Cóż, usunąłem mechanikę i trochę poprawiłem kartę, gdyż w poprzedniej wersji raczej bym nie pograł. Zobaczymy jak teraz.
Imię i pozostałe miana: Wiktor von Tvar
Rasa: Człowiek
Wiek: ok. 30 lat
Profesja: Agent specjalny
Wyposażenie:
Ubiór podróżny, ubiór dworski, obszerny, czarny płaszcz, ubiór roboczy (czarny kaptur, czarny kaftan, czarne szarawary, miękkie buty, z których jeden - prawy - ma ostrze w podeszwie), kilka flakoników różnych trucizn (arszenik - flakonik w mieczu, cykuta, trupie ziele), lekki miecz (w rękojeści rurka służąca do oddychania pod wodą, pozostała część rękojeści została wydrążona, mieści się w niej: mazidło do twarzy i broni, jedna z trucizn, krzesiwo oraz hubka), lina z hakiem, czarne mazidło do barwienia twarzy i ostrza broni (w mieczu), dmuchawka, gabriel , krzesiwo i hubka (w mieczu), ok. 100 koron w gotówce, koń Raszyn gotowy do jazdy.
Kto zacz?
Świeca stojąca na biurku zamigotała w lekkim powiewie.
-Czy ktoś tutaj jest? - rzucił w przestrzeń pokoju hrabia, przerywając pisanie listu i odkładając pióro.
Przez chwilę nic się nie działo. Gdy usłyszał klaskanie prawie się przewrócił z przerażenia.
-Czujność godna podziwu. - uśmiechnęła się pod nosem postać wychodząca z cienia. - Choć może nie do końca...
Mężczyzna był wysoki i przystojny. Miał blond włosy, układające się w naturalne loki oraz jasnoniebieskie oczy. Był smukły i dobrze zbudowany. W jego sposobie bycia było coś tajemniczego.
-Skąd się pan tutaj wziął, do licha?! - wykrzyknął oburzony możnowładca.
-Nie spodziewał się mnie tutaj waćpan? Zresztą czemu ja się dziwię, nikt się nie spodziewał. - tajny agent Dijkstry całkiem swobodnie usiadł na kancie biurka hrabiego. - Ah, przestańże robić taką wystraszoną minę. Miałbym waćpana teraz zabić? Po co? Przecież sam się mordujesz od miesiąca...
Wielmoży nie był w stanie wydobyć z siebie słowa.
-Kolejny napad duszności? Czyżby hrabia był zbyt skąpy dla tego konowała? Nawet student medycyny wskazałby przyczynę tego zatrucia! - wybuchnął perlistym śmiechem Wiktor.
-Jak śmiesz... - wycedził przez zęby hrabia. - Straże!
Brak reakcji.
-Straże, straże! - wołał, coraz rozpaczliwiej.
Tymczasem truciciel zaśmiewał się w najlepsze.
-Wszyscy śpią, drogi waćpanie, nie musisz się martwić. Na hrabiego miejscu zająłbym się własnym zdrowiem. Choć właściwie sprawa jest przesądzona.
Mężczyzna przez moment uniósł się w fotelu, ale zaraz opadł ciężko z powrotem.
-Ale kiedy? Jak? - zapytał, jakby wciąż niedowierzając.
-Wie pan, hrabio, nie należę do tych prostaków, którzy podają truciznę do wina. Trupie ziele wymaga finezji... Uzyskujemy z niego trzy nieszkodliwe składniki. Dwa były w przyprawach. Najśmieszniejszy jest trzeci. Pamiętasz dziwny smak szminki tej Różyczki z Czerwonego Młyna? Ona też nie wiedziała co robi. - roześmiał się ponownie. - No, ale miło się gawędziło. Obowiązki wzywają.
Wiktor podszedł do okna.
-Byłbym zapomniał: każ ogrodnikom przyciąć bluszcz pod murami. Strasznie kolczasty. Po prostu nie daje się chodzić po ścianach. - mrugnął okiem, po czym zupełnie niefrasobliwie zszedł na dół i opuścił teren pałacu...
***
-Nazywam się Bonderson. Jakoob Bonderson. - powiedział stwór podobny do gnoma. - Nie wyglądam jak gnom? To znaczy, że chłopcy z laboratorium jak zwykle spartolili iluzję. Pewnie, że to pretensjonalne. Ale w sumie równie dobre, jak każde inne przebranie.
Informator tylko przełknął ślinę, rozglądajac się nerwowo.
-Moglibyśmy przejść w jakieś bardziej ustronne miejsce? - zapytał.
-Nie, pamiętaj, ściany mają uszy. A na targowisku ci idioci nigdy nie wiedzą, czy się targuję, czy sprzedaję informacje. - uśmiechnął się tajny agent. - Ale przejdźmy do rzeczy. Słyszałem, że masz jakieś informacje.
-Ano, ten hrabia... Chodzą słuchy jakoby odwiedzał Czerwony Młyn.
-Czerwony Młyn powiadasz? Ciekawe... - szepnął pod nosem gnom. - Ale rozumiem, że to nie wszystko? - dodał już głośniej.
-Nie. Chodzi o to, że są na twoim tropie. Jeszcze chwila i będziesz spalony. - wyjawił szpieg.
Agent rozejrzał się nagle.
-Od kiedy to strażnicy noszą ze sobą łuki? Zmywamy się! Za pół godziny u Flondry. - rzucił Jakoob, znikając w tłumie.
Karczma o tej porze była jeszcze prawie pusta. Wysoki mężczyzna wszedł do środka. Od razu skierował się ku prywatnemu alkierzowi. Nie mylił się, Gredo był już na miejscu.
-Jakoob? - zapytał, odkładając kufel piwa. Nagle się rozkaszlał.
-Wiktor. Jakoob nie mógł dotrzeć. - mrugnął okiem. - Smakuje piwo? Nie? Ależ szkoda. - podszedł do informatora i nachylił się do jego ucha. - Hrabia gryzie piach już od wczorajszego wieczora. Nie zdążyliście mnie uprzedzić. Na początku myślałem, że to tylko twoja głupota, ale niestety pan miłościwie nam panujący akurat pisał pewną wiadomość... Tak czy siak, do zobaczenia po drugiej stronie.
Ogólna historia: Wiktor pochodził z zamożnej rodziny arystokartycznej. Oczywiście cały majątek jego ojciec zdobył podczas tajnej służby na redańskim dworze, gdzie zasłużył się w okresie tuż po rebelii Falki.
Wychowywał się w Tretogorze, gdzie uczył się między innymi alchemii, Starszej Mowy oraz walki mieczem. Zdobył wykształcenie uniwersyteckie. Z przymusu "tradycji rodzinnej" został wcielony do służb specjalnych, gdzie odbył szkolenie. Dość szybko zdobył pozycję zaufanego agenta, działającego bezpośrednio pod władzą Sigismunda Dijkstry. Obecnie co jakiś czas jest przydzielany do nowych działań, gdzie potrzeba sprytu i utrzymania tajemnicy.
Kilka pozostałych cech, charakter i usposobienie: Wiktor jest kimś w rodzaju Jamesa Bonda. Tajemniczy, a zarazem obdarzony poczuciem humoru. Jest zmienny jak woda, potrafi dopasować się do każdej sytuacji, a także wtopić się w tłum tak, że nikt go nie dojrzy. Jest świetnym aktorem. Ma powodzenie u kobiet, co często wykorzystuje, choć równie dobrze może być to uważane za wadę, gdyż nie jest w stanie oprzeć się żadnej ładniej niewiaście. Poza tym raczej ceni sobie prywatność, dlatego wynajmuje w karczmach osobny pokój.
Wygląd: Wiktor jest wysoki, przystojny, dobrze zbudowany. Pomimo tego, jest w stanie szybko zmienić swój wygląd i zachowanie dzięki różnym technikom charakteryzacji. Jednak bardzo nietypowe są jego przenikliwe, lodowatoniebieskie oczy, dzięki którym może być rozpoznany.
Inne informacje: Podczas jednej z misji nabawił się kontuzji kolana, co czasem wciąż dokucza.