Imie Nazwisko Przydomek: Ub Longfoot zwany "Królikiem"
Wiek: 37
Rasa: Niziołek
Opis wygladu: Drzwi kuchni powoli się uchyliły... Nikogo jednak nie było widać! Dopiero po chwili, można było spostrzec uśmiechnietego małego jegomościa, który z rozmarzeniem w swych zielono-żółtych oczach zaczął się przyglądać rarytasom na stole. Głęboko wciągnął w swój niemały, zakrzywiony nochal zapach pieczeni, jednak jęknął przy tym z obrzydzenia. Jeszcze raz popatrzył na stół i podrapał się po głowie, wkładając palec w istną dżunglę czarnych, gęstych włosów. Zmarszczył brwi, co przy jego dziecięcej twarzy wyglądało bardzo zabawnie i powoli podszedł do stołu. Powoli, co nie znaczy, że szedł wolno, lecz niezdarnie i wciąż powodował straszny hałas, to przewracając rondel, to samemu spadając, potykając się na miotle... (Krzywe nóżki niezbyt dobrze utrzymywały jego wydatny brzuszek, zaokrąglony, jak u malca, po karmieniu)
Po przewróceniu się wstał, otrzepał swoją zieloną szatę z kurzu, poprawił buty na stopach (co najdziwniejsze, nie miał tam włosów!) i niczym okręt na stawie przedarł się przez pozostałą część kuchni. Stanął obok stołu - przygotowanego jednak na ludzkie standarty, po czym podsunął sobie taboret, niezdarnie wspiął się na niego i krytycznym wzrokiem spojrzał na przeróżne składniki potraw. Po chwili włożył palec do ust i zaczął go ssać rozmyślając... Z rozmyśleń wyrwało go jednak uderzenie - za bardzo "odpłynął" i spadł z taboretu.
Kolejny raz wgramolił się na górę i tym razem sięgnął ręką do pasa. Miał tam dużą kieszeń z zapięciem, która służyła jako torba. Wyciągnął z niej pięknie zdobioną księgę z twardą okładką - kolarami dominującymi na okładce była zieleń i biel. Położył tomisko na stole, włożył kciuk lewej ręki do ust, a prawą ręką zaczął przekładać strony. Były tam najróżniejsze kartki, pospinane magicznie, dzięki czemu nie odpadały od okładki. Uważny obserwator mógłby spostrzec, że większość kartek to przepisy kucharskie na jarskie potrawy, a co poniektóre kartki to zaklęcia czarodziei. Ub nie był jednak uważnym obserwatorem. Dlatego zamiast przepisu na sałatkę użył zaklęcia brzuchomówstwa i bardzo się zdziwił, kiedy marchewka do niego przemówiła... Ze strachu aż się przewrócił i o mało co nie rozbił sobie głowy. Za to z kieszeni wypadł mu nożyk, którym lubił ciąć warzywa i lekko go skaleczył w bok. Ub niezrażony tymi niepowodzeniami kolejny raz wyruszył na walkę z samym sobą
Opis charakteru: Ub jest miłym i uczynnym niziołkiem. Nikomu nie wadzi i brzydzi się zabijaniem. Co najciekawsze - do takiego stopnia znienawidził zabijać, że w ogóle zrezygnował ze spożywania mięsa, poza tym woli rozmawiać nawet z najgorszymi mętami, niż ich zaatakować, a kiedy nie ma już wyjścia - używa swojego czaru brzuchomówstwa, by wystraszyć, ew. zmylić przeciwnika. Jest bardzo roztargniony, często zaczyna coś robić, by po chwili o tym zapomnieć i zacząć robić coś zupełnie innego.
Nie przejdzie obojętnie obok potrzebujących i odda nawet swoje ostatnie złoto dla ulicznego żebraka - nawet nie sprawdzając, czy to nie oszust (Ub jest bardzo naiwny i łatwowierny). W sumie Ub nie zabije żywego stworzenia o ile jest ono dobre, lub pochodzi z planu materialnego. Jednak co z tego, że zaatakuje demona, skoro w walce z nim będzie próbował zaatakować go przepisem na kotlety sojowe, zamiast zaklęciem...
Na jego ustach rzadko widać zniechęcenie, lub gniew. Zwykle chodzi uśmiechnięty - co świadczy o jego dobroduszności.
Historia: Wszystko zaczęło się pewnego ciepłego i parnego wieczora w lecie. Wtedy to Margharet Bane i jej mąż - Bill Bane, zostali rodzicami małego Uba. Długo zastanawiali się nad imieniem dla malucha, w końcu jego ojcowi odbiło się po obfitym obiedzie i tak powstało imię Uba (To wersja rodzinnej legendy, inna wersja mówi o nieznajomym człowieku - hazardziście, który rzucał kością, na to ile liter ma mieć imię malucha i wypadły mu dwa oczka) Ub dorostał na zdrowego i normalnego niziołka i był dobrym synem - pomagał rodzicom w prowadzeniu karczmy z njbardziej wyszukanymi potrawami w tym regionie. Ub od najmłodszych lat wykazywał talent kucharski - potrafił z najprostszych składników stworzyć dzieło sztuki... Jednak jak na ironię, miał bardzo słabą pamięć i nie był w stanie zapamiętać tego co robił przed chwilą. Dlatego nigdy, żadna z jego autorskich potraw, nie została powielona. Wszystko skończyłoby się jego życiem w szczęściu i bez głodu, jednak kolejne wydarzenia z jego życia zaważyły na losie poszukiwacza przygód, jaki mu przypadł... Pierwszym z tych wydarzeń było morderstwo jego rodziców... Pewnego dnia, do karczmy przybył szalony zaklinacz. W sumie nikt nie wiedział, że ten zaklinacz jest szalony... Odszedł po dwóch dniach zostawiając swój pokój cały wyrysowany penatgramami i dziwnymi znakami. Rodzice Uba weszli do pokoju pragnąc wyczyścić go z tej kredy. Jednak kiedy tylko przekroczyli dziwne kręgi zostali otoczeni niewidzialną ścianą, a linie rozbłysły dziwnym blaskiem. Zaczęli wołać Uba o pomoc, ten przybiegł i na jego oczach wewnątrz kręgu pojawił się dziwny mały człowieczek z błoniastymi skrzydłami i zakończnym kolcem ogonem. Pokłuł nim rodziców Uba, wzniósł się w powietrze i uciekł przez okno. Rodzice Uba nie przeżyli.
To był dla niego cios. Stał się apaytyczny i osowiały i przestał gotować tak jak kiedyś. Jeszcze bardziej przeraził się, kiedy wybrał się raz na polowanie z myśliwym, który zaopatrywał go w dziczyznę. Kiedy usłyszał ciche kwilenie postrzelonego królika, zdawało mu się, że to brzmi jak głos, który wydawali jego rodzice przed śmiercią. Ub przestał jeść mięso. Ograniczył także jego użycie w karczmie. Prowadził ją dalej, kiedy to pewnego dnia do jego karczmy przybył druid, wraz z... niziołczycą, która miała trójkę dzieci. Powiedział Ubowi, że ze względu na jego dobroć przyprowadził tą rodzinę tutaj, by ktoś nimi się zaopiekował, bo druidzi nie odpowiadają za takie sprawy. Ub zgodził się. Trójka dzieci znacznie go ożywiła i wkrótce niziołek znowu tryskał humorem, prowadząc znowu karczmę tak, że nigdy nie była całkiem pusta. Pomagała mu w tym owa niziołczyca - Pamela Bigstormage, którą uczył gotowania i zarządzania karczmą...
Wszystko szło gładko, jak nóż w masło, kiedy do karczmy przybył... zaklinacz - zabójca. Ub poznał go od razu, a ten zaklinacz Uba. Wieczorem niziołek udał się do pokoju gościa z najgorszymi myślami, a tam okazało się, że człowiek już na niego czeka. Siedział na łóżku i bawił się sztyletem. Wyglądał na zdenerwowanego. Uba zatkało, a niznajomy natychmiast zaczął go przepraszać za to co się stało, tłumacząc to swym opętaniem, z którym musiał walczyć... Ub uwierzył mu i wybaczył, bo miał naprawdę dobre serce. Zostali przyjaciółmi.
Pewnego dnia, po dwóch miesiącach od poznania się zaklinacza i Uba, ten pierwszy zdecydował się wyruszyć w drogę. W tym czasie Ub odnalazł pamiętnik swego ojca i tam odnalazł zapiski o marzeniu jego ojca - skompletowaniu największej księgi kucharskiej.
Ubowi uderzyło to do wyobraźni. Niziołek sam zdecydował się oddać karczmę niziołczycy i wyruszyć z zaklinaczem. Jednak celem niziołka stao się skompletowanie największej księgi potraw jarskich, które zaspokoją wszystkich mięsożerców. Jego marzeniem jest także znalezienie się w krainie, gdzie nie ma zabójstw, by żyć. (W sumie marzy też o zemście na impie - jak mu powiedział zaklinacz, o przybyszu, który zabił rodziców Uba - ale niziołek nie dopuszcza póki co do siebie tej myśli). Zaklinacz nauczył go wykorzystywać zwoje z czarami, bo Ub nie mógł nie potrafić się obronić przed niebezpieczeństwami na trakcie. Na szczęście nic złego nie spotkało tej pary i szczęśliwie doszli do kolejnego miasteczka. Tam w nocy jednak zaklinacz zaczął sie dziwnie zachowywać, potem krew zaczęła lać się z każdego otworujego ciała. Ub chciał krzyczeć, jednak jego krzyk uwiązł w gardle, kiedy to pojawił się przed nim olbrzymi demon, który złapał zaklinacza wpół i zniknął. Od tego czasu Ub wędruje samotnie walcząc z roztargnieniem i wszechobecnymi mrocznymi myślami. (Po tym zdarzeniu uciekł z miasta, próbując sobie wmówić, że to był tylko zły sen)
Ekwipunek: nożyk do krojenia warzyw, 2sz, księga czarów/kucharska
To moja karta postaci, w razie czego dajcie znać, cos zmienię... (Jeszcze do jutra, do godziny 9.00 spróbuję wejść na compa - potem Coolkon i w niedzielę o 19 bade)