W młodości zapisał się do Akademii Wojowników w Norsce, zrezygnował po paru latach uważając, że walka młotem w zupełności mu wystarczy i nie potrzebuje się uczyć posługiwania się inną bronią. Mając dosyć nadętych krasnoludów, uważających się za mądrzejszych tylko dlatego że są dużo starsi od niego, oraz dwóch (sic!) panoszących się w domu sióstr, postanowił wyruszyć zwiedzać świat. Jego ojciec chciał żeby tak jak starszy brat Ernsta poszedł w ślady rodziców i został wikingiem. Jednak Ernst chciał zwiedzić jak największy kawałek lądu i to nie koniecznie droga morska, która go nigdy za bardzo nie fascynowała. Zresztą uważał, że nawet jego lekko psychopatyczny starszy brat, też w końcu zrezygnował z życia wikinga na rzecz podróży po lądzie. O dziwo przekonać ojca do tego pomysłu pomogła matka Ernsta, która sama dużo podróżowała za swojej młodości i mimo że też była wikingiem, uważała że morze nie jest idealnym środowiskiem dla krasnoludów. Ernst w prezencie od ojca dostał piękny jednoręczny młot bojowy oraz solidną tarczę. Jak każdy krasnolud posiadając rozwinięty zmysł praktyczny do handlu sprzedał za sporą gotówkę zarówno młot jak i tarczę w najbliższym ludzkim mieście. Do walki kupił sobie zwykły solidny, dwuręczny młot bojowy oraz beczułkę piwa na pocieszenie. Zaopatrzony w spory zapas gotówki wierzył, że zwiedzanie świata będzie głównie oznaczało rozbijanie się po knajpach. Jak zwykle bywa w takich przypadkach, w podróży mu się nie poszczęściło i wkrótce został bez pieniędzy. Ponieważ akurat wędrował po okolicach spokojnych i nudnych jak cholera nie znalazł żadnego zapotrzebowania na swoje, związane z siłą fizyczną usługi. Został zmuszony przez los do sprzedaży młota bojowego a zamiast niego do posługiwania się, kupionym u starego pijaczyny, starym i mocno zardzewiałym sztyletem. Po roku czasu takiej uciążliwej wędrówki, gdy chciał już wrócić skruszony do domu, wędrowny pijany w diabły bard poradził mu żeby został gladiatorem. Ernst postanowił spróbować. Pożyczył w krasnoludzkim banku (na horrendalny procent) małą sumkę pieniędzy, za którą kupił sobie zbroję skórzaną oraz kiepskiej jakości dwuręczny młot bojowy. Po kilku występach był w stanie spłacić pożyczkę oraz zakupić sobie nowy, lepszej jakości młot. Po kilkunastu latach znudzony walką ku uciesze publiczności, postanowił ponownie wyruszyć w świat. Ponieważ pieniądze trzymają się go tak samo jak kiedyś, szuka w tej chwili jakiejś możliwości zarobku.
Jest krasnoludem średniego wzrostu, będącym jeszcze w dość młodym wieku (71 lat). Posiada płowe włosy oraz jasnobrązowe, charyzmatyczne oczy. Wąsy razem z brodą są krótko, jak na krasnoluda, przystrzyżone (ok. 10 cm). Przyzwyczajenie z walk na arenie każe mu mówić donośnym głosem, pomimo usilnych prób osób mu towarzyszących nie potrafi oduczyć się tego zwyczaju. Nosi nieokreślonego koloru, stary, zniszczony płaszcz z kapturem. Podobno kiedyś był to przewiewny, wysokiej jakości płaszcz podróżny lecz lata użytkowania go, zarówno przez Ernsta jak i jego ojca, nie tylko jako ochrona przed wiatrem lecz także jako ścierka do wytarcia rąk po jedzeniu, sprawiły że płaszcz zapewnia w tej chwili idealną ochronę przed chłodem i wilgocią. Ernst na nogach nosi wygodne, wysokie skórzane buty. Nigdy nie rozstaje się ze swoim młotem bojowym ani ze swoim starym, zardzewiałym sztyletem, traktując go jako swojego rodzaju talizman na szczęście. Być może działa bo Ernst nie doznał jeszcze żadnych poważnych obrażeń. W wolnych chwilach (czyli prawie zawsze) lubi wypełniać okoliczne powietrze wspaniałym zapachem swojej wysłużonej, zabytkowej fajki (inni osobnicy, mający wątpliwe szczęście znajdować się po jego zawietrznej stronie, mają inne zdanie na ten temat). Do tej pory jedynym sposobem na powstrzymanie Ernsta przed zapaleniem fajki jest ulokowanie go w jakimś zamkniętym pomieszczeniu lub w mieście. On sam twierdzi: „Jedyne miejsce gdzie mogę w pełni cieszyć się aromatem mojej fajeczki to otwarta przestrzeń. Wszędzie indziej występują mniej przyjemne wonie, które zakłócają jej aromat.„ Według nielicznych lubiących go osobników Ernst posiada specyficzne poczucie humoru, tzn. jest: cyniczny, złośliwy, czepliwy i ironiczny. Zdanie osobników którzy za nim nie przepadają się nie liczy. Jest lubiany przez karczmarzy oraz drobnych przydrożnych sklepikarzy, gdyż nie potrafi się powstrzymać przed niekontrolowanym wydawaniem pieniędzy na wszelakie głupoty (takie jak: nowe mieszanki/gatunki tytoniu, alkohol, jedzenie i inne nieistotne, drobne przyjemnostki).
Ostatnio zmieniony środa, 16 listopada 2005, 00:11 przez fds, łącznie zmieniany 3 razy.
Raphael "Shugo" Jade jest wysokich, chudym, dobrze zbudowanym blondynem o niebieskich oczach. Jest bardzo przystojny, wszystkie panienki na niego lecą. ;P Ma jednak szpecącą bliznę po walce biegnącą przez całą szerokość piersi. Jego ulubiony kolory to ciemnoniebieski oraz czarny. Zazwyczaj tak jest ubrany (tzn. jakaś koszula z krótkim rękawem w kolorze niebieskim i czarne spodnie). Doskonale włada mieczem, który jest dosyć wyjątkowy. Jest wykuty z meteorytu (miecz jakby ktoś pytał ), bardzo wytrzymały, ostry i lekki. Ostrze ma podobne do katany. Nie ukończył żadnej szkoły wojskowej, walczyć nauczył sie sam, a krzepy nabył podczas prac na polu. Opracował własny sposób walki, opierający się na szybkich, celnych ciosach, które natychmiast zabijają i wszelkiego rodzaju unikach przed atakami przeciwnika. Doskonale radzi sobie nie tylko z pojedynczymi wrogami, ale także z całymi grupami. Nie wiadomo nic pewnego o jego przeszłosci.
Jak na moj gust (zaloze sie ze reszty graczy rowniez ;]) Twoja postac jest lekko mowiac... przepakowana Ale przyjme ja.
Jesli moge Ci cos zasugerowac co do historii Twojej postaci...
Skoro pracowales w polu (gdzie nabyles sile i wytrzymalosc) to znaczy pewnie, iz Twoi rodzice byli rolnikami. Zalozmy, ze uprawiali role dla jakiegos bogatego szlachcica. A teraz mozna sie latwo domyslic, iz ow szlachcic mial syna w Twoim wieku. Skoro byliscie rowiesnikami, zapewne zaprzyjazniliscie sie we wczesnej mlodosci. Twoj przyjaciel, z racji swego urodzenia, pobieral lekcje fechtunku u najlepszych mistrzow, a po zajeciach utrwalal swa wiedze cwiczac razem z Toba. I tak minelo Ci dziecinstwo. Od rana pracowales w polu, zas wieczorami walczyles z przyjacielem. Gdy dorosliscie, zaczeliscie sie razem wybierac do miasta (Ty w roli jego straznika i ochroniarza). Jako ze byles przystojniejszy, zawsze wyrywales panienki dla was obu
Z czasem Twoj przyjaciel ozenil sie i wrocil do swej posiadlosci, Ty jednak zasmakowales zycia i wolnosci. Nie miales zamiaru znow pracowac na roli, ani w przyszlosci prowadzic takiego zycia jak Twoi rodzice. Podrozujesz szukajac zarobku i slawy... bla bla bla...
Nie mam zielonego pojecia, skad masz ten miesz, wiec sam cos wymysl sensownego I sorry ze sie czepiam historii postaci, ale chyba w mojej wersji jest to bardziej czytelne. To ze niewiele wiadomo o jego przeszlosci nie jest niczym dziwnym. Zataja ja, w koncu jest zwyklym chlopem, nieco wyniesionym ponad stan, dzieki przyjazni...
Moze jeszcze dorzucisz jakas mala wade? bedzie git
TAK TAK TAK!!! Jesli pozwolicie (oboje) za chwile wysle Wam na priva osobne wprowadzenia do sesji
Villemo, czekam na postac, chyba ze mam na szybko Ci cos napisac, pasujacego do sesji?
Na Sigmara, Morra i inne boskie dziwki!! Ale banda munchkinów!! Sztuka walki? Elementalista? Akademia wojskowa? Szkoła fechtunku? No nic. Czas na mnie.
Klaus Werner
Jeszcze młody gość. Wstąpił do straży miejskiej w tym wielkim, paskudnym Nuln gdzie najlepsze co można dostać to nóż w plecy i błogosławieństwo od skacowanego kapłana Morra. Rodzice Klausa pochodzili z Nuln. Dalej tu gdzieś żyją i namawiają od czasu do czasu swego syna do rzemiosła poważniejszego niż noszenie latarni po zmroku. Klaus nie przejmuje się jednak utyskiwaniami rodziców. Ma trzech braci i jedną siostrę. I jak to bywa w życiu. Jeden został kapłanem, drugi kupcem, trzewci łotrem a czwarty strażnikiem miejskim. Co młodszy to gorszy. Siostra uczęszcza do szkoły prowadzonej przez kapłanki Vereny. Taki już jej ciężki los. Biedaczka. Klausa na szczęście oszczędziły wszelkie epidemie ospy, cholery i gorszych chorób. Dzięki temu zachował całkiem ładną buźkę. No oprócz tych pryszczy i lekko przekrzywionego nosa. Zycie go nie rozpieszczało, ale on też nie bawił się w pieszczoty. Strażnicy miejscy w Nuln to banda szumowin lub trupów. On stety lub niestety nie lubi brać w łapę. Tępi łotrów i nienawidzi Chaosu i wszelkich złych sił i ich sługusów. Nie cacka się na przesłuchaniach, nie cacka się na ulicach. Bije jak popadnie, jest brutalny i zdecydowany. Stara się daleko zajść i przeżyć. Niestety nie jest to łatwe w takim zaplutym padole łez jakim jest Nuln. Jego zwierzchnicy nie lubią go. Wysyłają w najgorsze kabały. W misje straceńcze. Klaus jednak jak na razie wyszedł z tych kabał prawie nietknięty. Czasami wydaje się mu, że ktoś tam na górze czuwa nad nim. Jakiś imperialny urzędnik, może jakiś oficer? Może kapłan ze świątyni Sigmara? Może szlachcic lub inny wielmoża, który tak jak on chce dać w kość śmierdzącym kultystom. Możliwe że to tylko pobożne życzenie młodzieńca. Ale co tam w coś trzeba wierzyć. Matka nauczyła go szacunku dla Boginii Vereny. Wiecznie sprawiedliwej, boskiej dziewicy. Klaus szanuje bogów, ale największą czcią obdarza właśnie ją pierwszą i ostatnią sprawiedliwą.
Werner nie ma wielu przyjaciół. Młody kapłan Vereny Teofilus i porucznik van Hasseln to ludzie na których może liczyć. Jeden za wszystkich i wszyscy za jednego. ta trójka zawsze pomoże sobie w potrzebie.
rok temu Klaus zakochał się po raz pierwszy w życiu i jak sądzi po raz ostatni. Była to piękna brązowooka i czarnowłosa Tileanka. Przybyła zeszłej wiosny w orszaku jakiegoś poselstwa dyplomatycznego do Akademii w Nuln. Spotykali się, jakoś się to toczyło, potem musiała wracać. Klaus chciałby kiedyś odwiedzić Tileę
Wygląd: Mężczyzna średniego wzrostu i krzepkiej budowy. Kruczoczarne włosy opadają grzywką na skraj czoła. Czasami je odgarnia, zwłaszcza jak jest zdenerwowany. Brązowe oczy wpatrują się przenikliwie w każdego. Uśmiecha się pogodnie, a gdy jest wściekły robi się czerwony na twarzy. Nosi skórzaną zbroję z insygniami straży miejskiej. Ma znoszony kapelusz z szerokim rondem dającym przyjazny cień zarówno w dzień jak i w nocy. Na ramiona zwykle zarzuca cięzki płaszcz. Ma latarnię na drągu. Wykutą z solidnego żelaza. Czasami używa jej jak broni waląć różnych huncwotów po łbie. Przy pasie wisi krótki miecz i sztylet. Na rękach zawsze nosi skórzane rękawice.
Cechy: Klaus nie jest durniem .Umie czytać i pisać, zna się na prawie i przestępczym świecie Nuln. Bywa błyskotliwy i wiele sukcesów zawdzięcza sile swego umysłu. Żeby przeżyć musiał nauczyć się wielu dziwnych zdolności. Umie podkraść się i skryć w ciemnościach. Uczestniczył w niejednej karfczemnej rozróbie i potrafi naprawdę mocno przyrżnąć.
Co do sesji- Może skończycie ten cholerny offtopic i zaczniecie coś pisac, bo akcja stoi w miejscu a Ouzaru na pewno się niecierpliwi... Ja bym na jej miejscu już was uśmiercił.
BTW: Nie mogłem się powstrzymac żeby to napisac. Sorry:P
BTW2: Fajna sesja, szkoda by jej nie ukończyc.
Seth
Mu! (ja przynajmniej działam pod przykrywką) http://www.pajacyk.pl/- wstawic do zakładek i klikać raz dziennie! NATYCHMIAST!