Dyskusja ciągnie się od kilku stron, że niektóre argumenty wciąż się dublują nie wspomnę

(Ale świetny temat

)
Zacznę nietypowo - od wywoływania uczuć w graczach. Jak każdy może zauważyć, więszość z wymienianych przez was uczuć jest negatywna (w sumie najłatwiej je wywołać), ale do tych co wymienił BLACK dodałbym strach, zwątpienie i najróżniejsze rodzaje dysonansu. Sztuką jest wywołanie uczuć pozytywnych - ale na szczęście człowiek jest tak zaprogramowany, że potrafi je odegrać.
Jestem zwolennikiem lekkiego klimatu, czy raczej sesji bez dużej ilości śmiechu? Raczej tego drugiego - śmiechu ciężko uniknąć, szczególnie na początku sesji, ale scenariusz nastawiony głównie na grzanę męczy mnie strasznie i nie lubię w czymś takim uczestniczyć (raz nawet złapała mnie migrena po takim luźnym odgrywaniu O.o)
Nie jestem znowu fanatykiem klimatu przez duże K, o którym wspominał Karczmarz, bo wychodzi ona raczej naturalnie - z pamiętnych sesji przez duże K, mam dosyć luźną sesję w D&D, w której gracze po prostu gotowali (udało nam się wytworzyć klimat krzątaniny w kuchni, co było bardzo zabawne

), udało się wywołać klimat akcji, kiedy gracze uciekali kanałami przed dwójką bossów, udało mi się także do takiego stopnia przestraszyć siebie i graczy, że pod koniec sesji zwialiśmy z altanki, w której graliśmy.
I nie byłem ani razu na to przygotowany.
Wracając do sesji śmiesznych - nie podobają mi się i już dawno nie słyszałem komentarzy, które podałeś BLACK - myślę, że albo to się zmieni u Ciebie w najbliższym czasie, albo zniechęcisz się całkowicie do rpg.
I na koniec dodam: RPG może być sztuką, przy której dostaje się orgazmu albo grą, przy której dostaje się drgawek ze śmiechu.
Ale my, zwykli wyjadacze, po trosze czerpiemy ze sztuki i zabawy.