
|
Myślę, że każdy gracz i mistrz gry ma w pamięci jakąś jedną bądź parę sesji, których nie może zapomnieć. Ale czy ktoś z Was zastanawiał się kiedyś co sprawia, że te sesje są takie wyjątkowe? Nie? Chciałbym wyrazić swój pogląd na temat tego "fenomenu". Pamiętam jak parę lat temu mój kumpel z klasy opowiedział mi o czymś co się nazywa "łorchamer". Jego brat cioteczny podobno był za granicą naszego wspaniałego kraju i zdobył tam książkę opisującą zasady (oczywiście po angielsku) tej gry. Razem z kolegą zebraliśmy paru chłopaków i postanowiliśmy zagrać. Jedynym podobieństwem między prawdziwym Warhammerem, a tym "naszym" była nazwa. Żadnych tabelek, dokładnego opisu świata i innych pierdół. Wszystkie zasady wymyślone przez nas. Mimo wszystko gra nam się spodobała i sesje odbywały się prawie codziennie. Z tego powodu nasz mistrz gry nie miał czasu na pisanie wymyślnych przygód. Większość scenariuszy opierało się właśnie na improwizacji. To było wspaniałe. Do dziś pamiętam jak moja postać starała się przekonać szajkę złodziejską idącą w stronę wioski, że w niej mieszkają tylko trędowaci. Pewnie opis ten zabrzmiał trochę prostacko, ale ja miałem wtedy niecałe 12 lat i było to dla mnie niesamowite przeżycie. Teraz mam lat 15 z hakiem i zakuwam do egzaminów, przez co czasu na sesje mam bardzo mało. Z kolegami spotykam się raz na miesiąc albo i rzadziej, ale dzięki temu nasz mistrz ma czas na robienie złożonych i wyrafinowanych przygód. W czasie ich rozgrywania nie ma czasu na improwizację, ponieważ wszystko jest starannie zaplanowane. Przyznam się, że teraz sesje nie wywołują we mnie takich emocji jak kiedyś. I dlatego chciałbym wygłosić apel: nie pozwólcie aby Wasze spotkania z RPG przypominały czeski film - zdajcie się na... improwizację. Chciałbym podkreślić, że tekst ten jest moim subiektywnym odczuciem napisanym pod wpływem swych doświadczeń i wiem, że nie każdy się z moją opinią zgadza. Jeżeli ktoś z Was ma uwagi dotyczące mojego artykułu to, proszę o przesłanie ich do mnie. |
