
[WarHammer] Lodowy sen (tak 3-4 graczy)

-
- Tawerniany Che Wiewióra
- Posty: 1529
- Rejestracja: niedziela, 13 listopada 2005, 16:55
- Numer GG: 0
- Lokalizacja: Warszawa



-
- Bombardier
- Posty: 692
- Rejestracja: niedziela, 11 grudnia 2005, 17:49
- Numer GG: 2832544
- Lokalizacja: The dead zone


- BLACKs
- Tawerniany Cygan
- Posty: 3040
- Rejestracja: poniedziałek, 21 listopada 2005, 17:30
Nordin – krasnolud inżynier
W święto Sagi roku 2477 w domu rodziny Hardok przyszedł na świat krasnolud, przynosząc sobie imię Nordin odziedziczone po jego dziadku, zasłużonym wojowniku twierdzy Karaz-a-Karak. Ojciec nowonarodzonego członka rodziny, Drongrim, był inżynierem, współtwórcą wielu wynalazków, w większości mechanizmów parowych. Matka, jak większość ówczesnych kobiet krasnoludzkich, zajmowała się domem i wychowywaniem dzieci. Obydwoje wywodzili się z tego samego klanu, zwanego w Karaz-a-Karak „Kształtowanym Kamieniem”. Pośród innych brodaczy uchodzili za jednych z najbardziej zamożnych i wyżej postawionych krasnoludów. Drongrim brał udział w zebraniach rady twierdzy i dzięki temu miał lepszą pozycję w twierdzy niż niejeden jej mieszkaniec.
Ojciec wychowywał swojego syna na pobożnego krasnoluda. Od małego uczył go podstaw różnych nauk, ale zdecydował, że póki nie dorośnie, nie zostanie bardziej wtajemniczony. By dowieść swojego męstwa, będzie musiał pracować w kopalniach, tak jak za dawna robił to Drongrim.
Nordin zawdzięczał swoim rodzicom spokojne dzieciństwo, wkrótce przerwane przez śmierć ojca podczas eksperymentów z nowymi działami. Większość uznaje to za czysty przypadek, ale Nordin uważa, że krasnoludy z innych klanów chciały przejąć pozycję jego ojca i znaleźć się w radzie. Niestety nie ma na to dowodów i nikt nie rozwiązał tej tajemniczej śmierci. W tym samym, 2490 roku, młody brodacz miał okazję oglądać wielką bitwę z orkami, która na zawsze pozostała mu w pamięci, ze względu na udział w niej jego starszego brata, Damkina, który pełnił podczas walki rolę sierżanta.
W 2500 roku, młody krasnolud zaczął pracować jako górnik. Było to powszechne zajęcie w Karaz-a-Karak, ponieważ skały wokół twierdzy mieściły wielkie zasoby surowców. Nordin pamięta lata spędzone w kopalniach jako ciężką pracę, dzięki której wychował się na pracowitego przedstawiciela swojej rasy. Podczas codziennych wykopalisk musiał nieraz stawiać czoła goblinom zamieszkujących tunele. Wtedy pierwszy raz walczył, niestety nie wychodziło mu to zbyt dobrze, nawet oberwał mocno w lewą rękę, po czym została mu głęboka blizna. Przez tą ranę musiał przerwać na pewien czas pracę. Po tym „urlopie” wrócił i zaczął kopać jeszcze ciężej. Po kilku latach został mianowany na Nadzorcę Górników, co było dla niego wielkim zaszczytem.
Pewnego razu, podczas pracy Nordin spotkał w tunelach podróżnika, człowieka. Był przywalony stertą kamieni i o mało co nie umarł. Krasnolud uratował go i pozwolił mu mieszkać w siedzibie klanu przez pewien okres czasu, dopóki nie wyzdrowiał. Nadzorca nie pamięta jego imienia, ale z pewnością rozpozna tego człowieka jak go spotka – był barczysty i miał bielmo na oku, a sądząc po uzbrojeniu był żołnierzem.
Matka Nordina zginęła śmiercią naturalną. Klan po kolejnej stracie przestał stanowić jedność. Wielu z jego członków wyszła na powierzchnię. Nordinowi pozostał już tylko tytuł Nadzorcy Górników – nie pełnił tego stanowiska, kopalnie zostały zamknięte albo pochłonęły je erupcje wulkanów. Krasnolud nie miał czego szukać w Karaz-a-Karak. Postanowił tak jak inni opuścić siedzibę i wyruszyć w świat.
Przez parę lat, krasnolud wędrował po świecie chwytając się różnych zajęć. W roku 2510 powrócił do zajęcia górnika, lecz tym razem pracował w Górach Środkowych. Również zyskał tam wysokie stanowisko, ale wkrótce je zwolnił, ponieważ dowiedział się, że w Middenheim jest paru członków z jego klanu. Nordin postanowił czym prędzej się wybrać do Miasta Białego Wilka i spotkać dawnych znajomych.
Gdy krasnolud ujrzał po raz pierwszy miasto-państwo wznoszące się na górze Fauchslag, ogarnęła go duma za całą jego rasę. Khazalidzi pomagali przy tworzeniu Middenheim. Na każdym kroku dostrzegał krasnoludzką architekturę. Miasto Białego Wilka mu się w szczególności spodobało, ale miał tam parę niemiłych doświadczeń. Został okradziony i pobity kilka razy. Po paru dniach spędzonych w mieście odnalazł gildię inżynierów, a wraz z nią paru ze swoich braci. Nordin nie chciał po raz trzeci pracować w kopalniach i postanowił zostać inżynierem tak jak jego ojciec, w czym pomogli mu jego znajomi z klanu – Okazor i Alnin. Przez kilka lat Nordin studiował pod ich okiem.
Inżynierowie nie pozwalali czeladnikom na samodzielne doświadczenia i eksperymenty, przez co Nordin założył wraz z innymi kandydatami stowarzyszenie mające na celu potajemną naukę. Po paru tygodniach istnienia organizacji, została ona rozwiązana przez przewodniczącego gildii inżynierów. Zdecydował on, że Nordin ma opuścić gildię. Jego decyzja została jednak zmieniona przez wstawiennictwo Okazora i Alnina. Krasnolud nadal jest im bardzo wdzięczny, ale nie tylko z tego powodu. To oni wprowadzili go w świat inżynierii i są jego jedynymi przyjaciółmi, a także członkami „Kształtowanego Kamienia”, których Nordin spotkał. Jest on w stanie poświęcić dla nich wszystko, nawet własne życie. Zawdzięcza im bardzo wiele. Traktuje ich jak starszych braci, którzy zastąpili mu świętej pamięci rodziców.
Krasnolud nigdy nie miał zbyt wielu wrogów. Miał paru nieprzyjaciół, ale nie żywił do nich nienawiści. Może poza jednym, niedoszłym inżynierem Gotorem, który swoje niepowodzenie w gildii zrzucił na Nordina. Uważa, że przez niego nie udał mu się zabroniony eksperyment z czarnym prochem, który oszpecił jego twarz i pozbawił go krasnoludzkiego honoru. Gotor po tym wypadku przestał interesować się inżynierią i innymi naukami, zamiast tego wybrał drogę wojownika i został najemnikiem. Prawdopodobnie podróżuje teraz wraz ze swoją bandą „oręża do wynajęcia”. Nordin codziennie się modli, by go nigdy więcej nie spotkać.
Jak już jesteśmy przy temacie modlitw, krasnolud jest bardzo religijny. Codziennie modli się do trzech bóstw – Grungni, Grimnira i Valayi. Czci dni święte, a w szczególności święto Sagi, podczas którego przyszedł na świat. Składa także ofiary na świątynie wymienionych wyżej bóstw. Nordin modli się także do Sigmara, ponieważ rasa brodaczy zawdzięcza mu bardzo dużo. Z tego powodu zawsze pomoże człowiekowi w potrzebie, ale brzydzi się żebrakami. Mówi, że nie posiadają „honoru” i nie są godni jego pomocy.
W roku 2521 Nordin został oficjalnie mianowany na inżyniera. Pamięta ten dzień, był on dla niego szczególnie szczęśliwy. Spędził go wraz z przyjaciółmi i gildią, wspominając stare czasy i patrząc w przyszłość...
Kolejny rok nie wyróżniał się niczym szczególnym, prócz jednego wydarzenia – Nordin wraz z innymi krasnoludami opracował specjalną wersję armaty o zwiększonym zasięgu. Ta broń artyleryjska została wprowadzona do użytku w Middenheim. Inżynier jest znany głównie z tego projektu, ale również brał udział w kilku mniejszych. Nie jest popularny w innych prowincjach, ale w Middenlandzie jest szanowanym członkiem gildii i fachowcem. Powiadają, że odziedziczył swój talent po ojcu.
Co zamierza zrobić Nordin? W najbliższej przyszłości planuje napisać książkę o inżynierii, która pomogłaby młodym czeladnikom. Nie planuje żadnych dłuższych podróży, ale z chęcią odwiedziłby Nuln ze względu na akademię znajdującą się w tamtym mieście. Gdyby dowiedział się o żyjących członkach „Kształtowanego Kamienia”, opuściłby Miasto Białego Wilka jak najszybciej, byleby ich odnaleźć...
Cel
Nordin ma w swoim życiu cele, które chce osiągnąć. Drongrim zostawił mu wiele niedokończonych notatek na temat mechanizmów parowych. Krasnolud zamierza dokończyć życiowe dzieło jego ojca. Zapiski zawierają informacje o przełomowych wynalazkach, niestety nie są całkowicie opisane – niespodziewana śmierć Drongrima przerwała wiele lat badań, doświadczeń i eksperymentów. Nordin chce za parę lat podjąć się próby stworzenia opisanych przez ojca doświadczeń. Czemu nie zajmie się nimi teraz? Jego wiedza jest zbyt mała, poza tym większości z nich nie rozumie, a nie chce ich opublikować niedokończonych. Tylko on o nich wie i nie zamierza zdradzić tajemnicy.
Kolejnym celem dla krasnoluda jest odnalezienie jak największej liczby członków jego klanu. Do tej pory znalazł tylko kilku, którzy osiedlili się w Middenheim, ale prawdopodobnie żyją inni, rozsiani po całym Imperium. Może się to wydawać głupie, ale Nordin chce zebrać „Kształtowany Kamień” w jednym miejscu i stworzyć atmosferę jak za dziecinnych lat. Brodacz codziennie rozmyśla i marzy w świetle księżyca o swoich braciach. Gdzie oni mogą teraz być? Co robią? Czy jeszcze w ogóle żyją? Takie pytania inżynier zadaje sobie na co dzień i nie traci nadziei na ponowne spotkanie z innymi krasnoludami należącymi niegdyś do jego klanu.
Tak jak każdy brodacz, Nordinowi marzy się bogactwo. Chce on być znów zamożny, przywrócić dawną zamożność, którą posiadał podczas pobytu w Karaz-a-Karak, a później ją utracił wraz z rozpoczęciem życiowej tułaczki. Żądza dużego majątku jest jedną z przyczyn, dla których krasnolud chce dokończyć notatki jego ojca. Mogłyby mu one przynieść wielkie bogactwa materialne, ale póki co to tylko marzenia...
Wygląd
Jak na brodacza, Nordin wyróżnia się wzrostem (148cm), ale odstaje od innych krasnoludów pod względem barczystości. Jest chudszy, niektórzy khazalidzi postrzegają go jako słabeusza, co nie jest prawdą. Mimo swojego wyglądu, jest on silny i sprawny jak jego bracia. Ubiera się w niewyróżniające się ubrania, zazwyczaj koloru szarego, czarnego i brązowego. Nie nosi ubrań ekstrawaganckich i nie chodzi tam, gdzie wymogiem jest ubiór przynajmniej szlachecki. Woli swobodne odzienie. Inne krasnoludy przezywają Nordina zgryźliwie od „bezpalcego inżyniera”, z powodu braku wskazującego palca lewej ręki, którego utracił podczas testów nowych armat.
Zachowanie
Nordin nie jest kolejnym krasnoludem z olbrzymim toporem, kuflem piwa i garstką opowieści o swoich bojowych wyczynach. Nie ma aż tak gardłowego akcentu, jak jego bracia, przez co mówi normalnie. Jego głos można porównać do basu dorosłego, ludzkiego mężczyzny. W stosunku do innych ras jest pomocny i przyjacielski. Nie ma wyrobionego zdania o elfach – nigdy nie spotkał żadnego z nich, tylko słyszał o nich opowieści innych brodaczy. Krasnolud jest oszczędny, zawsze wybierze to, co jest tańsze, bez zbędnych luksusów. Tylko nie myślcie, że Nordin nie odziedziczył typowych dla khazalidów cech – tak jak one jest pamiętliwy, ponad wszystko kocha swój klan i lubi mówić o swoich dokonaniach (oczywiście inżynierskich). Ma także zamiłowanie do alkoholu, ale nie pije nic innego niż miód. Słyszy poza tym "głosy"
.
Umiejętności: czytanie i pisanie, nauka (inżynieria), nauka (mechanika), nawigacja, opieka nad zwierzętami, rzemiosło (górnictwo), rzemiosło (górnictwo odkrywkowe), rzemiosło (rusznikarstwo), spostrzegawczość, ukrywanie się, wspinaczka, wycena, sztuka przetrwania, wiedza (krasnoludy), znajomość języka (staroświatowy), znajomość języka (khazalid).
Zdolności: bardzo wytrzymały, urodzony wojownik, broń specjalna (dwuręczna), wyczucie kierunku, broń specjalna (palna), artylerzysta.
Wyposażenie: skórznia, kilof, łopata, narzędzia (inżyniera), latarnia sztormowa, olej do latarni, 6 długich gwoździ, topór ręczny, sztylet, pistolet, proch i kule starczające na 40 strzałów, niedokończone notatki ojca, sygnet z znakiem gildii, sakiewka z 20zk.
W święto Sagi roku 2477 w domu rodziny Hardok przyszedł na świat krasnolud, przynosząc sobie imię Nordin odziedziczone po jego dziadku, zasłużonym wojowniku twierdzy Karaz-a-Karak. Ojciec nowonarodzonego członka rodziny, Drongrim, był inżynierem, współtwórcą wielu wynalazków, w większości mechanizmów parowych. Matka, jak większość ówczesnych kobiet krasnoludzkich, zajmowała się domem i wychowywaniem dzieci. Obydwoje wywodzili się z tego samego klanu, zwanego w Karaz-a-Karak „Kształtowanym Kamieniem”. Pośród innych brodaczy uchodzili za jednych z najbardziej zamożnych i wyżej postawionych krasnoludów. Drongrim brał udział w zebraniach rady twierdzy i dzięki temu miał lepszą pozycję w twierdzy niż niejeden jej mieszkaniec.
Ojciec wychowywał swojego syna na pobożnego krasnoluda. Od małego uczył go podstaw różnych nauk, ale zdecydował, że póki nie dorośnie, nie zostanie bardziej wtajemniczony. By dowieść swojego męstwa, będzie musiał pracować w kopalniach, tak jak za dawna robił to Drongrim.
Nordin zawdzięczał swoim rodzicom spokojne dzieciństwo, wkrótce przerwane przez śmierć ojca podczas eksperymentów z nowymi działami. Większość uznaje to za czysty przypadek, ale Nordin uważa, że krasnoludy z innych klanów chciały przejąć pozycję jego ojca i znaleźć się w radzie. Niestety nie ma na to dowodów i nikt nie rozwiązał tej tajemniczej śmierci. W tym samym, 2490 roku, młody brodacz miał okazję oglądać wielką bitwę z orkami, która na zawsze pozostała mu w pamięci, ze względu na udział w niej jego starszego brata, Damkina, który pełnił podczas walki rolę sierżanta.
W 2500 roku, młody krasnolud zaczął pracować jako górnik. Było to powszechne zajęcie w Karaz-a-Karak, ponieważ skały wokół twierdzy mieściły wielkie zasoby surowców. Nordin pamięta lata spędzone w kopalniach jako ciężką pracę, dzięki której wychował się na pracowitego przedstawiciela swojej rasy. Podczas codziennych wykopalisk musiał nieraz stawiać czoła goblinom zamieszkujących tunele. Wtedy pierwszy raz walczył, niestety nie wychodziło mu to zbyt dobrze, nawet oberwał mocno w lewą rękę, po czym została mu głęboka blizna. Przez tą ranę musiał przerwać na pewien czas pracę. Po tym „urlopie” wrócił i zaczął kopać jeszcze ciężej. Po kilku latach został mianowany na Nadzorcę Górników, co było dla niego wielkim zaszczytem.
Pewnego razu, podczas pracy Nordin spotkał w tunelach podróżnika, człowieka. Był przywalony stertą kamieni i o mało co nie umarł. Krasnolud uratował go i pozwolił mu mieszkać w siedzibie klanu przez pewien okres czasu, dopóki nie wyzdrowiał. Nadzorca nie pamięta jego imienia, ale z pewnością rozpozna tego człowieka jak go spotka – był barczysty i miał bielmo na oku, a sądząc po uzbrojeniu był żołnierzem.
Matka Nordina zginęła śmiercią naturalną. Klan po kolejnej stracie przestał stanowić jedność. Wielu z jego członków wyszła na powierzchnię. Nordinowi pozostał już tylko tytuł Nadzorcy Górników – nie pełnił tego stanowiska, kopalnie zostały zamknięte albo pochłonęły je erupcje wulkanów. Krasnolud nie miał czego szukać w Karaz-a-Karak. Postanowił tak jak inni opuścić siedzibę i wyruszyć w świat.
Przez parę lat, krasnolud wędrował po świecie chwytając się różnych zajęć. W roku 2510 powrócił do zajęcia górnika, lecz tym razem pracował w Górach Środkowych. Również zyskał tam wysokie stanowisko, ale wkrótce je zwolnił, ponieważ dowiedział się, że w Middenheim jest paru członków z jego klanu. Nordin postanowił czym prędzej się wybrać do Miasta Białego Wilka i spotkać dawnych znajomych.
Gdy krasnolud ujrzał po raz pierwszy miasto-państwo wznoszące się na górze Fauchslag, ogarnęła go duma za całą jego rasę. Khazalidzi pomagali przy tworzeniu Middenheim. Na każdym kroku dostrzegał krasnoludzką architekturę. Miasto Białego Wilka mu się w szczególności spodobało, ale miał tam parę niemiłych doświadczeń. Został okradziony i pobity kilka razy. Po paru dniach spędzonych w mieście odnalazł gildię inżynierów, a wraz z nią paru ze swoich braci. Nordin nie chciał po raz trzeci pracować w kopalniach i postanowił zostać inżynierem tak jak jego ojciec, w czym pomogli mu jego znajomi z klanu – Okazor i Alnin. Przez kilka lat Nordin studiował pod ich okiem.
Inżynierowie nie pozwalali czeladnikom na samodzielne doświadczenia i eksperymenty, przez co Nordin założył wraz z innymi kandydatami stowarzyszenie mające na celu potajemną naukę. Po paru tygodniach istnienia organizacji, została ona rozwiązana przez przewodniczącego gildii inżynierów. Zdecydował on, że Nordin ma opuścić gildię. Jego decyzja została jednak zmieniona przez wstawiennictwo Okazora i Alnina. Krasnolud nadal jest im bardzo wdzięczny, ale nie tylko z tego powodu. To oni wprowadzili go w świat inżynierii i są jego jedynymi przyjaciółmi, a także członkami „Kształtowanego Kamienia”, których Nordin spotkał. Jest on w stanie poświęcić dla nich wszystko, nawet własne życie. Zawdzięcza im bardzo wiele. Traktuje ich jak starszych braci, którzy zastąpili mu świętej pamięci rodziców.
Krasnolud nigdy nie miał zbyt wielu wrogów. Miał paru nieprzyjaciół, ale nie żywił do nich nienawiści. Może poza jednym, niedoszłym inżynierem Gotorem, który swoje niepowodzenie w gildii zrzucił na Nordina. Uważa, że przez niego nie udał mu się zabroniony eksperyment z czarnym prochem, który oszpecił jego twarz i pozbawił go krasnoludzkiego honoru. Gotor po tym wypadku przestał interesować się inżynierią i innymi naukami, zamiast tego wybrał drogę wojownika i został najemnikiem. Prawdopodobnie podróżuje teraz wraz ze swoją bandą „oręża do wynajęcia”. Nordin codziennie się modli, by go nigdy więcej nie spotkać.
Jak już jesteśmy przy temacie modlitw, krasnolud jest bardzo religijny. Codziennie modli się do trzech bóstw – Grungni, Grimnira i Valayi. Czci dni święte, a w szczególności święto Sagi, podczas którego przyszedł na świat. Składa także ofiary na świątynie wymienionych wyżej bóstw. Nordin modli się także do Sigmara, ponieważ rasa brodaczy zawdzięcza mu bardzo dużo. Z tego powodu zawsze pomoże człowiekowi w potrzebie, ale brzydzi się żebrakami. Mówi, że nie posiadają „honoru” i nie są godni jego pomocy.
W roku 2521 Nordin został oficjalnie mianowany na inżyniera. Pamięta ten dzień, był on dla niego szczególnie szczęśliwy. Spędził go wraz z przyjaciółmi i gildią, wspominając stare czasy i patrząc w przyszłość...
Kolejny rok nie wyróżniał się niczym szczególnym, prócz jednego wydarzenia – Nordin wraz z innymi krasnoludami opracował specjalną wersję armaty o zwiększonym zasięgu. Ta broń artyleryjska została wprowadzona do użytku w Middenheim. Inżynier jest znany głównie z tego projektu, ale również brał udział w kilku mniejszych. Nie jest popularny w innych prowincjach, ale w Middenlandzie jest szanowanym członkiem gildii i fachowcem. Powiadają, że odziedziczył swój talent po ojcu.
Co zamierza zrobić Nordin? W najbliższej przyszłości planuje napisać książkę o inżynierii, która pomogłaby młodym czeladnikom. Nie planuje żadnych dłuższych podróży, ale z chęcią odwiedziłby Nuln ze względu na akademię znajdującą się w tamtym mieście. Gdyby dowiedział się o żyjących członkach „Kształtowanego Kamienia”, opuściłby Miasto Białego Wilka jak najszybciej, byleby ich odnaleźć...
Cel
Nordin ma w swoim życiu cele, które chce osiągnąć. Drongrim zostawił mu wiele niedokończonych notatek na temat mechanizmów parowych. Krasnolud zamierza dokończyć życiowe dzieło jego ojca. Zapiski zawierają informacje o przełomowych wynalazkach, niestety nie są całkowicie opisane – niespodziewana śmierć Drongrima przerwała wiele lat badań, doświadczeń i eksperymentów. Nordin chce za parę lat podjąć się próby stworzenia opisanych przez ojca doświadczeń. Czemu nie zajmie się nimi teraz? Jego wiedza jest zbyt mała, poza tym większości z nich nie rozumie, a nie chce ich opublikować niedokończonych. Tylko on o nich wie i nie zamierza zdradzić tajemnicy.
Kolejnym celem dla krasnoluda jest odnalezienie jak największej liczby członków jego klanu. Do tej pory znalazł tylko kilku, którzy osiedlili się w Middenheim, ale prawdopodobnie żyją inni, rozsiani po całym Imperium. Może się to wydawać głupie, ale Nordin chce zebrać „Kształtowany Kamień” w jednym miejscu i stworzyć atmosferę jak za dziecinnych lat. Brodacz codziennie rozmyśla i marzy w świetle księżyca o swoich braciach. Gdzie oni mogą teraz być? Co robią? Czy jeszcze w ogóle żyją? Takie pytania inżynier zadaje sobie na co dzień i nie traci nadziei na ponowne spotkanie z innymi krasnoludami należącymi niegdyś do jego klanu.
Tak jak każdy brodacz, Nordinowi marzy się bogactwo. Chce on być znów zamożny, przywrócić dawną zamożność, którą posiadał podczas pobytu w Karaz-a-Karak, a później ją utracił wraz z rozpoczęciem życiowej tułaczki. Żądza dużego majątku jest jedną z przyczyn, dla których krasnolud chce dokończyć notatki jego ojca. Mogłyby mu one przynieść wielkie bogactwa materialne, ale póki co to tylko marzenia...
Wygląd
Jak na brodacza, Nordin wyróżnia się wzrostem (148cm), ale odstaje od innych krasnoludów pod względem barczystości. Jest chudszy, niektórzy khazalidzi postrzegają go jako słabeusza, co nie jest prawdą. Mimo swojego wyglądu, jest on silny i sprawny jak jego bracia. Ubiera się w niewyróżniające się ubrania, zazwyczaj koloru szarego, czarnego i brązowego. Nie nosi ubrań ekstrawaganckich i nie chodzi tam, gdzie wymogiem jest ubiór przynajmniej szlachecki. Woli swobodne odzienie. Inne krasnoludy przezywają Nordina zgryźliwie od „bezpalcego inżyniera”, z powodu braku wskazującego palca lewej ręki, którego utracił podczas testów nowych armat.
Zachowanie
Nordin nie jest kolejnym krasnoludem z olbrzymim toporem, kuflem piwa i garstką opowieści o swoich bojowych wyczynach. Nie ma aż tak gardłowego akcentu, jak jego bracia, przez co mówi normalnie. Jego głos można porównać do basu dorosłego, ludzkiego mężczyzny. W stosunku do innych ras jest pomocny i przyjacielski. Nie ma wyrobionego zdania o elfach – nigdy nie spotkał żadnego z nich, tylko słyszał o nich opowieści innych brodaczy. Krasnolud jest oszczędny, zawsze wybierze to, co jest tańsze, bez zbędnych luksusów. Tylko nie myślcie, że Nordin nie odziedziczył typowych dla khazalidów cech – tak jak one jest pamiętliwy, ponad wszystko kocha swój klan i lubi mówić o swoich dokonaniach (oczywiście inżynierskich). Ma także zamiłowanie do alkoholu, ale nie pije nic innego niż miód. Słyszy poza tym "głosy"

Umiejętności: czytanie i pisanie, nauka (inżynieria), nauka (mechanika), nawigacja, opieka nad zwierzętami, rzemiosło (górnictwo), rzemiosło (górnictwo odkrywkowe), rzemiosło (rusznikarstwo), spostrzegawczość, ukrywanie się, wspinaczka, wycena, sztuka przetrwania, wiedza (krasnoludy), znajomość języka (staroświatowy), znajomość języka (khazalid).
Zdolności: bardzo wytrzymały, urodzony wojownik, broń specjalna (dwuręczna), wyczucie kierunku, broń specjalna (palna), artylerzysta.
Wyposażenie: skórznia, kilof, łopata, narzędzia (inżyniera), latarnia sztormowa, olej do latarni, 6 długich gwoździ, topór ręczny, sztylet, pistolet, proch i kule starczające na 40 strzałów, niedokończone notatki ojca, sygnet z znakiem gildii, sakiewka z 20zk.


-
- Bosman
- Posty: 1864
- Rejestracja: poniedziałek, 25 kwietnia 2005, 20:51
- Numer GG: 5454998
Obra, kontynuuje gre. To nie sa ostatnie chwile Johana Gambolputty de von Ausfernschplenden-schlitter-crasscrenbon-fried-digger-dingle-dangle-dongle-dungle-burstein-von-knacker-thrasher-apple-banger-horowitz-ticolensic-grander-knotty-spelltinkle-grandlich-grumblemeyer-spelterwasser-kurstlich-himbleeisen-bahnwagen-gutenabend-bitte-ein-nürnburger-bratwustle-gerspurten-mitz-wemache-luber-hundsfut-gumberaber-shönendanker-kalbsfleisch-mittler-aucher von Hautkopf z Ulm


-
- Tawerniak
- Posty: 2122
- Rejestracja: poniedziałek, 3 października 2005, 13:57
- Numer GG: 5438992
- Lokalizacja: Mroczna Wieża
- Kontakt:

Gracz: Lothar
Imię: Thorn
Rasa: Człowiek
Miejsce urodzenia: Gdzieś w górach Nordlandu na północny-zachód od Middenheim
Wiek: 27
Historia:
Urodził się w barbarzyńskiej wiosce położonej wysoko w górach Nordlandu. Jego rodzice byli ludźmi z długą tradycją rodową. Była nią walka. Od najmłodszych lat Thorn trenował tą sztukę i był w niej bardzo dobry, lecz chciał zdobyć też wykształcenie, o które było trudno w tamtych okolicach. Gdy miał 16 lat powiedział swoim rodzicom o swoich planach. Jego matka była za tym, żeby udał się do jakiejś szkoły, ale ojciec miał pewne wątpliwości. Wiedział, że przekazał całą swoją wiedzę, ale nie może zapewnić synowi pomocy finansowej, która była w szkołach potrzebna. Jednak młody barbarzyńca uparł się i wkrótce wyruszył do jednego z większych miast Nordlandu by spełnić swoje marzenia. Po długiej i wyczerpującej podróży znalazł się na miejscu, a następnie udał się prosto do akademii. Nie został tam jednak przyjęty. Jak przypuszczał jego ojciec potrzebne były pieniądze... Co miał robić młody chłopak posiadający jedynie miecz na plecach? Jak tu zarobić? To pytanie męczyło go przez długi czas. Umiał tylko walczyć więc wpadł na pomysł udania się do areny walk. Na jego propozycje, zarządca aż spadł z krzesła z napadem potwornego śmiechu. Udało się go jednak namówić i już podczas pierwszej walki, Thorn pokazał na co go stać. Właściciel był zachwycony swoim nowym nabytkiem. Dał mu całkiem nieźle płatną posadę gladiatora. Dzięki czemu Thorn mógł rozpocząć edukację. Lata mijały mu na nauce i walce, a co dziwne świetnie dawał sobie radę z ich uporządkowaniem. 10 lat ciężko pracował nad umysłem, a walcząc i ciałem. Stał się inteligentny , nauczył się dobrych manier i kultury, co w połączeniu z mistrzowskimi umiejętnościami bitewnymi czyniło go naprawdę niezwykłym człowiekiem.
W wieku 26 lat opuścił szkołę i ruszył w podróż, by poznać całą północną część imperium, a w szczególności swój ojczysty Nordland. Tak trafił do miasta portowego, które było małym okienkiem na świat...
Ekwipunek:
- Ciepłe i bardzo grube ubranie kupione w jednym z miast „lodowej północy”
- Sakwa z pieniędzmi (tu proszę od razu o podanie stanu moich oszczędności)
- Miecz półtoraręczny zrobiony na zamówienie u kowala na gladiatorskiej arenie
- Porcja żywnościowa na jeden dzień
- Księga „Bestie zamieszkujące imperium” w stanie użytku
- Mała brzytwa do czynności sanitarnych twarzy
Wygląd:
W karczmiennym kominku wesoło skakały płomienie. O późnej porze poinformował wszystkich obecnych wysoko znajdujący się księżyc widoczny przez okna od strony wschodniej. Z tawerny przepełnionej aż po brzegi zaczęli wylewać się ledwo stojący na nogach goście. W środku zostało ich niewielu. Karczmiarz podchodził do drzwi, by domknąć je po tak nagłej migracji żołądków pełnych alkoholu. Już chwytał za klamkę, gdy nagle duża siła wyrzuciła go do tyłu. Za progiem ukazała się zakapturzona, postawna postać z wyciągniętą przed siebie ręką. Schylając głowę weszła do środka i szybkim ruchem ręki zamknęła za sobą drzwi, by uniemożliwić napływ lodowatego powietrza. Zdjęła kaptur. Był to mężczyzna w młodym wieku o inteligentnej, wysmaganej wiatrem twarzy. Swoimi czarnymi jak smoła oczyma spojrzał się na leżącego karczmiarza, a ten aż przepełzł o kilka kroków w przeciwną stronę. Nieznajomy wyciągnął rękę do leżącego i donośnym głosem przeprosił właściciela knajpy, poczym zmierzył w kierunku wolnego miejsca tuż przy oknie, a za nim dreptał oniemiały z wrażenia poszkodowany. Usiadłszy przy wolnym stole zdjął zarzucony przez lewe ramię tobołek i miecz przewiązany przez plecy. Odwiązał zchodzone buty, które wydawały się jednak bardzo solidne. Zdjął płaszcz ze skóry jakiegoś bardzo owłosionego zwierzęcia zostawiając na sobie jedynie koszulę i spodnie. Wszystkim obecnym ukazał się wielki, barbarzyński amulet, a jego właściciel, odgarniając kosmyk długich, czarnych włosów zaczął czytać książkę...
Charakter:
Thorn jest raczej spokojnym i opanowanym człowiekiem. Lubi powiększać swoją wiedzę czytając książki i rozmawiając z innymi ludźmi, podobnymi lub całkiem odmiennymi od niego. Nie ma jakichkolwiek zarzutów do ras żyjących w imperium. Stara się być tolerancyjny, wyrozumiały, a przemocy używać wyłącznie w ostateczności.
_______________________________________________
Nieco "naciagane", ale spodobal mi sie motyw czytania ksiazki w opisie wygladu
Postac moze byc bardzo ciekawa, licze, ze rzeczywiscie bedzie duzo rozmawiac
Witam na pokladzie 
Ra-V... TY JESZCZE ZYJESZ?!
Do zobaczenia na sesji 
Imię: Thorn
Rasa: Człowiek
Miejsce urodzenia: Gdzieś w górach Nordlandu na północny-zachód od Middenheim
Wiek: 27
Historia:
Urodził się w barbarzyńskiej wiosce położonej wysoko w górach Nordlandu. Jego rodzice byli ludźmi z długą tradycją rodową. Była nią walka. Od najmłodszych lat Thorn trenował tą sztukę i był w niej bardzo dobry, lecz chciał zdobyć też wykształcenie, o które było trudno w tamtych okolicach. Gdy miał 16 lat powiedział swoim rodzicom o swoich planach. Jego matka była za tym, żeby udał się do jakiejś szkoły, ale ojciec miał pewne wątpliwości. Wiedział, że przekazał całą swoją wiedzę, ale nie może zapewnić synowi pomocy finansowej, która była w szkołach potrzebna. Jednak młody barbarzyńca uparł się i wkrótce wyruszył do jednego z większych miast Nordlandu by spełnić swoje marzenia. Po długiej i wyczerpującej podróży znalazł się na miejscu, a następnie udał się prosto do akademii. Nie został tam jednak przyjęty. Jak przypuszczał jego ojciec potrzebne były pieniądze... Co miał robić młody chłopak posiadający jedynie miecz na plecach? Jak tu zarobić? To pytanie męczyło go przez długi czas. Umiał tylko walczyć więc wpadł na pomysł udania się do areny walk. Na jego propozycje, zarządca aż spadł z krzesła z napadem potwornego śmiechu. Udało się go jednak namówić i już podczas pierwszej walki, Thorn pokazał na co go stać. Właściciel był zachwycony swoim nowym nabytkiem. Dał mu całkiem nieźle płatną posadę gladiatora. Dzięki czemu Thorn mógł rozpocząć edukację. Lata mijały mu na nauce i walce, a co dziwne świetnie dawał sobie radę z ich uporządkowaniem. 10 lat ciężko pracował nad umysłem, a walcząc i ciałem. Stał się inteligentny , nauczył się dobrych manier i kultury, co w połączeniu z mistrzowskimi umiejętnościami bitewnymi czyniło go naprawdę niezwykłym człowiekiem.
W wieku 26 lat opuścił szkołę i ruszył w podróż, by poznać całą północną część imperium, a w szczególności swój ojczysty Nordland. Tak trafił do miasta portowego, które było małym okienkiem na świat...
Ekwipunek:
- Ciepłe i bardzo grube ubranie kupione w jednym z miast „lodowej północy”
- Sakwa z pieniędzmi (tu proszę od razu o podanie stanu moich oszczędności)
- Miecz półtoraręczny zrobiony na zamówienie u kowala na gladiatorskiej arenie
- Porcja żywnościowa na jeden dzień
- Księga „Bestie zamieszkujące imperium” w stanie użytku
- Mała brzytwa do czynności sanitarnych twarzy
Wygląd:
W karczmiennym kominku wesoło skakały płomienie. O późnej porze poinformował wszystkich obecnych wysoko znajdujący się księżyc widoczny przez okna od strony wschodniej. Z tawerny przepełnionej aż po brzegi zaczęli wylewać się ledwo stojący na nogach goście. W środku zostało ich niewielu. Karczmiarz podchodził do drzwi, by domknąć je po tak nagłej migracji żołądków pełnych alkoholu. Już chwytał za klamkę, gdy nagle duża siła wyrzuciła go do tyłu. Za progiem ukazała się zakapturzona, postawna postać z wyciągniętą przed siebie ręką. Schylając głowę weszła do środka i szybkim ruchem ręki zamknęła za sobą drzwi, by uniemożliwić napływ lodowatego powietrza. Zdjęła kaptur. Był to mężczyzna w młodym wieku o inteligentnej, wysmaganej wiatrem twarzy. Swoimi czarnymi jak smoła oczyma spojrzał się na leżącego karczmiarza, a ten aż przepełzł o kilka kroków w przeciwną stronę. Nieznajomy wyciągnął rękę do leżącego i donośnym głosem przeprosił właściciela knajpy, poczym zmierzył w kierunku wolnego miejsca tuż przy oknie, a za nim dreptał oniemiały z wrażenia poszkodowany. Usiadłszy przy wolnym stole zdjął zarzucony przez lewe ramię tobołek i miecz przewiązany przez plecy. Odwiązał zchodzone buty, które wydawały się jednak bardzo solidne. Zdjął płaszcz ze skóry jakiegoś bardzo owłosionego zwierzęcia zostawiając na sobie jedynie koszulę i spodnie. Wszystkim obecnym ukazał się wielki, barbarzyński amulet, a jego właściciel, odgarniając kosmyk długich, czarnych włosów zaczął czytać książkę...
Charakter:
Thorn jest raczej spokojnym i opanowanym człowiekiem. Lubi powiększać swoją wiedzę czytając książki i rozmawiając z innymi ludźmi, podobnymi lub całkiem odmiennymi od niego. Nie ma jakichkolwiek zarzutów do ras żyjących w imperium. Stara się być tolerancyjny, wyrozumiały, a przemocy używać wyłącznie w ostateczności.
_______________________________________________
Nieco "naciagane", ale spodobal mi sie motyw czytania ksiazki w opisie wygladu



Ra-V... TY JESZCZE ZYJESZ?!



-
- Majtek
- Posty: 100
- Rejestracja: niedziela, 22 stycznia 2006, 13:06
- Lokalizacja: Zewsząd...
- Kontakt:


-
- Tawerniak
- Posty: 2122
- Rejestracja: poniedziałek, 3 października 2005, 13:57
- Numer GG: 5438992
- Lokalizacja: Mroczna Wieża
- Kontakt:

-
- Bombardier
- Posty: 692
- Rejestracja: niedziela, 11 grudnia 2005, 17:49
- Numer GG: 2832544
- Lokalizacja: The dead zone

Imię: Isengrim
Rasa: Elf
Profesja: Wojownik klanowy
Wygląd:
190 cm wzrostu, czarne włosy ścięte na krótko, brązowe oczy. Chodzi lekko zgarbiony, jest szybki i zwinny, jak każdy wiekszosc elfow. Na sobie ma zazwyczaj spodnie, koszulę, czarną skórzaną kurtkę i elfi płaszcz z kapturem, ktory starannie zaslania jego dziedzictwo. Przy pasie nosi dwa sztylety pieknej klanowej roboty. Sa one delikatnie zdobione, nie z takim przepychem jak te ludzkie ani z brakiem finezji jak krasnoludzkie. Wysoce je sobie ceni i sa dla niego bardzo wazna pamiatka, budzaca w nim wiele wspomnien.
Historia:
Urodził się w jednym z elfickich miast głęboko w puszczy. Od dziecka interesował się tym, co dzieje się poza granicami rodzinnego lasu, choc takie zachowanie rzadko lezy w naturze tych pieknych istot. Jego ciekawosc byla tak dalece posunieta, ze praktycznie calymi dniami siedzial w bibliotece czytajac zwoje traktujace o swiecie ludzi i krasnoludow. Rzeczy, ktore przeczytal, nie zniechecily go do wyprawy. Wrecz przeciwnie, zapalal jeszcze wieksza checia do sprawdzenia tych poglosek. Postanowił wstąpić do jednego z klanów, nauczyć się walki i wyruszyć w świat, wszak z tego co wyczytal, musial sie dobrze przygotowac. Trenował ciężko, ale doszedł do duzej precyzji jedynie w strzelaniu z łuku i walce sztyletami. Miecz byl dla niego za duzy i nieporeczny, szybko zaniechal walki nim.
W końcu wyruszył w swoją podróż i przekonal sie, ze wiekszosc tekstu zawartego na zwojach byla prawda. Bardzo sie zawiodl, lecz dla niego nie bylo juz powrotu do ojczyzny. Zostal samowolnie wygnancem i stracencem... W ludzkich miastach nauczył się jednego - ludzie nigdy nie zaufają elfowi. Wszędzie spotykały go wyzwiska i pogarda. Z tego powodu obciął włosy, aby mniej wyróżniać się z tłumu. Gdziekolwiek chodzi, zawsze ma na głowie kaptur, zasłaniający twarz a przede wszystkim jego uszy.
Ekwipunek: elfi łuk, kołczan strzał, dwa sztylety przy pasie. W plecaku - manierka z wodą, trochę jedzenia, dwa koce (jeden grubszy i cieplejszy) i ubranie na zmiane.
Pozwolilam sobie naniesc kilka poprawek, chyba widac gdzie... Pisanie z polskimi literami zabiera za duzo czasu

Rasa: Elf
Profesja: Wojownik klanowy
Wygląd:
190 cm wzrostu, czarne włosy ścięte na krótko, brązowe oczy. Chodzi lekko zgarbiony, jest szybki i zwinny, jak każdy wiekszosc elfow. Na sobie ma zazwyczaj spodnie, koszulę, czarną skórzaną kurtkę i elfi płaszcz z kapturem, ktory starannie zaslania jego dziedzictwo. Przy pasie nosi dwa sztylety pieknej klanowej roboty. Sa one delikatnie zdobione, nie z takim przepychem jak te ludzkie ani z brakiem finezji jak krasnoludzkie. Wysoce je sobie ceni i sa dla niego bardzo wazna pamiatka, budzaca w nim wiele wspomnien.
Historia:
Urodził się w jednym z elfickich miast głęboko w puszczy. Od dziecka interesował się tym, co dzieje się poza granicami rodzinnego lasu, choc takie zachowanie rzadko lezy w naturze tych pieknych istot. Jego ciekawosc byla tak dalece posunieta, ze praktycznie calymi dniami siedzial w bibliotece czytajac zwoje traktujace o swiecie ludzi i krasnoludow. Rzeczy, ktore przeczytal, nie zniechecily go do wyprawy. Wrecz przeciwnie, zapalal jeszcze wieksza checia do sprawdzenia tych poglosek. Postanowił wstąpić do jednego z klanów, nauczyć się walki i wyruszyć w świat, wszak z tego co wyczytal, musial sie dobrze przygotowac. Trenował ciężko, ale doszedł do duzej precyzji jedynie w strzelaniu z łuku i walce sztyletami. Miecz byl dla niego za duzy i nieporeczny, szybko zaniechal walki nim.
W końcu wyruszył w swoją podróż i przekonal sie, ze wiekszosc tekstu zawartego na zwojach byla prawda. Bardzo sie zawiodl, lecz dla niego nie bylo juz powrotu do ojczyzny. Zostal samowolnie wygnancem i stracencem... W ludzkich miastach nauczył się jednego - ludzie nigdy nie zaufają elfowi. Wszędzie spotykały go wyzwiska i pogarda. Z tego powodu obciął włosy, aby mniej wyróżniać się z tłumu. Gdziekolwiek chodzi, zawsze ma na głowie kaptur, zasłaniający twarz a przede wszystkim jego uszy.
Ekwipunek: elfi łuk, kołczan strzał, dwa sztylety przy pasie. W plecaku - manierka z wodą, trochę jedzenia, dwa koce (jeden grubszy i cieplejszy) i ubranie na zmiane.
Pozwolilam sobie naniesc kilka poprawek, chyba widac gdzie... Pisanie z polskimi literami zabiera za duzo czasu



