Wiem że nekromantyzuję, ale w sumie ten dział poza poddziałem z MtG jest martwy, więc nie wiem, czy to się liczy.
Trochę mnie ten temat śmieszy. Grałem w Yu-Gi-Oha - złą grą nie jest, powiedziałbym, że całkiem dobrą, a do cukierkowatych stworków można się przyzwyczaić (Mystic Tomato...). Te komiksy tu bardziej mówią: "Grasz w YGO? Współczujemy, ale to twój problem", niż lampoonują gierkę (a każda gra ma wady, nie ma idealnych gier... z wyjątkiem StarCrafta. I Sapera. I Baldur's Gate. I Fallout. I może Wojny.)... Jasne, zasady są prostsze, co jednak nie sprawia, że batalie są nudne (to trochę jakby porównywać Army of Darkness do książek Stephena Kinga). Jasne, że kreskówka to dość chamski skok na kasę (co brutalnie wytyka
The Abridged Series - polecam, swoją drogą, świetna parodia tej kreskówki). Kwestia gustu, dla mnie walka mistycznymi pomidorami czy odpieranie ataku wroga magicznymi cylindrami ma swój urok.
MtG też widziałem, gra mi się podoba, ale biorąc pod uwagę to, że według ludzi z mojej klasy, którzy w to grają, tekst na karcie "When this card is summoned, remove 2 cards in your opponent's graveyard from play." oznacza "Gdy potwór ten jest przywołany, wskrześ dwie karty ze swojego graveyarda" (powód? "Niektóre opisy nie są takie oczywiste".), mam lekką awersję. ^^ (just kidding, ale wymieniony przypadek jest autentyczny...)
(nie, nie mówię tu o wyższości którejś gierki nad drugą, bo w obie grałem bardzo krótko, a w MtG na dodatek na jakichś niedorobionych zasadach przedstawionych powyżej)
I co to są "niewymiarowe karty"?
