
[Neuroshima] Detroit.




-
- Bombardier
- Posty: 692
- Rejestracja: niedziela, 11 grudnia 2005, 17:49
- Numer GG: 2832544
- Lokalizacja: The dead zone
Ponawiam prośbę: czy mógłby mi ktoś opisać mniej więcej ten świat, ewentualnie dać jakąś stronkę, na której mógłbym trochę o systemie poczytać? O świecie wiem tyle, że jest Ziemia po wojnie nuklearnej, pełna robotów, mutantów i diabli wiedzą czego jeszcze.
"Beg for mercy! Not that it will help you..."
Hoist the banner high!! For Commoragh!
Hoist the banner high!! For Commoragh!

-
- Tawerniak
- Posty: 1616
- Rejestracja: poniedziałek, 12 września 2005, 08:47
- Numer GG: 5879500
- Lokalizacja: Opole
- Kontakt:
http://www.neuroshima.org - poszukaj tutaj. A żeby Ci ułatwić pracę - Neuroshima, to prawie papierowy Fallout 

http://niwia.myforum.pl/ - forum Opolskiego klubu RPG i fantastyki
http://my.opera.com/gimnazjon/blog/ - sport, ruch, zdrowie, itepe
http://my.opera.com/gimnazjon/blog/ - sport, ruch, zdrowie, itepe

-
- Majtek
- Posty: 129
- Rejestracja: poniedziałek, 1 sierpnia 2005, 18:54
- Numer GG: 5649299
- Lokalizacja: Karak-Busko
- Kontakt:
No problemo, postac sie zmieni, skoro i tak jest w tej chwili 2 wymiataczy to zmienie co nieco
.

Ostatnio zmieniony piątek, 17 marca 2006, 16:29 przez Dhagar, łącznie zmieniany 1 raz.
Każdy kiedyś umiera, ale to do nas należy wybór jak ruszymy na spotkanie tej, która na nas zawsze czeka.

-
- Bombardier
- Posty: 692
- Rejestracja: niedziela, 11 grudnia 2005, 17:49
- Numer GG: 2832544
- Lokalizacja: The dead zone
Dzięki wielkieCoB pisze:http://www.neuroshima.org - poszukaj tutaj. A żeby Ci ułatwić pracę - Neuroshima, to prawie papierowy Fallout


"Beg for mercy! Not that it will help you..."
Hoist the banner high!! For Commoragh!
Hoist the banner high!! For Commoragh!

-
- Bombardier
- Posty: 692
- Rejestracja: niedziela, 11 grudnia 2005, 17:49
- Numer GG: 2832544
- Lokalizacja: The dead zone
Imię, nazwisko, pseudonim: Stephen "Sting" Harris
Pochodzenie: (nie wiem co wpisać, jestem w trakcie przeglądania strony)
Choroba: Insomia
Profesja: nożownik
Wygląd: Wysoki, chudy, niepozorny. Mogłoby się wydawać, że nie jest w stanie obronić swojego nędznego dobytku w postaci starego plecaka przed osiłkami, jakich pełno w karczmach, barach i knajpach. Widziałem raz, jak próbowali mu go zabrać. Też chciałem spróbować, ale po tym, co zobaczyłem, całkiem opuściła mnie ochota. Kiedy było po wszystkim, przeczesał ręką krótkie, czarne włosy i wyszedł. Cały czas pamiętam rządzę krwi w jego oczach.
Historia: Nie wie gdzie się urodził, z wspomnień dzieciństwa zostały mu jakiś niewyraźne strzępy. Wie tylko, że odkąd pamięta, umiał robić z nożami cuda. Kiedy wybuchła wojna, miał 14 lat. Jakimś cudem udało mu się przeżyć i zadbać o siebie. Widziałem go na arenie, kiedy stawał do walki z wielkimi górami mięcha uzbrojonymi w pałki, kastety, noże i diabli wiedzą, co jeszcze. Naprzeciwko nich, zgarbiony, ubrany w czarne, zniszczone spodnie i czarną, równie zniszczoną bluzę z kapturem, stał młody chłopak. Kiedy oprawca rzucił się na niego, nie zobaczyłem, co zrobił. Zobaczyłem tylko, jak oprawca pada, brocząc krwią z poderżniętego gardła i wypatroszonego brzucha.
Nie wiem, gdzie teraz jest. Jeździł od areny do areny i w taki sposób zarabiał na życie.
Umiejętności i cechy uwzględnijcie w opisie: Nie słyszałeś, co o nim mówiłem? W walce 1vs1 potrafi pokonać kogokolwiek, uzbrojonego w jakąkolwiek broń białą. Ale nie myśl, że trzymając go na dystans jesteś bezpieczny. Raz widziałem, jak rzuconym nożem przygwoździł muchę do ściany. Podobno nikt nigdy nie widział chwili, w której siega po nóż, ani gdzie je ukrywa. Wiadomo tylko, że nie można spuszczać wzroku z jego rąk. Poza tym, jeśli chcesz go zabić, nigdy nie dawaj mu czasu na przygotowania. Jeśli masz przy sobie tylko broń białą, atakuj natychmiast. Raz jeden opryszek chciał się z nim trochę pobawić. Zaczęli krążyć, patrząc sobie w oczy. Parę sekund później opryszek klęczał, a z rozprutego brzucha zwisał mu kawałek jelita. Drugi kawałek leżał jakieś pół metra od niego. Aha, jeszcze jedno-nie próbuj zajść go od tyłu. Po prostu szkoda zachodu. Kiedy będziesz parę centymetrów od niego, wsadzi ci nóż w oko i nawet nie spojrzy w twoją stronę.
Zachowanie (wiadomo o co chodzi): Z tego co wiem, zawsze jest spokojny i opanowany, nawet na arenie. Tylko jego oczy mówiły, że jest na skraju załamania. Jest zawsze czujny, w czym pomaga mu jego choroba-ma insomię. Nie lubi hałasu, a w szczególności głośnych rozmów. Jest nieśmiały, ale kiedy dobrze kogoś pozna, potrafi być sympatyczny i rozmowny.
Ekwpiunek:
-noże (nikt nie wie, ile dokładnie ich ma, na pewno więcej niż 4, wszystkie wyważone, aby dało się nimi rzucać)
-parę opakowań słabych, silnych i najsilniejszych leków na bezsenność
-zapalniczka
-plecak
-ubrania
-10 m liny
-koc
-miska, kubek, łyżka, widelec, nóż
-kurtka
Mam nadzieję, że karta jest przynajmniej dostateczna
Jakby coś było nie tak, to proszę MG o pomoc 
Pochodzenie: (nie wiem co wpisać, jestem w trakcie przeglądania strony)
Choroba: Insomia
Profesja: nożownik
Wygląd: Wysoki, chudy, niepozorny. Mogłoby się wydawać, że nie jest w stanie obronić swojego nędznego dobytku w postaci starego plecaka przed osiłkami, jakich pełno w karczmach, barach i knajpach. Widziałem raz, jak próbowali mu go zabrać. Też chciałem spróbować, ale po tym, co zobaczyłem, całkiem opuściła mnie ochota. Kiedy było po wszystkim, przeczesał ręką krótkie, czarne włosy i wyszedł. Cały czas pamiętam rządzę krwi w jego oczach.
Historia: Nie wie gdzie się urodził, z wspomnień dzieciństwa zostały mu jakiś niewyraźne strzępy. Wie tylko, że odkąd pamięta, umiał robić z nożami cuda. Kiedy wybuchła wojna, miał 14 lat. Jakimś cudem udało mu się przeżyć i zadbać o siebie. Widziałem go na arenie, kiedy stawał do walki z wielkimi górami mięcha uzbrojonymi w pałki, kastety, noże i diabli wiedzą, co jeszcze. Naprzeciwko nich, zgarbiony, ubrany w czarne, zniszczone spodnie i czarną, równie zniszczoną bluzę z kapturem, stał młody chłopak. Kiedy oprawca rzucił się na niego, nie zobaczyłem, co zrobił. Zobaczyłem tylko, jak oprawca pada, brocząc krwią z poderżniętego gardła i wypatroszonego brzucha.
Nie wiem, gdzie teraz jest. Jeździł od areny do areny i w taki sposób zarabiał na życie.
Umiejętności i cechy uwzględnijcie w opisie: Nie słyszałeś, co o nim mówiłem? W walce 1vs1 potrafi pokonać kogokolwiek, uzbrojonego w jakąkolwiek broń białą. Ale nie myśl, że trzymając go na dystans jesteś bezpieczny. Raz widziałem, jak rzuconym nożem przygwoździł muchę do ściany. Podobno nikt nigdy nie widział chwili, w której siega po nóż, ani gdzie je ukrywa. Wiadomo tylko, że nie można spuszczać wzroku z jego rąk. Poza tym, jeśli chcesz go zabić, nigdy nie dawaj mu czasu na przygotowania. Jeśli masz przy sobie tylko broń białą, atakuj natychmiast. Raz jeden opryszek chciał się z nim trochę pobawić. Zaczęli krążyć, patrząc sobie w oczy. Parę sekund później opryszek klęczał, a z rozprutego brzucha zwisał mu kawałek jelita. Drugi kawałek leżał jakieś pół metra od niego. Aha, jeszcze jedno-nie próbuj zajść go od tyłu. Po prostu szkoda zachodu. Kiedy będziesz parę centymetrów od niego, wsadzi ci nóż w oko i nawet nie spojrzy w twoją stronę.
Zachowanie (wiadomo o co chodzi): Z tego co wiem, zawsze jest spokojny i opanowany, nawet na arenie. Tylko jego oczy mówiły, że jest na skraju załamania. Jest zawsze czujny, w czym pomaga mu jego choroba-ma insomię. Nie lubi hałasu, a w szczególności głośnych rozmów. Jest nieśmiały, ale kiedy dobrze kogoś pozna, potrafi być sympatyczny i rozmowny.
Ekwpiunek:
-noże (nikt nie wie, ile dokładnie ich ma, na pewno więcej niż 4, wszystkie wyważone, aby dało się nimi rzucać)
-parę opakowań słabych, silnych i najsilniejszych leków na bezsenność
-zapalniczka
-plecak
-ubrania
-10 m liny
-koc
-miska, kubek, łyżka, widelec, nóż
-kurtka
Mam nadzieję, że karta jest przynajmniej dostateczna


Ostatnio zmieniony piątek, 17 marca 2006, 07:30 przez Isengrim Faoiltiarna, łącznie zmieniany 1 raz.
"Beg for mercy! Not that it will help you..."
Hoist the banner high!! For Commoragh!
Hoist the banner high!! For Commoragh!


-
- Tawerniak
- Posty: 1616
- Rejestracja: poniedziałek, 12 września 2005, 08:47
- Numer GG: 5879500
- Lokalizacja: Opole
- Kontakt:
Imię, nazwisko, pseudonim: Daniel 'Hellscreamear' Kovalsky
Pochodzenie: Detroit
Choroba: Paranoja
Profesja: Zabójca
Gang: Parker Lots
Wygląd: Czerń... czerń i skóry, i krzyże i dziwne znaki... nigdy nie były jego kolorami ani atrybutmi
Odróżnia się od swojego gangu aż za bardzo, przez co nie wszyscy stamtąd pałają do niego miłością. Był Huronem, dlatego nosi się kolorowo i krzykliwie - glany do kolan, potargane bojówki, wieeele ćwieków, kolorowa koszulka z pokemonami (Pikachu, squirtle i mew
), a na to narzucona skórzna kurtka, która wygląda bardziej jak kolczuga z powodu ilości ćwieków.
Na głowie nosi kolorową czapkę z daszkiem (chyba nie muszę mówić, że w kolorach i kształcie pokeballa
). Obwieszony jest trzema 1,5 metrowymi łańcuchami. Jedyną rzeczą, jaka wskazuje, że należy do Lotosów Parkera, to wielki gotycki krzyż na skórzanej kurtce, wymalowany białym sprayem.
Historia: On skrywa jakąś mroczną tajemnicę. Bo dlaczegóżby Huron, który kocha dziewczyny, zabawę, wino i dawanie wpierdolu, dołączył się do sekty mrocznych zabójców - Parker Lotsów? Dlaczego Parker zgodził się go przyjąć do swojego elitarnego gangu i dlaczego wysłał go aż do Vegas? Odpowiedzią na te pytania może być zdarzenie, w które wplątał się Daniel, kiedy jeszcze był młokosem... Wpadł na pomysł, by udać się z kumplami do zakazanej strefy w Detroit. Liczył na łatwy zarobek. To było jego największą głupotą w życiu. Pamięta z tego zdarzenia tylko tyle, że zobaczyli tam jakąś dziwną maszynę Molocha... Później zaatakowała ich i dalej nie wiedzuiał co się działo. Ma tylko mgliste wspomnienia - droga na północ, wielkie fabryki, sterty kabli i dziwnych urządzeń... Blizny po igłach. Nawet nie wiedział skąd wziął się z powrotem w Detroit. W gangu dowiedział się, że nie było go przez 4 lata! Rodzice nie posiadali się ze szczęścia...
Opis: Po powrocie do miasta odkrył, że znacznie wzrosła jego inteligencja! Najpierw powiązał to z brakiem picia wina przez 4 lata, potem jednak dotarło do niego, że Moloch coś mu zrobił. Budził się czasami w nocy zlany potem, wiedząc że śniły mu się jakieś laboratoria i siłą woli przesuwał przedmioty! Nigdy jednak nie udało mu się tego zrobić na własne życzenie - to zawsze przychodziło po koszmarach. Raz rozpędzając sie w aucie chciał wbić się w szczątki latarni, ale przed samym uderzeniem coś zatrzymało jego auto. Była to Weronika Bergman - dziecko Molocha i wzorowy Parker Lots. To ona wprowadziła go do Gildii wyczuwając w nim taką samą moc, którą i ona posiadała...
Zachowanie:
Pochodzenie: Detroit
Choroba: Paranoja
Profesja: Zabójca
Gang: Parker Lots
Wygląd: Czerń... czerń i skóry, i krzyże i dziwne znaki... nigdy nie były jego kolorami ani atrybutmi


Na głowie nosi kolorową czapkę z daszkiem (chyba nie muszę mówić, że w kolorach i kształcie pokeballa

Historia: On skrywa jakąś mroczną tajemnicę. Bo dlaczegóżby Huron, który kocha dziewczyny, zabawę, wino i dawanie wpierdolu, dołączył się do sekty mrocznych zabójców - Parker Lotsów? Dlaczego Parker zgodził się go przyjąć do swojego elitarnego gangu i dlaczego wysłał go aż do Vegas? Odpowiedzią na te pytania może być zdarzenie, w które wplątał się Daniel, kiedy jeszcze był młokosem... Wpadł na pomysł, by udać się z kumplami do zakazanej strefy w Detroit. Liczył na łatwy zarobek. To było jego największą głupotą w życiu. Pamięta z tego zdarzenia tylko tyle, że zobaczyli tam jakąś dziwną maszynę Molocha... Później zaatakowała ich i dalej nie wiedzuiał co się działo. Ma tylko mgliste wspomnienia - droga na północ, wielkie fabryki, sterty kabli i dziwnych urządzeń... Blizny po igłach. Nawet nie wiedział skąd wziął się z powrotem w Detroit. W gangu dowiedział się, że nie było go przez 4 lata! Rodzice nie posiadali się ze szczęścia...
Opis: Po powrocie do miasta odkrył, że znacznie wzrosła jego inteligencja! Najpierw powiązał to z brakiem picia wina przez 4 lata, potem jednak dotarło do niego, że Moloch coś mu zrobił. Budził się czasami w nocy zlany potem, wiedząc że śniły mu się jakieś laboratoria i siłą woli przesuwał przedmioty! Nigdy jednak nie udało mu się tego zrobić na własne życzenie - to zawsze przychodziło po koszmarach. Raz rozpędzając sie w aucie chciał wbić się w szczątki latarni, ale przed samym uderzeniem coś zatrzymało jego auto. Była to Weronika Bergman - dziecko Molocha i wzorowy Parker Lots. To ona wprowadziła go do Gildii wyczuwając w nim taką samą moc, którą i ona posiadała...
Zachowanie:
Ostatnio zmieniony piątek, 24 marca 2006, 17:04 przez CoB, łącznie zmieniany 1 raz.
http://niwia.myforum.pl/ - forum Opolskiego klubu RPG i fantastyki
http://my.opera.com/gimnazjon/blog/ - sport, ruch, zdrowie, itepe
http://my.opera.com/gimnazjon/blog/ - sport, ruch, zdrowie, itepe



-
- Chorąży
- Posty: 3121
- Rejestracja: wtorek, 21 grudnia 2004, 11:06
- Lokalizacja: Tam gdzie konczy się wieś a zaczyna zadupie \,,/ <(^.^)> \,,/




-
- Marynarz
- Posty: 381
- Rejestracja: piątek, 23 grudnia 2005, 13:31
- Numer GG: 0
- Lokalizacja: z buszu :)
- Kontakt:
No to macie montera:)
Imię: Michael
Pseudonim: Rudy Mike
Nazwisko: Powell
Pochodzenie: Nowy Jork
Choroba: Turlałem kośćmi i wypadło Syndrom obcego
Wygląd: Szczupły, wręcz cherlawy młodzieniec około dwudziestki. Rudy ( stąd wzięła się jego ksywka) niebieskie oczy. Gaduła, zawsze z uśmiechem na twarzy. Ubrany w wytarte jeansy, szary(pewnie kiedyś był biały), zazwyczaj upaprany smarem podkoszulek na ramiączkach i skórzaną kurtkę. Na nogach nosi stare, ale wciąż w dobrym stanie czerwone buty "Pumy". Zawsze nosi na głowie czapkę z napisem: "New York Knights". Przy pasie ma "futerał" na klucze, śrubokręty i inne narzędzia. Pod pachą kaburę na pistolet.
Historia:
Jego dziadkowie pochodzili z Wielkiej Brytanii. Mike odziedziczył zdolności do naprawiania wszystkiego, co nie działa po ojcu, Stevenie Powellowi. Ojciec z kolei nauczył się tego od dziadka, który przed wojną miał warsztat samochodowy na obrzeżach NJ. Po wojnie ojciec zajął sie tym, co potrafił, czyli naprawianiem. Ożenił się z chemiczką, Joanne Owen i razem ustawili się w powojennych Stanach. Razem wychowali trzech synów: Cliffa, Simona i Michaela. Pierwszy zaciągnął się do policji NJ, pomagał starzejącemu się ojcu, a Michalel, ruszył na poszukiwanie przygód!
Umiejętności i cechy:
Mike może nie jest pakerem, który samymi pięściami może pokonać stado mutków, nie jest też najlepszy w strzelaniu, nie wypatrzy komara z pięciuset metrów, ale za to jest dobry w dwóch rzeczach: po pierwsze, ma niesamowitą gadanę, np: potrafi wyperswadować bandzie gangerów, że zatłuczenie go pałami to nie jest dobry pomysł. Nie żeby zastraszał. On po prostu zagada człowieka na śmierć! Po drugie: Potrafi naprawiać. To rasowy monter. Naprawi prawie wszystko, ale specjalizuje się w naprawach tego, co ma koła: samochodach, motocyklach i ciężarówkach. Trochę gorzej radzi sobie z prowadzeniem. Jeśli już, to samochody. Do obrony zazwyczaj wystarcza mu TT-ka. Jak już mówiłem, jest fantastycznym negocjatorem, potrafi od razu poznać, czy ktoś blefuje. Po prostu zna się na ludziach. Nie jest z tych, którzy z wbitym w brzuch bagnetem jeszcze prują z do wroga ołowiem, ale jak się zaweźmie, to nie ma mocnych. To się chyba zwie "wysokie morale".
Oprócz mechaniki radzi sobie z elektroniką, choć nie tak dobrze. Komputery, mikroprocesory, te sprawy. Zna się też trochę na opatrywaniu ran.
Jeśli chodzi o walkę, to jak mówiłem, używa pistoletów. Ale kiedy był mały, pewien znajomy jego ojca nauczył go paru przydatnych chwytów, do których nie potrzeba wielkiej siły, a "mogą się przydać".
Zachowanie: Gaduła, baardzo kontaktowy człowiek. Wszędzie potrafi znaleźć przyjaciół. To jeden z tych gości, których nie da się nie lubić. Ale jest wrażliwy. Nie lubi zabijania, chyba że nie ma wyjścia.
Ekwipunek:
-TT-ka i 5 magazynków,
-ubrania,
-narzędzia i części zapasowe,
-kompas,
-nóż, widelec, łyżka,
-stalowy kubek,
-leki na Syndrom obcego,
-torba lekarska,
-plecak z zapasem żywności na 3 dni.
Imię: Michael
Pseudonim: Rudy Mike
Nazwisko: Powell
Pochodzenie: Nowy Jork
Choroba: Turlałem kośćmi i wypadło Syndrom obcego

Wygląd: Szczupły, wręcz cherlawy młodzieniec około dwudziestki. Rudy ( stąd wzięła się jego ksywka) niebieskie oczy. Gaduła, zawsze z uśmiechem na twarzy. Ubrany w wytarte jeansy, szary(pewnie kiedyś był biały), zazwyczaj upaprany smarem podkoszulek na ramiączkach i skórzaną kurtkę. Na nogach nosi stare, ale wciąż w dobrym stanie czerwone buty "Pumy". Zawsze nosi na głowie czapkę z napisem: "New York Knights". Przy pasie ma "futerał" na klucze, śrubokręty i inne narzędzia. Pod pachą kaburę na pistolet.
Historia:
Jego dziadkowie pochodzili z Wielkiej Brytanii. Mike odziedziczył zdolności do naprawiania wszystkiego, co nie działa po ojcu, Stevenie Powellowi. Ojciec z kolei nauczył się tego od dziadka, który przed wojną miał warsztat samochodowy na obrzeżach NJ. Po wojnie ojciec zajął sie tym, co potrafił, czyli naprawianiem. Ożenił się z chemiczką, Joanne Owen i razem ustawili się w powojennych Stanach. Razem wychowali trzech synów: Cliffa, Simona i Michaela. Pierwszy zaciągnął się do policji NJ, pomagał starzejącemu się ojcu, a Michalel, ruszył na poszukiwanie przygód!
Umiejętności i cechy:
Mike może nie jest pakerem, który samymi pięściami może pokonać stado mutków, nie jest też najlepszy w strzelaniu, nie wypatrzy komara z pięciuset metrów, ale za to jest dobry w dwóch rzeczach: po pierwsze, ma niesamowitą gadanę, np: potrafi wyperswadować bandzie gangerów, że zatłuczenie go pałami to nie jest dobry pomysł. Nie żeby zastraszał. On po prostu zagada człowieka na śmierć! Po drugie: Potrafi naprawiać. To rasowy monter. Naprawi prawie wszystko, ale specjalizuje się w naprawach tego, co ma koła: samochodach, motocyklach i ciężarówkach. Trochę gorzej radzi sobie z prowadzeniem. Jeśli już, to samochody. Do obrony zazwyczaj wystarcza mu TT-ka. Jak już mówiłem, jest fantastycznym negocjatorem, potrafi od razu poznać, czy ktoś blefuje. Po prostu zna się na ludziach. Nie jest z tych, którzy z wbitym w brzuch bagnetem jeszcze prują z do wroga ołowiem, ale jak się zaweźmie, to nie ma mocnych. To się chyba zwie "wysokie morale".
Oprócz mechaniki radzi sobie z elektroniką, choć nie tak dobrze. Komputery, mikroprocesory, te sprawy. Zna się też trochę na opatrywaniu ran.
Jeśli chodzi o walkę, to jak mówiłem, używa pistoletów. Ale kiedy był mały, pewien znajomy jego ojca nauczył go paru przydatnych chwytów, do których nie potrzeba wielkiej siły, a "mogą się przydać".
Zachowanie: Gaduła, baardzo kontaktowy człowiek. Wszędzie potrafi znaleźć przyjaciół. To jeden z tych gości, których nie da się nie lubić. Ale jest wrażliwy. Nie lubi zabijania, chyba że nie ma wyjścia.
Ekwipunek:
-TT-ka i 5 magazynków,
-ubrania,
-narzędzia i części zapasowe,
-kompas,
-nóż, widelec, łyżka,
-stalowy kubek,
-leki na Syndrom obcego,
-torba lekarska,
-plecak z zapasem żywności na 3 dni.
Hakuna matata!
