (pierwszy był dobry), fallout, Arcanum, widać, że znasz się na klimacie postnuklearno-fantastyczno-futurystycznym
Az strach pomyslec co to będzie za sesja (jaszczuroludź, jakiś stwór, Błogosławiony, Mag...) no będzie nawet fajnie 
Ale kiedy?





Ale kiedy?


-
- Tawerniak
- Posty: 1616
- Rejestracja: poniedziałek, 12 września 2005, 08:47
- Numer GG: 5879500
- Lokalizacja: Opole
- Kontakt:
Z tego co widzę jest już 6 postaci, więc limit wyczerpany?
Może warto zamknąć juz rekrutację.
PS. pomysł z Mroczną Wieżą jest świetny!

PS. pomysł z Mroczną Wieżą jest świetny!
http://niwia.myforum.pl/ - forum Opolskiego klubu RPG i fantastyki
http://my.opera.com/gimnazjon/blog/ - sport, ruch, zdrowie, itepe
http://my.opera.com/gimnazjon/blog/ - sport, ruch, zdrowie, itepe

-
- Tawerniane Oczko
- Posty: 93
- Rejestracja: niedziela, 29 stycznia 2006, 23:37
- Lokalizacja: Z tamtąd
- Kontakt:

-
- Mat
- Posty: 589
- Rejestracja: poniedziałek, 6 lutego 2006, 11:51
- Numer GG: 3030068
- Lokalizacja: Z ukrycia i cienia
Tak, książka jest dobra, nawet bardzo
a autorem serii jest mistrz King.
Sesję zaczniemy w środę, bo do tego czasu wolałbym jeszcze obmyślić parę rzeczy. Sześć ludzi to sporo, ale rekrutacja jeszcze pozostaje otwarta, nawet w trakcie sesji będzie można się dołączyć. Wszystkie postacie zaakceptowane

Sesję zaczniemy w środę, bo do tego czasu wolałbym jeszcze obmyślić parę rzeczy. Sześć ludzi to sporo, ale rekrutacja jeszcze pozostaje otwarta, nawet w trakcie sesji będzie można się dołączyć. Wszystkie postacie zaakceptowane

Bóg na Krzyżu był tylko kolejną religią, która uczyła że miłość i morderstwo są nierozłącznie związane - że w końcu Bóg zawsze pije krew

-
- Tawerniak
- Posty: 1616
- Rejestracja: poniedziałek, 12 września 2005, 08:47
- Numer GG: 5879500
- Lokalizacja: Opole
- Kontakt:
Nyano mam pytanie odnośnie świata, nie wiem czy wiesz, czym jest "efekt paradoksu" w Magu:Wstąpienie? Będzie obowiązywał on w innych światach? (Tak, tak...
)

http://niwia.myforum.pl/ - forum Opolskiego klubu RPG i fantastyki
http://my.opera.com/gimnazjon/blog/ - sport, ruch, zdrowie, itepe
http://my.opera.com/gimnazjon/blog/ - sport, ruch, zdrowie, itepe

-
- Mat
- Posty: 589
- Rejestracja: poniedziałek, 6 lutego 2006, 11:51
- Numer GG: 3030068
- Lokalizacja: Z ukrycia i cienia

-
- Tawerniak
- Posty: 1616
- Rejestracja: poniedziałek, 12 września 2005, 08:47
- Numer GG: 5879500
- Lokalizacja: Opole
- Kontakt:
Wytłumaczę Ci to pokrótce, a Ty najwyżej dostosujesz to do swoich światów:
Używanie magii w Magu:Wstąpienie to za każdym razem ryzyko. Magia improwizowana zwykle narusza wszelakie prawa fizyki i tym sposobem delikatną strukturę świta. To tak jakby świat był wielkim gobelinem z jednym wzorcem, a mag przy pomocy magii zmieniał ten wzorzec - ustalony przez setki umysłów na danej planecie. Np. jeśliby próbował sprawić, że grawitacja nie istnieje - czyli zmieniłby wzorzec diametralnie i zaprzeczył podstawowemu prawu fizyki, wzorzec próbowałby się bronić - tym sposobem mag przy wyjątkowym pechu mógłby doprowadzić siebie do samozagłady. Taka kula ognia też narusza gobelin, ale np. sprawienie, że coś znika - np. moneta już nie - bo ludzie myślą, że to jest w stanie ktoś zrobić (efekt paradoksu też działałby w tym przypadku ale z malutką mocą, przy wyjątkowym pechu mag a mogłyby spotkać jakieś nieprzyjemności)
Dlatego magowie muszą korzystać z magii rozważnie - tak by nie naruszyć zbytnio gobelinu.
Magowie Nephadi moga jednak używać ciekawszych sztuczek, które otrzymują od swoich diabelskich lordów. To osłabia efekt paradoksu, jednakże im częściej używają tej magii tym są bardziej uzależnieni od zła.
Magowie Akshic także są słabiej obejmowani przez paradoks - a to z tego powodu, że łatwiej uwierzyć ludziom w nadzwyczajną sprawność fizyczną, niz np. piorun z telewizora.
W razie pytań odpowiem na wszystko chętnie. (Można przyjać, że paradoks jest tym mniejszy, im większa wiara jest w to, co będzie tworzył mag)
Używanie magii w Magu:Wstąpienie to za każdym razem ryzyko. Magia improwizowana zwykle narusza wszelakie prawa fizyki i tym sposobem delikatną strukturę świta. To tak jakby świat był wielkim gobelinem z jednym wzorcem, a mag przy pomocy magii zmieniał ten wzorzec - ustalony przez setki umysłów na danej planecie. Np. jeśliby próbował sprawić, że grawitacja nie istnieje - czyli zmieniłby wzorzec diametralnie i zaprzeczył podstawowemu prawu fizyki, wzorzec próbowałby się bronić - tym sposobem mag przy wyjątkowym pechu mógłby doprowadzić siebie do samozagłady. Taka kula ognia też narusza gobelin, ale np. sprawienie, że coś znika - np. moneta już nie - bo ludzie myślą, że to jest w stanie ktoś zrobić (efekt paradoksu też działałby w tym przypadku ale z malutką mocą, przy wyjątkowym pechu mag a mogłyby spotkać jakieś nieprzyjemności)
Dlatego magowie muszą korzystać z magii rozważnie - tak by nie naruszyć zbytnio gobelinu.
Magowie Nephadi moga jednak używać ciekawszych sztuczek, które otrzymują od swoich diabelskich lordów. To osłabia efekt paradoksu, jednakże im częściej używają tej magii tym są bardziej uzależnieni od zła.
Magowie Akshic także są słabiej obejmowani przez paradoks - a to z tego powodu, że łatwiej uwierzyć ludziom w nadzwyczajną sprawność fizyczną, niz np. piorun z telewizora.
W razie pytań odpowiem na wszystko chętnie. (Można przyjać, że paradoks jest tym mniejszy, im większa wiara jest w to, co będzie tworzył mag)
http://niwia.myforum.pl/ - forum Opolskiego klubu RPG i fantastyki
http://my.opera.com/gimnazjon/blog/ - sport, ruch, zdrowie, itepe
http://my.opera.com/gimnazjon/blog/ - sport, ruch, zdrowie, itepe

-
- Marynarz
- Posty: 166
- Rejestracja: piątek, 5 sierpnia 2005, 21:11
- Numer GG: 0
- Lokalizacja: Łódź (podwodna^^)
- Kontakt:
Skoro rekrutacja otwarta to moze i ja sprobuje
- Imię postaci: Kael
- Płeć: Nie posiada, baaaaaaaardzo dawno temu był jednak mezczyzna i w takiej osobie kaze do siebie mowic
- Wiek: Dawno stracił rachube. Na oko 5 do 6 tysiecy lat
- Wygląd postaci: Czarna masywna podniszczona zbroja okrywajaca całe cialo. Niewiele widac co sie kryje pod nia. Kael nie posiada lewej reki tylko cybernetyczna proteze, ktora jednak na te chwile nie działa. W drugiej dłoni trzyma karabin.
- Historia postaci:
Kael został wskrzeszony w Fabryce jakies 6 tysiecy lat temu jako standardowy nieumarły. Został obrany ze skory tak, ze został tylko kosciec a nastepnie przeszkolony, uzbrojony i rzucony w wir wojny jako mieso armatnie. Jakims sposobem udało mu sie przezyc do teraz...
Oddział arcygenerała Perka miał standardowe zadanie odbic wzgorze numer 13/4/M3L. Wzgorze to znajdywało sie w rekach wroga od 930 lat. Sam Kael probował juz zdobyc ten strategiczny punkt setki razy.... Dzisiejsza bitwa nie roznila sie niczym od poprzednich, trwała 4 dni i wzgorza odbic sie nie udało. Kael był sierzantem w szeregach Armii Ciemnosci i mial wlasny 6 "osobowy" oddzial. Sluzyl w wojsku juz przeszlo 6 tysiacy lat i zdazyl juz zapomniec co było "przed wojna". Dla niego i dla wszystkich innych umarlakow "wojna" była jedna, trwała zawsze od poczatkow dziejow i nigdy nie miala sie skonczyc, jedyne co pozostalo to walczyc. O czyms takim jak zwyciestwo juz kazdy zapomniał. Po bitwie Kael wraz ze swoimi "ludzmi" został wyslany tak jak setki razy wczesniej, na zwiad. Tym razem jednak natrafił na cos nowego...
Ekwipunek:
-Standardowa zbroja okrywajaca cale ciało, bardzo gruba, masywna i ciezka, zrobiona z czarnego stopu ebonitu i mithrilu + elektronika. Pancerz jest mocno zuzyty, podniszczony, zardzewialy i popekany ale spelnia jeszcze swoja role.
-Standardowy karabinek plazmowy z podłaczonym miotaczem kul ognia. Bron i zbroja sa napedzane Kamieniem Dusz, ktorych Kael posiada standardowo trzy + jeden rezerwowy Kamien Cierpienia.
-Detektor magiczny wykrywajacy magie czarną i białą do 100 metrow
-Flary techniczne i magiczne, zestaw pierwszej pomocy, Teleradio, cyfrowa mapa okolicy po ktorej Kael sie porusza + jeszcze troche złomu. Czesc sprzetu działa kiepsko, reszta nie działa wogole. Widac, ze wszystko, łacznie z wlascicielem, pamietało lebsze czasy.
Opis świata, w którym żyje postać:
Wyobrazcie sobie swiat fantazy, gdzie toczy sie zwykla wojna sil ciemnosci z silami swiatła z jednym malym wyjatkiem. Na tym swiecie nie ma "boahaterow". Nie ma jednostek wybitnych, ktore swoim działaniem przechyliły by szale zwyciestwa na ktoras ze stron i dlatego wojna tutaj nigdy sie nie skonczyła.
Ciagle, bez przerwy, od prawie 40 tysiecy lat walczą ze soba Armie Ciemnosc i Armie Światła. Technika dawno juz poszla do przodu. Maszyny parowe, proch, elektryka... to wszystko nalezy juz do prehistorii. Teraz strony walcza ze soba bronia plazmową, magią utylizowaną, mechami kroczacymi... Około 7 tysiecy lat przezd akcja wlasciwą doszlo do Apokalipsy, strony "wymieniły sie" bombami termojadrowymi co zniszczyło cała planete i skuło ja w okowach wiecznej zimy. Ogromne czarne chmury juz dawno przeslonily niebo i wszyscy zdazyli zapomniec jak wygladalo slonce. Jedynym zrodłem swiatła stały sie ogromne wulkany bez przerwy wybuchajace i jazaco sie na zielono promieniotworczy lód... Cała planeta nie przetrwała Apokalipsy, ale wojna trwa nadal.
Moze byc?

- Imię postaci: Kael
- Płeć: Nie posiada, baaaaaaaardzo dawno temu był jednak mezczyzna i w takiej osobie kaze do siebie mowic
- Wiek: Dawno stracił rachube. Na oko 5 do 6 tysiecy lat
- Wygląd postaci: Czarna masywna podniszczona zbroja okrywajaca całe cialo. Niewiele widac co sie kryje pod nia. Kael nie posiada lewej reki tylko cybernetyczna proteze, ktora jednak na te chwile nie działa. W drugiej dłoni trzyma karabin.
- Historia postaci:
Kael został wskrzeszony w Fabryce jakies 6 tysiecy lat temu jako standardowy nieumarły. Został obrany ze skory tak, ze został tylko kosciec a nastepnie przeszkolony, uzbrojony i rzucony w wir wojny jako mieso armatnie. Jakims sposobem udało mu sie przezyc do teraz...
Oddział arcygenerała Perka miał standardowe zadanie odbic wzgorze numer 13/4/M3L. Wzgorze to znajdywało sie w rekach wroga od 930 lat. Sam Kael probował juz zdobyc ten strategiczny punkt setki razy.... Dzisiejsza bitwa nie roznila sie niczym od poprzednich, trwała 4 dni i wzgorza odbic sie nie udało. Kael był sierzantem w szeregach Armii Ciemnosci i mial wlasny 6 "osobowy" oddzial. Sluzyl w wojsku juz przeszlo 6 tysiacy lat i zdazyl juz zapomniec co było "przed wojna". Dla niego i dla wszystkich innych umarlakow "wojna" była jedna, trwała zawsze od poczatkow dziejow i nigdy nie miala sie skonczyc, jedyne co pozostalo to walczyc. O czyms takim jak zwyciestwo juz kazdy zapomniał. Po bitwie Kael wraz ze swoimi "ludzmi" został wyslany tak jak setki razy wczesniej, na zwiad. Tym razem jednak natrafił na cos nowego...
Ekwipunek:
-Standardowa zbroja okrywajaca cale ciało, bardzo gruba, masywna i ciezka, zrobiona z czarnego stopu ebonitu i mithrilu + elektronika. Pancerz jest mocno zuzyty, podniszczony, zardzewialy i popekany ale spelnia jeszcze swoja role.
-Standardowy karabinek plazmowy z podłaczonym miotaczem kul ognia. Bron i zbroja sa napedzane Kamieniem Dusz, ktorych Kael posiada standardowo trzy + jeden rezerwowy Kamien Cierpienia.
-Detektor magiczny wykrywajacy magie czarną i białą do 100 metrow
-Flary techniczne i magiczne, zestaw pierwszej pomocy, Teleradio, cyfrowa mapa okolicy po ktorej Kael sie porusza + jeszcze troche złomu. Czesc sprzetu działa kiepsko, reszta nie działa wogole. Widac, ze wszystko, łacznie z wlascicielem, pamietało lebsze czasy.
Opis świata, w którym żyje postać:
Wyobrazcie sobie swiat fantazy, gdzie toczy sie zwykla wojna sil ciemnosci z silami swiatła z jednym malym wyjatkiem. Na tym swiecie nie ma "boahaterow". Nie ma jednostek wybitnych, ktore swoim działaniem przechyliły by szale zwyciestwa na ktoras ze stron i dlatego wojna tutaj nigdy sie nie skonczyła.
Ciagle, bez przerwy, od prawie 40 tysiecy lat walczą ze soba Armie Ciemnosc i Armie Światła. Technika dawno juz poszla do przodu. Maszyny parowe, proch, elektryka... to wszystko nalezy juz do prehistorii. Teraz strony walcza ze soba bronia plazmową, magią utylizowaną, mechami kroczacymi... Około 7 tysiecy lat przezd akcja wlasciwą doszlo do Apokalipsy, strony "wymieniły sie" bombami termojadrowymi co zniszczyło cała planete i skuło ja w okowach wiecznej zimy. Ogromne czarne chmury juz dawno przeslonily niebo i wszyscy zdazyli zapomniec jak wygladalo slonce. Jedynym zrodłem swiatła stały sie ogromne wulkany bez przerwy wybuchajace i jazaco sie na zielono promieniotworczy lód... Cała planeta nie przetrwała Apokalipsy, ale wojna trwa nadal.
Moze byc?

