Popokazuje błędy w kartach.
avares pisze:
Imię: Sławobor
Urodzony: Wolin
Wiek: 20
Zdolności: Związane z bronią: Ciskanie oszczepem, walka mieczem i tarczą. Pozostałe: Zapasy , jazda na koniu, rzeźbienie i proste naprawy.
Ekwipunek: Broń i ochrona: Miecz, tarcza (okrągła), hełm normański, oszczep, kolczuga. Ubranie: Brązowe giezło, czerwone spodnie, pasek, onuce, lniana oliwkowa przeszywanica, sakwa i wisiorek wykonany z kości (róg obfitości). Pozostałe: Koń, nóż
Bóg: Perun.
Historia postaci:
Na dzień dzisiejszy Sławobor nie pamięta swojej rodziny. Kiedy był małym chłopcem mieszkającym z rodziną nieopodal Wolina, wyszło rozporządzenie ówczesnego władcy wspomnianego grodu, mówiące że: "Co dziesiąte wiejskie dziecię, ma stawić się w grodzie w celu przeszkolenia i odbycia służby wojskowej". Pech... A raczej nie pech, a przeznaczenie chciało, że wśród wielu innych to między innymi on został zmuszony do zaciągu. Uczył się szybko i mężniał w oczach. W wojsku nauczył się czcić Peruna. Po odbyciu kilkuRAZEM!letniej służby nie wiedział co ma z sobą począć... Do domu jakoś wracać nie chciał, ponieważ życie żołnierza wydawało mu się tym, co chciałby robić w życiu. Naprawdę nie uśmiechało mu się gonić do końca życia za świniami. Oczywiście mógł w dalszym ciągu zostać na służbie Wolina, jednak wieloletnia rutyna osłabiła zapał z jakim wykonywał swoje obowiązki. Jego serce pożądało czegoś większego, bardziej ekscytującego, czegoś co rozsławi jego imię! Dowiedział się od przejezdnego kupca, że w Gnieźnie szukają ludzi do jakieś ważnej misji... Wsiadł na konia i postanowił poszukać tego czego szukało jego serce w Gnieźnie. Bądź co bądź Gniezno jest tak samo dobrym miejscem do szukania sławy, jak każde inne.
Błąd: Wszyscy nalezycie do drużyny książęcej. Nie było tak że książe wydał edykt. Przecież to tajna misja Kur*a no.
azrael pisze:
Karta: Moja, nie zabardzo jest wojem, ale chętnie napiszę drugą jak coś.
Imię: Sławobor
Urodzony: Stargard
Wiek: 21
Zdolności: Strzelanie z procy, walka/rzucanie noży(ami).
Jeszcze niezdaRZyło się aby za pomocą gry na cytrze i przyśpiewek Sławobor nie rozśmieszył kogoś. Zna bardzo wiele sprośnych dowcipów, świetnie wtapia się w tłum/skrada oraz cechuje się wysoką charyzmą.
Nie jesteście epickimi wojownikami/grajkami tylko zwykłymi pionkami.
Ekwipunek: Koń - Wojciech, pięć noży - po jednym w butach dwa przy plecach za pasem, oraz jeden w rękawie.
Skórzaną procę, na rzemieniu ma niewidocznie przywiązaną do pasa, a ołowiane kamienie do niej chowa w mieszku teoretycznie na pieniądz. Cytre ma uwiązaną na rzemieniu i nosi przeżuconą przez plecy. Suszone mięso i kubłak wody.
Bóg: Mokosza i Dola
Historia: Sławobor szedł przez wąską drÓŻkę prowadzącą do małego dębowego gaju. Obawiał się kary śmierci, lecz i tak podziwiał widoki... dziewczyn które szły kilkanaście metrów za nim. Przy ogrodzeniu zostali wszyscy oprócz dwóch wojów trzymających go za ramiona. Przy samej świątyni i oni go puśici?!?!?li. Chłopak przez chwilę rozważał ucieczkę, jednak słusznie podejrzewał, że jest większa liczba wojów naokoło lasku.
Wszedł do światyni Prowe - boga sprawiedliwości, który miał nad sobą chyba tylko słonce i wojnę.
W środku siedziała rada, w której gościnnie najwyŻsze miejsce zajmował sam Mieszko I. Grajek był dumny, że jeśli zginie to z ręki osoby władającej kilkunastoma plemieniami.
- Kim wać jesteś? Coś uczynił? - jedyny i najmniejszy urzędem z rady stał i zadawał rutynowe pytania.
- Jam Sławobo syn Wojciecha... ja tego nie...
- Jeśli stoisz tu przed sądem Peruna to zacz uczyniłeś! Odpowiadaj na pytania.
- Ale to przecież zwykła rzecz jak potrafi!
Cała rada zaczęła się śmiać. Tym razem do głosu doszedł wójt wioski.
- Reczesz, że bez użycia czarów zbałamuciłeś córkę kowala, a matka Borzymira syna równierz Wojciecha lubi głowąsów?(składnia tego zdania jest zabijająca) - rzekł uśmiechnięty, było pewne, że młody coś knuje.
- Jej to żem odmówił... a ogólnie to nie mam pojęcia o magii, nie znam żadnego kapłana.
Wreszcie odezwał się sam Mieszko I - A wiesz, że tylko oni mogą uprawiać magię? - popatrzył się chwilę na młodzieńca, a gdy tylko uznał, że wie coś tak oczywistego dodał - podobno wychowały cię leśne dziewoje, skrzaty?
- Me siostry mieszkają w lesie, lecz jak one są skrzatami to ja jem smok. Straciłem rodziców sam nie wiem jak...
- Podobasz mi się, skazuję cię na banicję...
- Przeżyję?
- Tak, pomimo tego, że uśmierciłeś mego ukochanego charta. - Twarz Mieszka z radosnej zmieniła się w smutną
- Wbiegł mi przed szaraka.... podobnoż jutro wyjeżdżacie mogę jechać z... panem?
- Musisz. Weź lutnie. O świcie.
Ogółem Historia jest marna, marniuśka, słabo pisana i chaotyczna. Jest pisana beznamiętnie i kurde, uzyłbym wulgaryzmu na CH. Sąd peruna? przecież to świątynia Prowe. (prowe to malutki bożek podlegający Welesowi a nie podlegający tyko słońcu i wojnie. Znasz li Arkonę?)
gurewicz pisze:
Imię:Bożebor
Urodzony:Gniezno
Wiek: 23 lata
Zdolności: strzelanie z luku i walka wlocznia , poza tym jest wytrzymalym piechurem, dobrym biegaczem, polowanie, no i oczywiscie jazda konna
Ekwipunek: koń o imieniu Miszka, siodlo, skórznia, kaptur kolczy, szyszak, wlocznia, łuk i pełen kołczan, skorzane spodnie, pod skórznią welniana koszula(koszulka:D?), miekkie skorzane buty, zapas jedzenia na 2 dni, i tak samo jak kolega-miod pitny, okolo 2 litrow:D
Bóg: Światowid/Perun
Wyglad:Bożebor jest wysokim brunetem, ma dlugie wlosy opadajace do ramion, z zielonymi oczami.Odziany jest w skorzany pancerz, z nalozonym na niego szyszakiem.
Historia:Historia Bożebora przez dluzszy czas nie byla zbyt ciekawa.Jego ojcem byl Biezdziad, a matka Bogmiła.Byli oni prostymi rolnikami, a ich syn byl zadziwiajaco jak na swoj wiek silny, zreczny i spostrzegawczy(nie chodzi mi o bystrosc).Nie grzeszyl olbrzymia inteligencja, ale nie byl tez kompletnym idiota.Skonczylby jako zwykly rolnik, ale na poczatku lat szescdziesiatych zaciagnal sie do druzyny Mieszka i walczyl z wrogim plemieniem Wieletów.Matka byla temu przeciwna, ale odpowiadal za niego ojciec, ktory byl dumny z jego decyzji.Kiedy to bylo dokladnie-nie wie, sprawa czasu zajmuja sie kaplani.Wykazal sie wtedy wielkimi zdolnosciami bojowymi, dosc szybko zostal dostrzezony.Pozniej wedrowal razem z druzyna ksiecia, robiac co bylo trzeba.
Ta karta jest OK. Bez poprawek .
Obelix pisze:
Imię: Lech, zwany też żartobliwie Cieniem z powodu jego umiejętności
Urodzony: Gniezno
Wiek: 17
Zdolności:
Walczące
Krótkie Miecze
Łuki
Niewalczące
Uniki
Skradanie się
Ukrywanie się
Tropienie
Ekwipunek: Koń , Krótki miecz, Łuk, troche strzał w kołczanie, jakiś skórzany pancerz (żeby mało ruchy krępował), Buty jeździeckie (coby mu nogi nie odpadły jak koniem będzie jechał), koszula + spodnie (nie chce mi się rozpisywac), jakaś torba albo worek (coś żeby sobie na ramie zarzucic albo do siodła przywiązac) a w środku jakieś jedzenie (troche suszonego miąsa, jakiś chleb i kawałek sera, flaszka z miodem pitnym).
Bóg: Chors
Historia: Mieszkał z rodzicami na małym gospodarstwie niedaleko Gniezna, jego rodzice byli prostymi rolnikami tak samo jak dwaj starsi bracia od których nauczył się wszystkiego, spodobało mu się jednak polowanie i zamiast pomagac rodzinie w polu całe dnie włóczył się po lasach polując z łuku na zwierzyne, czasami nawet udało mu się coś ustrzelic i w domu była prawdziwa uczta, a jak została jakaś zwierzyna z którą rodzina Lecha nie miała co zrobic to ojciec brał zwierzyne na wóz i razem z Lechem jechali sprzedac to w gnieźnie, z czasem został zauważony jako dobry strzelec i świetny tropiciel. Pewnego nieszczęsnego dnia kiedy Perun wpadł w gniew i rozpętał burze, zbłąkany piorun trafił w pole rodziny Lecha, zboże zaczęło się palic, na szczęście za chwile spadł deszcz który ugasił pożar lecz rodzina była spisana na duże straty ponieważ szlag trafił całe zboże i częśc gospodarstwa, tak więc marzeniem Lecha zostało odbudowanie gospodarstwa, niestety do tego potrzebne są pieniądze więc Lech, skuszony wysokim zarobkiem, zaciągnął się do jakiejś drużyny jako tropiciel/skrytobójca, potem okazało sie że to wcale nie byle jaka drużyna...
Wygląd: młody lecz troche niski jak na swój wiek blondyn, włosy ma obcięte na krótko z grzywką zasłaniajacą czoło.
Jedno zastrzezenie - CHors jest bogiem obojetnym zimnym i który ma gdzieś brutalne wojny. Nie pasuje na patrona postaci która jedzie na misję mająca uratować świat Polan.
WCIĄŻ BRAK KAPŁANA.